Słowa słońcem wezbrane

***

Po raz drugi
uczyłem się chodzić
kiedy miałem szesnaście lat
Odtąd
na przekór
zalegającym mrokom
drobnym krokiem słów
odkrywałem okolice wioski
jeszcze nie poznane
Nadal doskonalę kroki
choć dymi śnieżycą
czterdziesty pierwszy grudzień
i jak zawsze
stężał język polnej drogi
od chłodu
i cierpkich jagód tarniny