Słowa słońcem wezbrane

Z wiejskiego pejzażu

I
Gruszo
bukiecie zagonów
Myśl moja ścieżkę przetarła
w wędrówce do ciebie
W czuprynie czesanej szarugą
do dziś błądzi ciekawe spojrzenie
mojego dzieciństwa
I wiem –
cierpki jest smak owoców
rodzonych w samotności
Gruszo polna
szum
graj na wietrze
Daj utrudzonym
chłód i wytchnienie
Wyniosą cię ponad zagony
ludzie
którym jesteś droga

II
Pola moje
miedz napięte cięciwy
i topole jak strzały
Roześmianych kwiatów
woń najczystszą
dymiącą
dzień ku nocy schylony
od pól niesie nam w darze
Tam gdzie szepczą zboża
gdzie skowronek zachwytem
przybity do nieba-
tam iść mi trzeba
Szeptem
odjętym ciężarnym kłosom
wiatrem
co płomień maków rozdmuchał
piórem
maczanym w śródpolnym stawie
zapiszę pieśni pól ojczystych
złożę hołd ziemi
rodzącej sytość