Posłowie
Józef Chojnacki – wybitny współczesny pisarz ludowy – urodził się 22 grudnia 1935 roku w Śródce k. Kórnika, pow. średzki (Wielkopolska); pochodzi z rodziny chłopskiej. Jego rodzice (Wawrzyn i Julianna z domu Kubacka) po pobycie zarobkowym w Niemczech zatrudnili się jako robotnicy rolni w Śródce. W1939 roku przenieśli się do pobliskich Ługowin, gdzie podjęli pracę w tamtejszym majątku rolnym. W 1944 roku, po powrocie z niemieckiego więzienia, zmarł ojciec poety, a ciężar utrzymania rodziny przejęła matka.
W 1945 roku Józef Chojnacki podjął edukację w czteroklasowej szkole podstawowej we wsi Węgierskie, potem w Pławcach ukończył siódmą klasę. Następnie rozpoczął naukę w szkole zawodowej w Antoninku oraz dokształcał się na kursach mechanizacji rolnictwa. W 1969 roku uzyskał w ramach Korespondencyjnego Technikum Rolniczego w Środzie dyplom mistrza ślusarstwa samochodowego.
Pracował od najmłodszych lat, głównie jako mechanik maszyn rolniczych. W 1951 roku zatrudniono go w Państwowym Ośrodku Maszynowym w Kostrzynie Wielkopolskim, a po latach w warsztatach remontowych przy Kombinacie PGR w Gułtowach. W 1956 roku ożenił się z Janiną Rozkowińską. Państwo Chojnaccy mają trzech synów, siedmioro wnuków i dziewięcioro prawnuków. Od 1971 mieszkają w Gułtowach (gm. Kostrzyn, pow. poznański, woj. wielkopolskie). W1991 roku autor przeszedł na emeryturę.
Poezję Józef Chojnacki uprawia od szesnastego roku życia. Zadebiutował w 1975 roku na łamach „Zielonego Sztandaru”. Jest autorem liryków rodzinnych, autotematycznych, pejzażowych, wspomnieniowych, religijnych, egzystencjalnych, utworów dla dzieci, wierszowanych bajek zwierzęcych (tzw. zoostrof), opowiadań, opowieści i dzienników. Jego teksty nasycone są w dużym stopniu refleksyjnością. Od 1978 należy do Stowarzyszenia Twórców Ludowych. Aktywnie działał w Oddziale Wielkopolskim STL, gdzie pełnił funkcję prezesa. Z bibliofilską pasją gromadzi książki, posiada m.in. druki XIX-wieczne.
Utwory pisarza z Gułtów publikowały liczne czasopisma i gazety, m.in. „Biuletyn Informacyjny STL”, „Chłopska Droga”, „Nasz Kurier”, „Nowa Wieś”, „Plon”, „Rolnik”, „Scena”, „Sztandar Ludu”, „Średzki Kwartalnik Kulturalny”, „Twórczość Ludowa”, „Tygodnik Kulturalny”, „Tygodnik Ludowy”, „Wieści”, „Zielony Sztandar”; wiele wierszy zamieszczono w antologiach, np.: Gruszo polna graj na wietrze (Kraków 1980), Wieś tworząca, t.VII, VIII (Lublin 1983, 1990), Ojczyzna (Lublin 1987), Wąglany po żniwach w poezji (Wąglany 1990), Wołanie z ziemi. Antologia jednego wiersza ludowej poezji religijnej (Lublin 1991), Okruchy chleba (Wrocław 1992), Prowadź nas w jasność. Antologia ludowej liryki religijnej (Lublin 1994), Talenty Jóźwika z Wąglan [Warszawa, brw], Kocham Cię, Maryjo, t. II (Włocławek 2001), almanachach: np. Przedpole (Poznań 1986) oraz Nie w moim imieniu (Poznań 1991), wydawnictwach pokonkursowych Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego im. Jana Pocka: Odejdę a po mnie pieśń zostanie (Lublin 2006), I brył swych grzmotem zapłacze ziemia (Lublin 2008), Piszę wiersze matczyną mową sękatą bólem (Lublin 2010), Chodzę o świcie po srebrnych polach (Lublin 2019) oraz w pracy zbiorowej Jan Pocek -poeta, „co śpiewał i orał” (Lublin 2011).
Ukazały się zbiory indywidualne autora: Słowa słońcem wezbrane, wybór, oprac. i posłowie D. Niewiadomski (Lublin 1988); Orząc w słowach, wybór, oprac., i wstęp D. Niewiadomski (Lublin 1994); Powiedzcie mi dzieci, wybór i oprac.. D. Niewiadomski, il. W. Chrzanowski (Lublin 1996); Białe kule dni, wybór, oprac. i posłowie D. Niewiadomski (Lublin 1999); Siew jest nadzieją, wybór, oprac. i posłowie D. Niewiadomski, il. J. Chojnacka (Lublin 2005); Jeszcze obecny, redakcja i posłowie D. Niewia-domski, il. J. Chojnacka (Lublin 2009); Jeszcze wołają mnie pola, wybór, oprac. i posłowie D. Niewiadomski, il. J. Chojnacka (Lublin 2016); Zastałem piękny świat. Dzienniki 1991-2000, wybór, oprac. i posłowie D. Niewiadomski, il. J. Chojnacka (Lublin 2018) oraz Jesień życia gubi liście, wybór, oprac. i posłowie D. Niewiadomski, il. J. Chojnacka (Lublin 2020).
