Posłowie
Józef Chojnacki – wybitny współczesny pisarz ludowy -urodził się 22 grudnia 1935 roku w Śródce, pow. średzki (Poznańskie); pochodzi z niezamożnej rodziny chłopskiej. Kształcił się w Technikum Rolniczym w Środzie; następnie uzyskał dyplom mistrza ślusarstwa samochodowego. Pracował jako mechanik maszyn rolniczych w POM-ie w Ko-strzynie Wielkopolskim oraz w Kombinacie PGR w Gułto-wach. Mieszka we wsi Gultowy, położonej w woj. wielkopolskim. Poezję uprawia od szesnastego roku życia, jest również autorem wierszowanych „bajeczek” dla dzieci, bajek alegorycznych, opowiadań i dzienników. Debiutował w 1975 na łamach „Zielonego Sztandaru”. Od 1978 należy do Stowarzyszenia Twórców Ludowych. Publikował m.in. w „Biuletynie Informacyjnym STL”, „Chłopskiej Drodze”, „Nowej Wsi”, „Twórczości Ludowej”, „Tygodniku Kulturalnym”, „Wieściach”, „Zielonym Sztandarze” i licznych antologiach: Gruszo polna graj na wietrze, Kraków-Lublin 1980; Wieś tworząca, t. 7, 8, Lublin 1983, 1990; Ojczyzna, Lublin 1987; Wąglany po żniwach w poezji, Wąglany 1990; Wołanie z ziemi, Lublin 1991; Okruchy chleba, Wrocław 1992; Prowadź nas w jasność, Lublin 1994; Talenty Jóźwika z Wąglan, [Warszawa 1995]; Odejdę a po mnie pieśń zostanie, Lublin 2006; I brył swych grzmotem zapłacze ziemia…, Lublin 2008. Ogłosił zbiory autorskie: Słowa słońcem wezbrane, wybór, oprać, i posłowie D. Niewiadomski, Lublin 1988; Orząc w słowach, wybór, oprać, i wstęp D. Niewiadomski, Lublin 1994; Powiedzcie mi dzieci, wybór i oprać. D. Niewiadomski, ilustracje W. Chrzanowski, Lublin 1996; Białe kule dni, wybór, oprać, i posłowie D. Niewiadomski, Lublin 1999 oraz Siew jest nadzieją, wybór, oprać, i posłowie D. Niewiadomski, grafiki J. Chojnacka, Lublin 2005.
Był wielokrotnie nagradzany i wyróżniany w prestiżowym Ogólnopolskim Konkursie Literackim im. J. Pocka, otrzymując tam I nagrodę (1980, 1999), II (1979, 1981, 1982, 1989, 1994, 1996, 1997, 2000, 2003, 2008), III (1985, 1990, 2004) i szereg wyróżnień (1983, 1986, 1988, 1993, 1995, 1998, 2001, 2002, 2006). Znaczące sukcesy osiągnął w Turnieju Jednego Wiersza, organizowanym przez STL w ramach Ogólnopolskich Spotkań Poetyckich; w konkursie „Szukamy talentów wsi”, rozpisywanym przez Związek Młodzieży Wiejskiej w Wąglanach k. Opoczna oraz konkursie literackim Salonu Artystycznego w Pobiedziskach. W 1977 jego dziennik uzyskał II nagrodę w konkursie „Jeden miesiąc mojego życia” (druk fragmentów w „Tygodniku Kulturalnym” 1978, nr 10). W 2000 roku uhonorowano pisarza Nagrodą im. Oskara Kolberga „Za zasługi dla kultury ludowej”.
