Jeszcze obecny

Azor

Azor miał pieczę
nad podwórkiem i domem.
Wiedział na kogo szczekać,
a przed kim merdać ogonem.

Gdyby ktoś wygód mu zazdrościł,
zawiódłby się srodze.
Azorowi do szczęścia
coś stanęło na drodze.

Pchły, tylekroć przeklęte,
gryzły go bez litości.
Stargały mu nerwy,
rozniecając też złości.

Piły krew na grzbiecie,
wchodziły pod obrożę.
Wiedziały, że w tych miejscach
nic im zrobić nie może.

Nie dawały mu wytchnienia
bezlitosne dranie,
bo nikt im nie nakazał,
kiedy jeść obiad, a kiedy śniadanie.

Rozmyślał nad tym Azor
i czasem łzę otarł skrycie.
I wśród ludzi bywa,
że istota mała wielkiej obrzydzi życie.