Jesień życia gubi liście

Ziemio radosnych spełnień

Wnukom Ani i Filipowi

I
Ziemio radosnych spełnień
Spragniona ciepła rąk pracowitych
Zmienne
Nieuchwytne twe oblicze
Wszystko co piękne
Co uszczęśliwia
Bierzemy z twego łona
Ziemio radosnych uniesień
Zmysłami ludzkimi nieogarniona

II
Ziemio pogody pełna
Matko ludzi skowronków pliszek
Nie wiem
Jak zapisać szum wiatru
Nie wiem
Jak zapisać śródpolną ciszę
Bo słowo nie wszystko ogarnie
Ziemio na nowo odkrywana
A niepoznana
Dziękuję ci za wspólny
Lot wokół słońca

III
Ziemio zielona równino
Wchodzisz do serca
Każdym źdźbłem trawy
Wielu wyniosłaś ponad pola
Wielu zdradziło cię dla sławy
Czym ci zapłacę
Za błękit modraków
Za pejzaż z wierzbą
Czym wdzięczność okażę
Moje słowa nigdy
Nie dorosną do twego piękna
Nie określą uczuć
Które w głębi duszy kryję
Przyjmij ziemio tę garść słów
Za chleb który jem
Za wodę którą co dzień piję

IV
Ziemio łagodna jak modlitwa
Nie skąpisz polnych kwiatów
Na tęczę wielobarwną
Ja słowami podnoszę ku niebu
Twą skibę czarną
To nic
Że nie dałaś nam gór
Że nie dałaś strumyków chłodnych
Ziemio pokornych łanów
Urodzajna dolino
Poisz spragnionych
Sycisz głodnych
Dla ciebie ten hymn
Rzucam w dale sine

Orząc w słowach, Lublin 1994, s.78 – 79