Słowa słońcem wezbrane

Za opłotkami

Zbyszkowi

Tutaj
niebo jest bliskie
wystarczy dłonie
zanurzyć w stawie
by łowić chmury i ptaki
Za opłotkami wioski
bezdroża
wiatr skłóca trzciny i tataraki
Nocą
strach z ciemności wypełza
piersi uciska mackami
czasem pies zawoła
zbudzi śpiącego gospodarza
albo ptak spłoszony
zapadnie w otchłań mroku
Idę
głodny doznania
z pochodnią słonecznika w ręce