A przecież…
Zegar przyrody
bezbłędnie odmierzył czas
Znów jarzębinom pokraśniały korale
W miodnym obłoku stoi las
Dojrzałe zboża złocą dale
Idę polem bez celu
Okruchy życia grzesznie trwonię
A przecież mógłbym
smykiem po źdźbłach
z orkiestrą wiatru
grać żniwną symfonię
Lipiec 2008 roku