Nie znam współczesnego pisarza ludowego, który w takim stopniu jak Chojnacki wszczynałby refleksję auto tematyczną. Edycja Jeszcze obecny w pełni to potwierdza. Rozważania nad sednem poezji i właściwościami procesu twórczego nieustannie się w niej ujawniają, stanowiąc zasadniczy temat wypowiedzi lub przewijając się wśród odmiennych kwestii. Uderza ciągłe podkreślanie trudu pisania, pojmowanie tego aktu nie tyle jako spontanicznej erupcji nieujarzmionego talentu, co widzenie w nim czynności, polegającej na intelektualnym zmaganiu się z oporną materią słowa. Nie potrafię wymienić innego autora ludowego, mówiącego tak bezpośrednio o udrękach tworzenia i tak pokornego wobec poezji, doceniającego wagę samokrytycyzmu i kreatywnego niezadowolenia jako warunków rozwoju literackiego.
Szacunek dla pisarstwa łączy się przy tym u Chojnackiego z uznaniem Boskiego rodowodu słowa oraz przekonaniem, że słowo i w ogóle mowa są istotą człowieczeństwa.
Autor zdaje sobie również sprawę z ogromnej nośności znaczeniowej i społecznej słów, dlatego jest powściągliwy w czerpaniu z zasobów leksykalnych, co w praktyce skutkuje zwięzłością, oszczędnością, a nawet eliptycznością formy. Jego zdaniem wielosłowie może doprowadzić do zniweczenia sensów przekazu, natomiast milczenie może się okazać nader znamienne. Ponadto według poety w utworze trzeba się przede wszystkim skupiać na myśli i apelować bardziej do umysłu odbiorcy niż do emocji. Niecelowe wydaje się też narzucanie własnych poglądów, warto natomiast podejmować dialog, dzielić się subiektywnymi poglądami i składać propozycje do rozsądzenia.
Nujważniejsze źródła inspiracji estetycznej widzi Chojnacki w ziemi ojczystej. Jest przekonany tak jak wcześniej między innymi I lerder i pani de Slael że terytorium macierzyste zapisuje się najmocniej w świadomości autora, formuje jego osobowość, a następnie warunkuje treść i charakter powstających utworów.
Wedle Chojnackiego poeta tworząc odsłania własne życie i tak się właśnie dzieje w jego licznych lirykach z wyraźnie uzewnętrzniającą się prywatnością. W tekstach tego rodzaju pisarz zanurza się w przeszłości, przypominając zwłaszcza dramatyczne wydarzenia z łat okupacji niemieckiej i ukazując wpływ wojny na swoją psychikę. Snuje także refleksje o przemijaniu i osobistym podleganiu temu procesowi, wkraczając w ten sposób na obszar częstych w literaturze ludowej dociekań na temat czasu. Podobnie jak wielu twórców chłopskich wyraża żal z powodu zbliżającego się nieubłaganie kresu istnienia. Nie boi się pisać o opanowującej go starości, zestawia jej inercyjność z dynamicznymi żywiołami natury, a ukojenia szuka w pogodnej rezygnacji, braterskiej więzi z poezją i przywoływanych z pamięci obrazach wsi rodzinnej.
W ramach wypowiedzi osobistych ujawnia się również credo życiowe autora, zasadzające się głównie na wyznawaniu indywidualnej niezależności, poszanowaniu odmiennych racji, wymogu poznawania świata rozumem oraz postulacie kierowania się zdrowym sceptycyzmem w ocenianiu rzeczywistości.
