Dyptyk wrześniowy
Januszowi
I
Zapach opadających liści
oddzielił lato od jesieni
We mgle budzi się wioska
zubożały pola i sady
srebrzą się oziminy
Pogoda niepewna
jak chwila
między jednym a drugim
uderzeniem serca
Nocami
spóźnione błyskawice
mieszają światło z ciemnością
i Bóg
Wielkim Wozem
zawraca na niebie
II
Zatrzymać w wierszu
jesienny długi wieczór
Godziny w których
tężeje mrok
ten chłodny wiatr od pól
i lipę
co gesty skrzypka powtarza
Ocalić odgłosy
które rodzi ta pora
werble sypanych ziemniaków
śmiech rozbawionych dzieci
czyjeś kroki w ciemności
Zatrzymać w wierszu
ten czas
kiedy w oknach
spala się jesienny mrok
Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120