Słowa słońcem wezbrane

W polu

I znów
wychodzę w pole
czas nagli
polny kwiat
staje się chwastem
Wychodzę
pod pręgierz zmęczenia
i wrastam
w płaskorzeźbę pola
każdą kroplą potu
Ziemia wokół
tonie w blasku i spokoju
tylko ptaki
w krzaku tarniny
uparcie dziobią ciszę
i radość kładą
na zielone płótno lata