W zbiorze Jeszcze obecny znalazło się też sporo liryków traktujących o naturze, nieczęsto jednak zawierają one samoistne wizerunki przyrody, z reguły podmiot autorski na osnowie jej stanów prowadzi rozważania autotematyczne bądź odnosi się do spraw prywatnych. W naturze porywa go przeważnie jej piękno, które postrzega jako wartość samą w sobie. Nie zajmuje w zasadzie postawy pragmatyczno-gospodarskiej wobec środowiska biologicznego, zaznaczają się natomiast mocne więzi uczuciowo-przyjacielskie z otaczającym „bohatera” mikro kosmosem. Widzimy przy tym olbrzymią umiejętność rozpoznawania zjawisk natury. Twórca poprzez zmysły wzroku, słuchu, woni a nawet smaku i dotyku potrafi oddać jej najsubtelniejsze swoistości, określić każdą jednostkową postać. Z pór roku wyróżnia w pierwszym rzędzie wiosnę, nasycając jej przedstawienia plastycznymi antropomorfizacjami. W dalszej kolejności skupia się na lecie i jesieni oraz na punktach przełomowych cyklu dobowego – poranku i wieczorze. Natura wiosenna i letnia fundują w lirykach nastrój sielskości, jesień emanuje zaś melancholią. Uderza kult ziemi rodzącej, zauroczenie bujno-ścią sił biologicznych.
Wierszy wyłącznie religijnych jest stosunkowo mało, ale odniesienia religijne ujawniają się w wielu lirykach o odmiennej tematyce. Najdobitniej poeta wyraża przeświadczenie o sprawowaniu przez Boga patronatu nad światem. Ważny okazuje się tekst okolicznościowy, związany z kultem maryjnym, pojmowanym w tym przypadku nie tyle jako przejaw pobożności katolickiej, co publiczna manifestacja polskości. Pełne zrozumienie tego utworu wymaga przy tym zarysowania kontekstu dziejowego. Chodzi bowiem o to, że w Poznańskiem naziści w ramach depolonizacji zagarniętych ziem niszczyli przydrożne krzyże i figury, między innymi w okolicach Drzązgowa zrzucili z cokołu Matkę Bożą Niepokalanego Poczęcia. Na szczęście figurę przechował w latach okupacji pewien Polak i 1 maja 2006 roku odbyła się jej rekonsekracja. Stanęła w głębi lasu, na dawnym cmentarzu cholerycznym, w pobliżu nieodkrytego przez hitlerowców krzyża. Chojnacki poświęcił temu wydarzeniu wiersz Na powitanie Matki Bożej i spotkał go ten zaszczyt, że utwór zaprezentowano podczas wspomnianej uroczystości.
Postać liryków zamieszczonych w tomie obecny
świadczy o wytężonej pracy nad „architekturą” wiersza. Autor traktuje pisanie jako usilny wysiłek nad ustanawianiem „wewnętrznego” ładu utworu, dąży do zharmonizowania treści i formy, co z tego aspektu stawia jego twórczość w nurcie tendencji klasycyzujących. Ale wersyfikacyjnie poezja ta mieści się już w obrębie nowatorskich rozwiązań nienumcrycznych, przeważają różne rodzaje wiersza wolnego, pojawiają się przerzutnie, urozmaicające tok tekstu i wzmacniające intonacyjnie sensy ogarnianych nimi zespołów słownych. Zdarza się także, iż pisarz stosując nieproporcjonalne i antyskładniowe układy wersowe celowo zakłóca rytm utworu, by uwydatnić dramatyzm przekazywanych treści.
Lirykę tę cechuje ponadto daleko sięgające zintelektuali-zowanie, a zarazem nie brak w niej nastrójowości. Podobnie jak we wcześniejszych edycjach spotykamy też często dwudzielną budowę wiersza, stanowiącą znak rozpoznawczy poezji Chojnackiego. W części pierwszej utworu widzimy z reguły określony obraz bądź zapoznajemy się z rozważaniami na dany temat, a o wiele krótsza część następna zawiera wynikającą z wcześniejszego przedstawienia konkluzję lub sumuje podjęte rozmyślania.
Nowością wobec uprzednich wydań twórczości Chojnackiego są figurujące w dziale Zoostrofy wierszowane bajki zwierzęce. Główni bohaterowie tych tekstów unaoczniają ludziom ich wady i ułomności, na osnowie losów „postaci” zwierzęcych autor buduje również uogólnienia życiowe i formułuje prawidła egzystencji. Utwory te spełniają wymogi poważnej literatury moralistycznej, a poza tym można je rozpatrywać w konwencji ukierunkowanego na zabawę pisarstwa dla czytelnika dziecięcego. W pierwszym przypadku należy się skupić na sferze głębokich znaczeń ukrytych pod fabułą, w drugim wystarczy zatrzymać na anegdotycznej tkance zdarzeń.
