Słowa słońcem wezbrane

Człowiek w rytmie natury
(Szkic o liryce Józefa Chojnackiego)

Z literacką indywidualnością Józefa Chojnackiego czytelnik mógł się zapoznać dopiero przed kilkunastoma latami. Autor zaczął już wprawdzie pisać w szesnastym roku życia; wysyłał nawet ówczesne utwory do różnych redakcji. Były to jednak niezbyt oryginalne wierszowane rymowanki, opowiadające o miłości i zdradzie, alkoholizmie i nieróbstwie. Nie spotkały się zatem z większym oddźwiękiem. Chojnacki zrozumiał, że jego zainteresowania poetyckie muszą zyskać odpowiedni wyraz artystyczny. Zamilkł na długi czas. Zbierał doświadczenia. Zajmował się pracą i rodziną. Dużo czytał, interesując się przede wszystkim współczesną liryką. Ciekawiła go zwłaszcza forma wiersza nowoczesnego, którą polubił i starał się opanować.
Twórcze milczenie przerwał w 1974 roku, posyłając utwory do „Zielonego Sztandaru”. Otrzymał odpowiedź, że teksty są niezłe, ale do druku jeszcze się nie nadają. Mimo to wkrótce zadebiutował. W styczniu 1975 roku na łamach „Zielonego Sztandaru” ukazał się jego wiersz Śpiew mój.
W 1978 roku autor wysłał swoje liryki do Stowarzyszenia Twórców Ludowych. Recenzująca je prof. A. Aleksandrowicz napisała m. in.:

„Chojnacki Józef (…) przedstawił (…) wiersze rzeczywiście interesujące i artystycznie udane. Jego utwory mają wyraźnie zarysowującą się, konsekwentnie prowadzoną myśl przewodnią. Odznaczają się udaną, niebanalną metaforyką i konstrukcją wyrazistego obrazu artystycznego. Jednocześnie wiersze te, podobnie jak Jana Pocka, związane są z ludowością w najgłębszym rozumieniu tego pojęcia — w sferze symbolu i poetyckich wyobrażeń. (…) Według mnie poezja ta zapowiada talent na miarę Pocka” !.
(Cyt. wg: A. Aleksandrowicz, Ocena twórczości poetyckiej Józefa Chojnackiego, Archiwum ZG STL — teczka autorska J. Chojnackiego).


W lipcu tego roku poetę przyjęto do STL.
Kim jest twórca uzyskujący tak pozytywną opinię? Józef Chojnacki urodził się 22 grudnia 1935 roku w Śródce, położonej w woj. poznańskim, w dawnym pow. średzkim. Był szóstym z kolei dzieckiem w niezamożnej rodzinie chłopskiej, pochodzącej z okolic Kalisza. Rodzice jego z powodów materialnych pracowali początkowo w Niemczech. Ich wyjazd zarobkowy zakończył się niestety niefortunnie.
Na dworcu berlińskim skradziono im cały dobytek i pieniądze. Jako ubodzy komornicy zamieszkali więc u bogatego gospodarza w Śródce. Ojciec był robotnikiem rolnym we dworze, a poza tym trudnił się szewstwem. Matka odpracowywała mieszkanie. W 1939 roku rodzice Chojnackiego przenieśli się do wsi Ługowiny, zatrudniając się w majątku pewnego Niemca. W latach okupacji ojca aresztowano.
Rok więzienia zrujnował mu zdrowie i w grudniu 1944 roku, kilka miesięcy po powrocie, Wawrzyn Chojnacki zmarł. Ciężar utrzymania rodziny przejęła matka, której pomagały najstarsze dzieci.
W latach powojennych Chojnacki rozpoczął naukę w szkołach podstawowych. Początkowo we wsi Węgierskie, później w Pławcach, gdzie na kursie wieczorowym ukończył siódmą klasę. Jego nauczycielem w Pławcach był m. in. Leonard Turkowski (1914—1985) — wykładowca na tajnych kompletach okupacyjnych, więzień hitlerowskich obozów, późniejszy prezes oddziału Związku Literatów Polskich w Olsztynie, a przede wszystkim prozaik, publicysta i poeta, pozostający w kręgu tradycji skamandryckiej, wykorzystujący w liryce motywy urbanistyczne, regionalne i pejzażowe.
Jako nauczyciel, Turkowski nie ograniczał się do samego podawania wiedzy, potrafił także — co wspomina do tej pory Chojnacki — wpoić swoim uczniom wielką miłość do książek.
Po zdobyciu wykształcenia podstawowego Chojnacki podjął naukę w szkole zawodowej mechaniki pojazdowej. Nie uczył się wszakże długo. Musiał bowiem zapewnić byt młodszemu bratu i chorej matce. Zatrudnił się w Państwowym Ośrodku Maszynowym w Kostrzynie Wielkopolskim.
Skończył kilka kursów dla traktorzystów. W 1961 roku zapisał się do Korespondencyjnego Technikum Rolniczego w Środzie, które po dwu latach zamienił na kurs ślusarstwa samochodowego. Dyplom mistrza w tej specjalności otrzymał w 1969 roku. Niebawem, w wyniku reorganizacji PGR, przeniesiono go do warsztatów remontowych przy Kombinacie PGR w Gułtowach. Tam też dostał mieszkanie i tam, naprawiając ciągniki rolnicze, pracuje do chwili obecnej.
Ma przy tym świadomość, że znajduje się cały czas w centrum polskości, w piastowskiej „kolebce”. Wieś Gułtowy posiada starodawny rodowód, poświadczenia o jej istnieniu pochodzą z pierwszych lat XV wieku. Tuż obok niej leży Giecz — jeden z głównych grodów pierwszych Piastów, założony w IX wieku. Nieco dalej spotykamy Ostrów Lednicki; przedwieczny ośrodek kultu bóstw słowiańskich, wróżb i pielgrzymek, znany chociażby ze Starej baśni Kraszewskiego i będący już w VII wieku osadą prapolską.
Ten głęboki kontekst historyczny nasyca życie Chojnackiego symbolicznymi wartościami. Ale nie tylko historia niesie tu kulturowe jakości. Aktywność autora ma także duże znaczenie. Od lat szkolnych uczestniczył on w działalności wiejskich zespołów teatralnych. Był animatorem tego ruchu, reżyserem, recytatorem i twórcą tekstów przeznaczonych na scenę. I — jak wcześniej zaznaczono — dużo czytał.
Lekturę uczynił pasją życia, środkiem poznawania i doświadczania świata. Sam pisze o tym wyczerpująco:

