Słowa słońcem wezbrane

Z dzieciństwa

Słyszę jeszcze
parkowych drzew
nocny poemat
i sowę
wołającą na stodole
Słyszę jeszcze
i szepczę prośbę
by nie usiadła na mój dom
Pójdź pójdź
w dołek pod kościołek
Znałem te słowa
i wierzyłem
a tak bardzo
nie chciałem umierać
Głębokim oddechem
uciszałem strwożone serce
i długo długo
modliłem się o sen