Wiodąc wiersz
Podziwiam szczodrość ziemi,
gdy widzę kłosy pochylone,
bo to znaczy, że są ciężkie,
dorodnym ziarnem wypełnione.
Kiedy ogarniam wzrokiem takie pole,
to widok ten życie mi słodzi.
Zaraz na skutek wewnętrznej potrzeby
łączę słowa i wiersz się rodzi.
To takie piękne i łatwe,
gdy przez okno widzi się pola
i niepokój przydrożnych drzew.
Gdy jesień złotym liściem opada
i słychać jej smętny śpiew.
Potem wiersz biorę pod rękę
i wiodę go jak niewidomego.
Oto jesteśmy wśród ludzi,
gdzieśmy tak być chcieli.
Teraz swoją ekspresją, bo tak wypada,
z czytającymi niech się podzieli.
Październik 2019 roku