,.Literaturą interesowałem się od najwcześniejszych lat. Śmiało mogę powiedzieć, że byłem molem książkowym. Nie wystarczyło mi, że książkę przeczytałem, ja musiałem ją mieć w swojej bibliotece, liczącej obecnie ponad pięćset tomów.
W dużej mierze książki kształtowały mój charakter. Pomogły mi stworzyć własny świat. Może trochę odstający od świata rzeczywistego. Przez całe swoje życie nigdy nie traciłem z nimi kontaktu. W tej atmosferze wychowywali się też moi synowie. Szczególnie bliskie są mi nowele A. Dygasińskiego. Urzeka mnie ich klimat. Lubię powieści S. Żeromskieyo, B. Prusa, a już szczególnie lubię jakże trudną prostotę Chłopów W. S. Reymonta.
Podziwiam wiersze i poematy S. Piętaka, chociaż muszę przyznać, że wolę formę bardziej zwięzłą. Interesują mnie książki popularnonaukowe o dowolnej tematyce. Nie mam ulubionego poety, chociaż po tomiki S. Neumerta sięgam częściej niż po inne. Niedawno poznałem wiersze J. Pocka, A. Magdziak, W. Czubernat, S. Cebulskiego. Lubię dobre wiersze, osadzone w wiejskim krajobrazie, przepojone ciepłem ziemi, głębokie w treści”.

