Dzienniki 1985 – 1990.
Wybór
1985
1 maja.
Święto dzisiaj, a my siedzimy w domu. Od rana pada śnieg. Niewielu ludzi będzie na pierwszomajowym pochodzie w Kostrzynie. Chmury wiszą nisko. Przy takiej pogodzie nie może być radości w pochodzie. Nie może być radości także z wielu innych powodów. Patrzę przez okno. Sypie, że świata nie widać. Wiwat maj, piękny maj, U Polaków błogi raj [fragment pieśni Rajnolda Suchodolskiego].
12 czerwca.
Jak ten czas leci. Niedługo imieniny Wita. Ludzie mówią, że kiedy Jezus chodził po ziemi, zawołał:
-Wicie! Wicie! Ile jest ziaren wżycie?
-Nie słyszę, bo ptaki śpiewają!
-Ptaki cyt, bo nic słyszy Wit! – powiedział Jezus.
Czy tak było? Nie wiem. Wiem tylko, że wiosnę, najpiękniejszą porę roku, mamy już za sobą.
30 czerwca.
Wczoraj miałem dziwny sen. Śniła mi się zmarła matka. Przyszła do mnie trzymając w ręku gałązkę ziela, wśród którego był błękitny kwiat lilii. Przyłożyła mi to ziele do czoła, a potem nakreśliła znak krzyża. Powiedziała też, bym nigdy nie mówił źle o Bogu.
22 grudnia.
Dzisiaj o godzinie szóstej trzydzieści minęło mi pół wieku. Nigdy w przeszłości nie sądziłem, że dożyję tych lat. Piękny dzisiaj dzień. Lekki przymrozek ściął błota i kałuże, a słońce jakoś wesoło świeci. Mogłoby spaść trochę śniegu, święta byłyby bardziej nastrojowe. Synowie Mirek i Janusz przyjechali około południa. Poszedłem z nimi do lasu po choinki.
24 grudnia.
Jakoś smutno mi. Czegoś czy kogoś mi brakuje w ten wigilijny wieczór, może oczekiwania na pierwszą gwiazdkę. Świecą lampki na choince, stary adapter co chwila przerywa kolędy. Za oknem szaro i mglisto. Ani płatka śniegu. Mirek z żoną przyjadą do nas późnym wieczorem. Wyjadę po nich na stację, a potem pójdziemy na pasterkę. Nareszcie rozstrzygnięto konkurs „Dni wczorajsze, dni dzisiejsze”. Żona została laureatką. Piękny prezent pod choinkę
10 000 złotych, cały miesiąc roboty. Właśnie dzisiaj ta wiadomość dotarła do nas przez „Gospodynię”, a wcześniej ku naszemu zdziwieniu ujrzeliśmy w tym tygodniku zdjęcie żony i moje.