Jeszcze obecny

Gniady

Gniady znał swoje imię.
Znał także inne słowa.
Wiedział co znaczy „wio” i „prrr”.
Nieobca mu była ludzka mowa.

Niby żył spokojnie, ale czasem
serca wielkie łomotanie
wzbudzał w nim bat
wiszący na ścianie.

Bat świetnie w ręku pana
wywiązywał się ze swej roli.
Zawsze trafiał konia tam,
gdzie najbardziej boli.

Kiedyś Gniady zwierzył się panu,
że kopnąć bat to za mało.
Połamać go trzeba, podeptać,
by nic po nim nie zostało.

Na to pan tak rzekł:
-Ucieszyłeś mnie ogromnie,
że na bat się gniewasz,
a nie masz żalu do mnie.