(2) Przytoczone myśli pisarza oraz pozostałe jego wypowiedzi bezpośrednio cytowane pochodzą z listu J. Chojnackiego (dat. 29 marca 1987 r.) skierowanego do autora niniejszego szkicu).
Pora jednak wrócić do ,,dziejów” pisarstwa Chojnackiego. Po debiucie w 1975 roku jego utwory zaczęły się ukazywać w licznych czasopismach i edycjach książkow ch. Z czasopism trzeba zwłaszcza wymienić ,,Zielony Sztandar”, „Chłopską Drogę”, „Plon”, „Nową Wieś”, „Tygodnik Kulturalny”, „Biuletyn Informacyjny ZG STL”, „Twórczość Ludową”, „Sztandar Ludu” i „Rolnika”.
Wśród wydań zbiorowych znaczące miejsce zajmują: siódmy tom Wsi tworzącej (Lublin 1983), antologia Gruszo polna graj na wietrze (Lublin — Kraków 1980, nb. tytuł tego zbiorku wzięto z tekstu Chojnackiego), almanach Przedpole, oprac. przez R. Daneckiego (Poznań 1986), antologia Ojczyzna, w oprac. S. Weremczuka (Lublin 1987).
Lirykę Chojnackiego wielokrotnie nagradzano podczas ogólnopolskiego Konkursu Literackiego im. J. Pocka. W 1980 roku jego wiersze uzyskały pierwszą nagrodę, w latach 1979, 1981, 1982 — drugą, a w 1985 roku — trzecią. W 1977 roku twórca wziął udział w konkursie „Jeden miesiąc mojego życia”. Napisany przez niego dziennik, oznaczony godłem „Jawor”, zdobył drugą nagrodę i opublikowano go we fragmentach na łamach „Tygodnika Kulturalnego” (1978, nr 10).
Warto ponadto dostrzec, że w konkursie „Zamojszczyzna” (1980 rok) poeta otrzymał nagrodę specjalną za zestaw utworów odznaczających się wysokim poziomem literackim. Nie można również zapomnieć o wyróżnieniach (lata 1986, 1987), uzyskanych w konkursie „Szukamy talentów wsi”, organizowanym przez koło ZMW w Węglanach koło Opoczna.
Przedstawiany obecnie tomik jest swoistym uwieńczeniem dotychczasowej drogi twórczej Chojnackiego. Pokuszono się w nim o ukazanie prawie kompletnego, istotnego treściowo i artystycznie, dorobku lirycznego autora. Z tego względu zamieszczono zarówno utwory publikowane dotąd okazjonalnie, jak i nie posiadające takiej metryczki.
Tekstów drukowanych jest nieco ponad trzydzieści, pozostałe pochodzą z rękopisów. Kilkanaście rękopisów udostępniła mi pani profesor Alina Aleksandrowicz, za co uprzejmie dziękuję.
Pomiędzy wierszami wcześniej drukowanymi a teraz wprowadzonymi do edycji nie zachodzą proste relacje odpowiedniości. Niektórym lirykom przywrócono postać zgodną z autografami. Tak dzieje się na przykład w przypadku utworu Z wiejskiego pejzażu, który występuje — stosownie do pierwotnego zamiaru autora — w całości, bez rozdzielenia na odrębne tytuły.
Tomik ma z pewnością charakter reprezentatywny w odniesieniu do liryki. Poza jego obrębem pozostaje tylko proza, która jest mniej znanym, mniej wykształconym artystycznie i skromniejszym ilościowo działem pisarstwa Chojnackiego.
Te przyczyny oraz dążenie do zachowania „czystości” gatunkowej edycji spowodowały, że opowiadania i gawędy czekają jeszcze na swoją porę druku.