W refleksji nad prawami rządzącymi światem twórca przyznaje, że najważniejsze okazuje się zmaganie jakości przeciwstawnych, zwłaszcza dobra i zła oraz mocnego ze słabym. Istoty z jakiegoś powodu słabsze w toczącej się nieustannie walce zostają podporządkowane odporniejszym, bezdusznym i po prostu silniejszym. Przekonanie, że sukces jednych wynika z krzywdy drugich lokuje myśl poety w obrębie tradycji naturalistycznej, widzącej sedno ludzkich zachowań w bezwzględnym boju o byt. Pewne złagodzenie tej pesymistycznej obserwacji przynosi jedynie dostrzeżenie mądrości natury, obdarzającej nawet najmizerniejszego antagonistę przymiotami umożliwiającymi przetrwanie.
Zastanawiając się z kolei nad wyborem najwłaściwszej drogi życiowej pisarz dochodzi do wniosku, że winno się postępować stosownie do własnych możliwości psychofizycznych, kondycji duchowej i sytuacji społecznej, a ambicje kroić wedle przypisanej sobie „wielkości”, co przypomina horacjańską zasadę umiaru, równowagi wewnętrznej i tzw. poprzestawania na „małym”. O problemach współczesności powiadamiają natomiast wiersze o zabarwieniu proekologicznym, w których Chojnacki wskazuje na konieczność chronienia przyrody przed skażeniami cywilizacyjnymi i stawia jej piękno nad korzyści gospodarcze.
Ogólnie z Zoostrof promieniuje przesłanie zakładające, że każda istota ma prawo do życia i godnego traktowania.
Nie zauważa się ostrego piętnowania wad i przywar, dominuje ironia i zadziwienie wobec poczynań bohaterów, niekiedy spotyka się ujęcia groteskowe i „czysty” humor. Przytaczane zdarzenia mówią z reguły swoją treścią, komentarz
wydaje się więc zbyteczny, co najwyżej jego rolę pełnią pojawiające się sporadycznie puenty.
W wypowiedziach poza literackich autor podkreśla często, że nic spotkał dotąd opracowania popularnonaukowego, które przystępnie a zarazem trafnie przedstawiałoby poznańską rzeczywistość wojenną. Ubolewa, że nie można już w tej
mierze odwołać się do pamięci starszych ludzi. Dlatego na podstawie swojej wiedzy, z zachowaniem punktu widzenia dziecka i cywilnodomowej perspektywy, postanowił odtworzyć dawne dramatyczne czasy. Stało się tak w Opowieściach rodzinnych, których kilka znalazło się w obecnej publikacji. Teksty te powstały z całkowitą świadomością faktu,
że na włączonych do III Rzeszy ziemiach Wielkopolski okupacja wyglądała inaczej niż w centrum Polski. Wieś ówczesnego zamieszkiwania pisarza – Ługowiny nosiła niemiecką
nazwę Augustenberg. Co trzeci obywatel Poznańskiego był Niemcem, w obrocie pieniężnym posługiwano się markami, kościoły przemieniono na magazyny, większość szkół pozamykano, tylko gdzieniegdzie nauczano w języku niemieckim.