W liryce Chojnackiego szczególną uwagę zwraca sentyment, jakim twórca obdarza naturę. Poetę bez przesady można nazwać wyznawcą natury, pojmowanej jako ogół rzeczy i zjawisk stanowiących mikrokosmos człowieka.
W pewnej grupie utworów autor zajmuje się wyłącznie prezentacją jej stanów. Przedmiotem opisu czyni głównie pola, miedze, polne drogi, las, wiatr, wschodzące i zachodzące słońce. Sądzi przy tym, że owe często powtarzające się składniki najbliższego otoczenia mogą świadczyć o słabości jego pisarstwa. Zarazem uważa jednak, że nie wolno mu od nich uciec, gdyż spotyka się z nimi codziennie, żyje wśród nich i jest w sumie cząstką tego krajobrazu.
Czy przy takim widzeniu rodzimej rzeczywistości możliwe jest całkowicie obiektywne, beznamiętne ukazanie jej obrazu? Oczywiście nie, i to nawet w liryce opisowej. Uczucia podmiotu mówiącego uwidaczniają się bowiem w sposobie budowania świata przedstawionego. Autor nie myśli tutaj o rejestrowaniu sytuacji, w których znajduje się natura. Pragnie natomiast zapisać „zachowania” owego tworu jako specyficznego organizmu. Dlatego literacka wizja natury jest pełna opisów dokonywanych z pozycji sensualistycznych. Poetycka obserwacja opiera się przeważnie na wrażeniach wzrokowych.
Twórca w barwnym widzeniu dostrzega „wieczór … w różowych mgłach”, rude ścierniska, „… pola || w krwawych śniegach” i to, że „milion ognisk rosy || złoci się na łące”. Niekiedy wydobywa aromat pejzażu, stwierdzając, iż „dzwonki konwalii (…) olbrzymieją zapachem”. A potem ponownie nadaje poznaniu jakość wizualną.
Przenosi swój ogląd w większym stopniu z poziomu biologicznego w wymiar kosmiczny. Fascynację żywioną dla blasku wzbogaca przekazami lirycznymi oddającymi współgranie światła i mroku, jasności i ciemności. Nie dąży do przeciwstawienia dnia i nocy, słońca i księżyca; nie traktuje ciemności jako bezwładnej, irracjonalnej sfery będącej przeciwwagą dla racjonalnego życia dziennego. Zajmuje go przemienny rytm tych zjawisk.
Dzień i noc wprowadza w krąg dynamicznych, stałych przeobrażeń; por. m. in. Letnia noc, Słoneczny poranek, Sierpień. Odtwarzana natura jawi się przez to w formie harmonijnego układu.
Koegzystencja składników natury zaznacza się również w wierszach Las i Sosna. Podkreśleniu ulega zwłaszcza wspólnota bytowa drzew i ich przyjazna lub łagodnie „kłótliwa” styczność z innymi tworami.
O sośnie dowiadujemy się, iż „Gałęziom jej || jak skrzydłom || ufają ptaki” oraz, że „Z wiatrem || w ciągłej niezgodzie || śpiewa i płynie”. W ten sposób z poetyckiego opisu wyłania się świat nawzajem dopełniający się, spójny w swojej różnorodności.
O uczuciowym stosunku twórcy do przywołanej artystycznie rzeczywistości zawiadamia ponadto kolejna — po blasku — fascynacja podmiotu. Myślę tu o zauroczeniu ciszą; por. Wschód księżyca, Idąc przez wieś. Ten stan wywołuje u obserwatora nastrój łagodności, spokoju i psychicznego ukojenia, co uwydatnia przychylność jego otoczenia.
Następna, większa od poprzedniej, grupa utworów ukazujących naturę posiada odmienną konstrukcję poetycką. Liryki te są zbudowane według konsekwentnego pomysłu kompozycyjnego, który sprowadza się do dwuczłonowego przedstawiania tematów. W pierwszej części wiersza podany zostaje z reguły określony wygląd przyrody. Druga część, wynikająca bezpośrednio z pierwszej, prezentuje uczucia podmiotu oraz ogólne refleksje, związane głównie z kondycją psychiczną, problemami bytu, zagadnieniami czasu i przemijania.
Opis natury jest punktem wyjścia dla doznań podmiotu, a przeżycia osobowe lub przeświadczenia uniwersalne występują w roli pointy utworu. Motywy pejzażowe są więc w sumie wprowadzeniem do treści psychologicznych.
Liryka taka dominuje w dorobku Chojnackiego i dlatego pozwala najpełniej ustalić jego poetycką koncepcję rzeczywistości.
Autor formułuje myśl, że świat wiejski jest najbliższy jednostce, komponuje jej otoczenie, przestrzeń życia. Człowiek przebywa wewnątrz tego świata, nasyca się jego formą, kontempluje przyrodę, przyjmując ją w kształtach zastanych. Nie podejmuje prób naruszenia jej wyglądu i procesów — Wieczorem I, W zieloność. Doznaje niezwykłego wprost „głodu” poznawania natury, martwiąc się równocześnie, że ograniczone władze ludzkie uniemożliwiają pełne zrozumienie praw materii — Za opłotkami, Gdyby nie wierzby.
W sposób bezpośredni, zmysłowy doświadcza zjawisk przyrody. Z tego względu zimową porą wyrusza na spacer, by zobaczyć zadymkę i staw skuty lodem — Luty.
W lecie przez ręce zanurzone w wodzie odbiera chłód nieba, przez co wnika w poszczególne sfery chłopskiego mikrokosmosu — Staw. Przed nadejściem jesieni bierze „w zziębnięte dłonie || gorące korale jarzębin”, chcąc zatrzymać pozostałości lata — Ku jesieni.
Takie zachowania podmiotu jednoznacznie odpowiadają zamiarowi nieustannego kontaktowania się z naturalnym środowiskiem. Człowiek okazuje się w związku z tym tak bliski naturze, że wyraża pragnienie utożsamienia się z nią.
Poświadczenie tego znajdujemy m. in. w zwierzeniu:

Chciałbym być
krzakiem tarniny
okrytym kwiatów kobiercem
bo wtedy
gniazdo ptasie
byłoby moim sercem (…).