W takiej rzeczywistości przyszło żyć rodzinie Chojnackiego i innym Polakom. Autor ukazuje, jak sprawy codzienne, konieczność zaspokajania elementarnych potrzeb bytowych, zdeterminowały egzystencję wojenną. Kreśli przy tym
obraz okupacji fragmentaryczny, wycinkowy, ograniczony do wsi macierzystej i okolicy, co wynika głównie ze wspomnianej optyki dziecka, skutkującej niepełnym rozpoznaniem otaczającego bohatera świata. Z osób najbliższego kręgu zostają przede wszystkim upamiętnieni ojciec, matka
i uzdolniony artystycznie brat. Widzimy ich w najbardziej przełomowej dla doświadczenia ludzkiego chwili ucieleśniania się śmierci. Sekwencja związana z ojcem umierającym na oczach syna jest wprost wstrząsająca. Mamy do czynienia z przenikliwym studium zgonu, łączącym realizm dnia codziennego z tchnieniem metafizycznym. Bardziej prozaicznie wygląda natomiast zgon brata. A na tle tych tragedii objawia się postać wspaniałej, heroicznej matki, zmagającej się
w symptomatycznym milczeniu z przeciwnościami i wykazującej hart ducha godny Hioba. Okoliczności przypomnianych zgonów pozwalają również na wszczęcie refleksji o roli przypadku w życiu, fatalizmie losu a nawet o nadprzyrodzonych uwarunkowaniach jednostkowego istnienia.
Sama wojna praktycznie nie pojawia się w Opowieściach rodzinnych, zauważamy wyłącznie jej refleksy bądź skutki, jak na przykład aresztowanie ojca w wyniku obowiązującego wtedy prawa. Machina militarna realizuje się gdzieś na poboczu, odkrywając się jedynie na zasadzie pars pro toto w finalnej, symbolicznej scenie spotkania polskiego dziecka z pokonanym, sponiewieranym żołnierzem niemieckim.
W warstwie stylistycznej spokojnie rozwijana narracja opowieści kontrastuje z dramatycznością przywoływanych historii. Krótkie, niemal protokolarne, zdania uwydatniają sensy treści. Narrator jawny, ukonkretniony osobowo, w gruncie rzeczy równoznaczny z autorem, uczestniczy w wydarzeniach, potwierdzając sobą ich prawdziwość.
Jako twórca zapisu autobiograficznego staje Chojnacki w pobliżu samego Władysława Kuchty (1911-1993), spod którego pióra wyłoniły się bezprecedensowe rejestracje, obejmujące lata 1928-1992. Niedaleko też znajdują się znamienici pamiętnikarze chłopscy, tacy jak chociażby Jan Słomka (1842-1932), Franciszek Magryś (1846-1934), Ferdynand Kuraś (1871-1929), a ze współczesnych Stanisław Buczyński (1912-1982) i Zygmunt Bukowski (1936-2008).
Gatunkowo przekaz Chojnackiego mieści się niemal ściśle w formule dziennika, zakładającego odnotowywanie zdarzeń i myśli z dnia na dzień. Niewielkie odstępstwa czasowe w tym zakresie są usankcjonowane praktyką i pisarz ponad miarę ich nie narusza. Skupia się z reguły na wypadkach, w których uczestniczył lub które bacznie obserwował. Bieżącą narrację pogłębia retrospekcjami. Jest obiektywny, ale i nie przemilcza swoich subiektywnych ocen. Pod zewnętrzną powściągliwością pulsują emocje, odsłaniając bogatą sferę doznań psychicznych narratora oraz jego ogromną wrażliwość społeczną i estetyczną.
Mimo ześrodkowania przez autora uwagi na sześciu latach, zawartość poznawcza dzienników jest ze wszech miar cenna. Powiadamiają one o życiu Chojnackiego i jego rodziny, dokumentują przemiany polityczne zachodzące we współczesnej Polsce, wyraziście prezentują rozważania autotematyczne, a ponadto stanowią ważny przyczynek do dziejów wielkopolskiego środowiska literackiego i ogólnopolskiego zrzeszenia twórców ludowych. Odznaczają się przy tym dużą sprawnością stylistyczną oraz skłonnością do poetyckiego i impresyjnego ujmowania tematów.
Donat Niewiadomski