Chciałbym

Wielce charakterystyczne są przy tym wyobrażenia przypisywane naturze. Poeta podaje jej kilka, ugruntowanych kulturowo, postaci. Traktuje pole jako świątynię — * * * (Oto skrawek ojczyzny), co jest zabiegiem sakralizacyjnym często spotykanym we współczesnej liryce ludowej. Wystarczy wymienić wiersze Z. Bukowskiego — Polna świątynia, W. Kuchty — Pole – wielka świątynia, J. Pocka — Ceremoniał polny, W. Sitkowskiego — Polna gruszo. W kolejnym ujęciu natura pojawia się jako dom – W tę porę. Nie chodzi tu oczywiście o podkreślenie wartości rodzinnych, trwałości i pokoleniowej stabilizacji życia, ale o wykazanie głębokiej więzi osobowej pomiędzy człowiekiem a przyrodą.
Przywołany zostaje również motyw Arkadii — Wiosna w polu, który posiada wszelkie cechy idealnej literackiej iluzji. Co ciekawe, poetycka wizja Chojnackiego zawiera sporo wyróżników właściwych Wergiliuszowskiej wersji tego symbolu — obrazu ( 3) Por. J. Sokołowska, Arcadia profana (w:) Dwie nieskończoności, Warszawa 1978, s. 36, 37.)
Chłopska kraina szczęśliwości, jak w wariancie rozpowszechnionym od twórcy Eklog, jest wiosenna, doskonała i przyjazna.
Dlatego wydaje się bardziej wymarzona niż realistyczna. Natura pełni w wiejskiej rzeczywistości różne funkcje. Ma przede wszystkim zdolności terapeutyczne, łagodzi lęk przed śmiercią — W deszczu i we mgle, pozwala „wygasić” tęsknoty i niepokoje — * * * (Oto skrawek ojczyzny), poprzez nią „goją się rany || które zadało życie” — Ziemia.
Jako „obiekt” przychylny wysłuchuje wyznań człowieka, podzielając jego troski i zwątpienia — Zwierzenie. Jej powiernictwo likwiduje samotność. Często do zniesienia wyobcowania podmiotu wystarcza tylko spacer wśród pól i zbóż — Zatrzymana chwila. Ostatecznie można powiedzieć, że uśmierza ona bóle psychiczne, a niekiedy koi również dolegliwości fizyczne.
Z harmonizacyjnym przeznaczeniem natury współbrzmi skłonność do wyrażania współczucia. Najlepiej widać to w wierszu Była jesień, gdzie treści martyrologiczne zostają ukazane w perspektywie stanów natury. Przyroda ukazuje tutaj dużą wrażliwość wobec ludzkiej tragedii. „Bór szlocha”, a „sosny pamiętają” hitlerowską zbrodnię.
Trudno o wyraźniejsze poświadczenie uczuciowości materii. Kolejna rola natury polega na wytwarzaniu u odbiorcy wzruszeń estetycznych. Człowiek zachwyca się przyrodą do tego stopnia, że ogranicza to jego władze poznawcze i zdolność do artystycznego wypowiadania doznań. Dlatego piękno krajobrazu przemija wielokrotnie nie utrwalone, nie zawsze całkowicie przeżyte, co wzbudza uczucia pesymistyczne; kto bowiem zachowa czar pejzażu, jeśli nie wyobraźnia poety:

Kiedy przemija noc
na ziemię opada
szary piasek mroku (…)
Kiedy przemija noc
wokół wioski
przestrzeń dojrzewa
rosa
sięga po zorzę
i piękno
ponad słowa się wznosi.

Gdy przestrzeń dojrzewa

Pesymizmu jest zresztą w poezji Chojnackiego więcej. Niekiedy zwątpienie otrzymuje postać lęku egzystencjalnego — Życie. Najgorsza wydaje się zwłaszcza fizyczna czasowość ludzka — Uciekają chwile, której sugestywnym wyrazem są „ślady lat na twarzy” — Dlaczego.
W dodatku natura, będącej obszarem swoistego azylu, podlega procesom przemijania — Listopad. Naporowi czasu nie potrafi się oprzeć nawet tradycyjny symbol stałości — dąb: por. Monolog wewnętrzny. Przywołany świat nie istnieje poza tym w dużej mierze realnie, lecz we wspomnieniach.
Jest więc odtwarzany, a nie aktualnie doświadczany — Tamto południe. Oddalającą się okolicę dzieciństwa usiłuje wprawdzie ocalić pamięć podmiotu, ale ona także poddaje się niszczącemu oddziaływaniu czasu — Drogi. Ten zaś nieubłaganie wypełnia się „porami roku, porami życia”, co twórca oddaje symbolicznie przez paralelne zestawienie biologicznej kondycji człowieka i materialnej „kondycji” miejsca jego zamieszkania:

(…) Wiosko moja
słoneczny przeszły czasie
w jesień schodzimy
ja
nitkami babiego lata
we włosach
ty
ciszą w parku
zapachem kopru w ogrodach

W jesień schodzimy

Wiele goryczy przenika prócz tego z wynurzeń podmiotu, dokonującego sumarycznej oceny własnego życia. W twardej rzeczywistości dostrzega on „kolce smutku w ogniwach łańcucha II dni przemijanych”, „blizny po śmiechu i radości” oraz „ubogie owoce swej pracy”.
Jego żal zostaje spotęgowany ostatecznym rozstaniem z bliskimi osobami: matką, ojcem, bratem — Tryptyk nagrobny. Głębokie przeżycie ich śmierci uświadamia sprzeczności życia, w którym pamięć doczesnego pożegnania z matką współwystępuje „z radością wiosennych dni„, a najbardziej szczery wiersz nie może oddać uczuć związanych z odejściem ojca.
Czy mimo to w liryce Chojnackiego są jakieś wartości neutralizujące ból istnienia? Co nie ulega fizycznemu obumarciu i psychicznej frustracji?
Moc Boga nie jest jeszcze środkiem zaradczym. Stwórca pojawia się rzadko, jego wizerunek jest przy tym zdecydowanie deistyczny — Kiedy latem. Przebywa On daleko od ziemi, nie interweniuje w bieg rzeczy doczesnych, przyjmując pozycję obserwatora z ubolewaniem spogląda tylko na ludzką rzeczywistość.
„Ratunek” może natomiast przynieść obranie właściwego etosu życia. W tym zakresie autor uznaniem darzy niezależne postawy i autentyczne doznania osobiste — Oto ja.
Sens egzystencji widzi w poszukującym wędrowaniu i twórczej aktywności — Trzeba. Jedną z takich form aktywności jest dla niego praca, pojmowana jako akt emocjonalny i zarazem terapeutyczny — Zniwa, Każda chwila.
Niepodważalne są też odczucia indywidualne, np. przeżycie wiosennego rozbudzenia przyrody Usnęła wioska.
A największą jakością okazuje się, mimo uwidocznionych wcześniej niedoskonałości, natura. Ona przecież utożsamiającemu się z nią podmiotowi pozwala pokonać przemijanie – Moje pragnienia. W niej po śmierci odżyje człowiek, krew jego „…w liściach II cmentarnych lip II zaśpiewa zielono” – Kiedyś.
(O zjawisku pośmiertnej regeneracji człowieka w kształtach roślinnych, jako wyróżniku chłopskiego światopoglądu, piszę szerzej w szkicu Obrazy zgonu rolnego w Literaturze ludowej („Twórczość Ludowa” 1978, nr 2, ss. 33, 34).
W tym miejscu trzeba tylko dodać, że szczególnie plastyczne wizje regeneracyjne występują w lirykach S. Buczyńskiego i H. Nowobielskiej).
Rośliny reprezentują zatem odrodzenie i jest to z pewnością optymistyczny akcent twórczości Chojnackiego, podobnie jak rola przypisywana słońcu. Symbolika słoneczna łączy się bowiem ze zmartwychwstaniem dnia, z odnowieniem ludzkiej witalności — Aż do łez. Przy pomocy jasności poeta eksponuje wartość życia, tworząc przez to przeciwwagę dla pesymizmu.
W przedstawionych wyobrażeniach właściwych liryce opisowej, refleksyjnej i rodzinnej zaznacza się osobliwe zmaganie autora z dysonansami materii i psychiki ludzkiej.
O rozdźwiękach procesu poetyckiego traktuje zaś liryka autotematyczna. W tego typu wierszach Chojnacki zastanawia się często nad genezą natchnienia – Spiew mój, Iđqc.
Wywodząc je przeważnie z natury i chłopskiego bytu codziennego stwierdza :

(…) ze wsi niosę słowa
słowa odjęte łanom
polom pachnącym słońcem
wezbrane gnojem i potem

Z cienia miedzy

Podstawową sprawę stanowi jednak dla niego opozycja pomiędzy trudem tworzenia i przytrafiającą się erupcją literacką. Czasami w wypowiedziach Chojnackiego pisanie jawi się jako czynność równoważna wysiłkowi Syzyfa, mozolnej wędrówce „wśród dziwnych konstrukcji”.
Zdarza się niemoc sprawiająca, „że płomienie skrzydeł II ognistego Pegaza II nagle zaczynają gasnąć” Błądzenie.
Słowa przypominają wówczas kamienie i ciężko nimi „…wyrazić muzykę II którą owady na skrzydłach niosą II w lipcowe południe – Naucz mnie mówić.
Bywają też chwile, gdy „…słowa zielone II ledwie poczęte” opuszczają swojego kreatora Czas już.
W sumie poezja jest przeznaczeniem, spełnieniem „wewnętrznego zamówienia” myślącego człowieka. Należy również sądzić, że zarysowane troski twórcze wynikają w poważnej mierze z ambitnych założeń estetycznych Chojnackiego.
Autor, uważając, że „poezja powinna sięgać głęboko, nazywać nie nazwane, odkrywać gdzie na pozór do odkrycia nic nie ma”, stawia sobie wysokie wymagania, których zrealizowanie wymaga niemałej energii pisarskiej.
Uniwersalne refleksje zawarte w lirykach Chojnackiego ukazywane są przy pomocy konkretnych metafor, których istota polega na zestawianiu postrzeganych zmysłowo realnych elementów pejzażu i środowiska wiejskiego. Stąd lato „…krwawi obficie jarzębiną”, „…rosa płonie II barwami słońca”, chłopi „zanurzają ręce w czarnej dzieży pól”.
Spełnia się nadto zamiar pisarza oszczędnego i trafnego określania zjawisk rzeczywistości, co potwierdzają liczne oryginalne obrazy, typu: skowronek zachwytem II przybity do nieba”. „Wychodzę II pod pręgierz zmęczenia II i wrastam II w płaskorzeźbę pola II każdą kroplą potu” , „Swiątkom z pragnienia II otwarły się rany II i cierpienie w obliczach II przenoszą przez skwar dnia”, „…wioska podąża II w ramionach krzyża II śmiertelnie cicha”.
Bardzo często, głównie w odmianie antropornorfizacyjnej, występuje animizacja, wiodąca do zdynamizowania i upsychicznienia świata przedstawionego : „…maków czerwone motyle II zrywają się do lotu” dzień zamknął powiekę” „Październik nastroił II skrzypce jesieni, „szron przynosi zimy dalekiej list”, „…luty II z zadymką tańcuje”.
Ciekawie wygląda również zastosowanie symboliki drzewnej. Chojnacki ulega bez reszty czarowi drzew, w czym jego postawa przypomina zauroczenia Stefana Gołębiowskiego (por. tomik Drzewieniec, Olsztyn 1986) i Bohdana Czeszki (por. zbiór szkiców Nostalgie mazurskie).
Z tym, że liryka Chojnackiego bliższa jest wierszom Gołębiowskiego. Obaj pisarze traktują kod przyrodniczy jako podłoże sprzyjające przekazywaniu treści kulturowych i osobistych. Rozważania Czeszki są natomiast bardziej materialne, przedmiotowe.
Symboliczne wyobrażenia Chojnackiego, wytworzone na osnowie drzew, trudno jednoznacznie wyjaśnić. Poeta nie obdarza poszczególnych drzew stale tymi samymi znaczeniami. Wierzba znamionuje równocześnie inspirację poetycką i inercję twórczą, dąb oznacza przemijanie i rozwijające się życie, lipa wskazuje na śmierć i odrodzenie. Niekiedy drzewa pojawiają się w ustalonej tradycją symbolice, np. wierzba zapowiada wiosnę, lipa odwzorowuje działania artystyczne.
Z reguły kod roślinny służy podkreśleniu symbiozy człowieka i przyrody. Brzoza likwiduje samotność, jawor i grusza podzielają troski podmiotu. Drzewa nie opuszczają też człowieka w granicznych węzłach egzystencji, w porze starości i śmierci. A najpełniejszym wyrazem ludzko-roślinnego współistnienia staje się widzenie wierzby jako metonimii matki oraz przedstawianie życia, czasu i lat przez porównawcze odniesienia do drzew.
Natura w liryce Chojnackiego nieustannie towarzyszy człowiekowi, w związku z czym przypominają się słowa belgijskiego pisarza:

Drewno, drewno posłuszne, co zrobić z ciebie? Dla czułej duszy, skrzypce. Dla kulejących, kule. Dla młodych, pałki. Dla odchodzących, trumny. (…) Dla polityków i kuglarzy, estrady. (…) Dla wozu Państwa, piąte koło.
Dla sławnych, potrzask. Dla światła, korzec. A dla wszystkich, do dźwigania ciężki krzyż.
(M. de Ghelderode, Flandria jest snem, tł. K.Włodyka-de Simone, „Zycie Literackie” 1987, nr 23.

Drzewa, które „stanęło krzyżem”, nie brak także u Chojnackiego. Uczestniczy ono w męczeńskiej śmierci Polaków –Była jesień.
Frapująca jest prócz tego symbolika dzwonu. W kulturze powszechnej, chrześcijańskiej i ludowej dzwon otaczano różnymi znaczeniami. W magii ochronnej odstraszano nim siły demoniczne. W magii wegetacyjnej parobcy, dzwoniąc pierwszego dnia Wielkanocy, od południa do wieczora, zwiększali plonowanie hreczki.
Dzwony kościelne nawoływały do gaszenia pożaru, niesienia pomocy ofiarom powodzi i obrony przed wrogami. Głos dzwonu niósł sie w trakcie burzy i w najważniejszych chwilach życia, podczas wesela, pogrzebu świąt. Znajdował bogate zastosowanie w ceremoniale kościelnym, oznaczając terminy modlitw, nabożeństw, Wielkiego Postu i towarzysząc adoracji eucharystycznej.
Dźwięk dzwonu na Anioł Pański, rozlegający się o wschodzie i zachodzie słońca, stanowił zarazem rodzaj zegara. Interesujące wiadomości podaje ponadto Z. Gloger w Encyklopedii staropolskiej, twierdząc że „trzy razy dziennie dzwoniono na modlitwę o pokój” oraz że „w niektórych parafiach (…) po zadzwonieniu na Anioł Pański uderzano dziewięć razy w wielki dzwon na znak do modlitwy za poległych na wojnie.
W liryce Chojnackiego znaczenia dzwonu są równie wieloaspektowe. Czasami dźwięk dzwonu wyraża wzruszenia podmiotu – Prośba lub zapowiada kościelne nabożeństwo W niedzielę. Ale nie są to jego główne funkcje. Zasadnicze okazuje się, że występuje on jako symbol mikrokosmosu; symbol świata, w którym przebywa konkretny człowiek, zyskujący nazwę „serca dzwonu” – Wielkość.
Można także uważać, że dzwon wyobraża naturę, skoro człowiek bywa określany „dzwonnikiem pól” – Na polnej drodze, a przemiany przyrody są ukazywane począwszy od zwrotu: „Znów ktoś uderzył II w jesienny dzwon – Tutaj mój dom.
Dzwon bierze też udział w zwycięstwie dnia nad nocą, symbolizując światło i jasność — Poranek, Aż do łez. Z informacjami Glogera i współczesnymi wydarzeniami (Myślę tu o zwyczaju upamiętniania ofiar wojny w formie wystawionego im dzwonu, np. „Dzwon Pamięci” w Hiroszimie) koresponduje zaś wizja dzwonu jako znaku historii i pacyfizmu, rozprzestrzeniającego swe przesłanie z poznańskiej Cytadeli — Głos Dzwonu Pokoju.


W końcowej partii szkicu warto się jeszcze zastanowić nad miejscem pisarstwa Chojnackiego w obrębie współczesnej literatury ludowej.
Konkretna, zmysłowa metaforyka, animizacja, przyjęta koncepcja natury — poświadczają więź tej liryki z kulturą ludową, natomiast ukształtowanie formalne wskazuje na inne uwarunkowania. Spotykamy się bowiem z typem wiersza wolnego, bezrymowego, opartego na przemienności wersów krótkich i długich, tworzących spójne cząstki zdaniowe oraz zestroje intonacyjne zwane skupieniami.
Wybór tej budowy wiersza umieszcza poezję Chojnackiego w kręgu współczesnych metod wersyfikacyjnych.
Twórczość Chojnackiego należy w związku z tym rozpatrywać kategoriach pewnej tendencji formującej się w nurcie autorskiej liryki ludowej, uwalniającej się stopniowo, ale nie całkowicie, spod wpływu tradycyjnych tematów i środków obrazowania. Tematyka wiejska pełni tu rolę hasła wywoławczego dla rozważań o charakterze uniwersalnym, a forma wiersza wolnego wzmaga proces zdobywania samodzielności.
Dawne wyróżniki kulturowe trwają jednak w świadomości poety, chociażby w postaci animizmu, konkretnej metafory czy w akceptowanej „solidarnościowej” wizji natury. Dlatego możemy jedynie mówić o sytuacji współwystępowania poezji typowo ludowej i właściwej pisarstwu tzw. „wysokiego, profesjonalnego” obiegu. Łączność tego rodzaju wskazuje zarazem problemy rozwoju twórczości ludowej, sygnalizując jeden z możliwych kierunków jej ewolucji.

Donat Niewiadomski