Poeta jest wielokrotnym laureatem prestiżowego Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego im. Jana Pocka, w którym otrzymał I nagrodę (1980, 1999), 11 (1979, 1981, 1982, 1989, 1994, 1996,
1997, 2000, 2003, 2008, 2018), III (1985, 1990, 2004, 2010, 2011, 2013, 2019) i szereg wyróżnień (1983, 1986, 1988, 1993, 1995,
1998, 2001, 2002, 2006, 2017, 2021). Jego dziennik uzyskał II nagrodę w rozpisanym w 1977 roku przez „Tygodnik Kulturalny” konkursie „Jeden miesiąc mojego życia”, a fragmenty tekstu ogłoszono na łamach tego czasopisma w następnym roku (nr 10). Znaczące sukcesy osiągnął także autor w innych przedsięwzięciach, m.in. w Konkursie Poetyckim im. Stanisława Buczyńskiego w Zamościu (1989), Konkursie Literackim Salonu Artystycznego w Pobiedziskach (1998), konkursie „Zamojszczyzna” (1980) i „Szukamy talentów wsi” (Wąglany 1986, 1987) oraz w organizowanym przez STL Turnieju Jednego Wiersza (Lublin 1989). Otrzymał odznakę „Przodownik Pracy” i odznaczenie „Zasłużony dla Województwa Poznańskiego”. W 2000 roku uhonorowano go Nagrodą im. Oskara Kolberga „Za zasługi dla kultury ludowej”. Z żoną Janiną, parającą się malarstwem, grafiką i haftem artystycznym, został bohaterem filmu TVP Poznań, zrealizowanego w ramach cyklu Twórcy ludowi Wielkopolski (2005).
Najnowszy zbiór Wiersze mojej jesieni mieści się w wieloletnim zamyśle przeprowadzania podsumowań życiowych z perspektywy człowieka doświadczonego i zarazem coraz bardziej sędziwego. Przypominającego także poprzez literaturę o swoim istnieniu oraz podejmującego z indywidualnej i uniwersalnej perspektywy refleksje nad przemijaniem. „Cykl” ten został zapoczątkowany w 2009 roku tomem Jeszcze obecny, a kolejnym jego wyrazem stały się edycje Jeszcze wołają mnie pola (2016) i Jesień życia gubi liście (2020). Tytuły tych zbiorów nie są przypadkowe. Przeciwnie, są powiązane myślowo, jednorodne symbolicznie i wskazują na przewodnie linie tematyczne liryków.
Tom Wiersze mojej jesieni otwiera utwór wydobyty z domowego archiwum, wywodzący się z początku lat sześćdziesiątych XX wieku, czyli z początkowego okresu twórczości autora. Przekaz ten ma wartość dokumentu literackiego. Ukazuje drogi ewolucji liryki Józefa Chojnackiego, pozwala wychwycić zmiany w zakresie formy. Poziom artystyczny wydaje się w tym przypadku drugorzędny, ale trzeba podkreślić, że tekst wyróżnia się przemyślaną, wieloczłonową kompozycją, a pewne cechy gatunkowe zbliżają go do poematu lirycznego. Zwłaszcza większy rozmiar, zarysowana tkanka fabularna i tematyka, sprowadzająca się do prezentowania indywidualnych doznań i refleksji w połączeniu z subiektywnymi przedstawieniami przyrody. Widzimy również objawiający się już wówczas kult natury i bardzo osobiste podejście do jej tworów.
Pozostała część najnowszego zbioru zawiera natomiast wiersze pochodzące z ostatnich lat, tj. z okresu 2020-2021. Dlatego możemy zapoznać się z aktualnym dorobkiem literackim Józefa Chojnackiego. Tylko jeden tekst – niejako programowy – powstał wcześniej, jeszcze w 1992 roku.
Jak poprzednio znaczące miejsce zajmują w tej edycji liryki autotematyczne. Pisarz uświadamia w nich, że poezja jest niesłychanie ważną dziedziną życia, ponieważ czyni je wartościowym. W dodatku, zespala się do tego stopnia ze swoim twórcą, że staje się cząstką jego osobowości, determinuje jego egzystencję. Służy unieśmiertelnianiu myśli, otwiera perspektywę na piękno. Powinna być także nośnikiem prawdy, przekazywać idee zgodne z powszechną moralnością, piętnować zło, naprawiać świat.
Autor podejmuje również refleksję nad słowem. Uważa, że w procesie twórczym należy pomijać kwestie banalne i marginalne, zachowywać prymat sensu nad efektami pisarskimi oraz używać odpowiednich słów dla oddania formułowanych treści. Poezję swoją ocenia jako samorodną, wynikającą z indywidualnych uzdolnień i ustawicznej pracy intelektualnej. Bezpośrednie źródła natchnienia tkwią natomiast według niego w zjawiskach szeroko pojmowanej natury. Optymalny kontakt z czytelnikiem zapewnia z kolei prostota i zwięzłość przekazu oraz wybór tradycyjnych form lirycznych, poddanych rygorom numerycznym i układom rymowym.
W utworach autotematycznych pojawia się prócz tego problem niemocy twórczej, szczególnie dotkliwie odczuwanej w „jesieni” życia. Józef Chojnacki obawia się, że starość wpływa ujemnie na jakość jego dokonań, utrudnia spełnianie celów artystycznych i powoduje coraz częstsze zamieranie energii literackiej. Wtedy katusze milczenia stają się nie do zniesienia i pisarz próbuje je ukoić apelami o przychylność do muz, zwłaszcza do patronki poezji lirycznej – Euterpe.
W życiu i twórczości Józefa Chojnackiego zawsze występowała natura. I tak jest w obecnym zbiorze, w którym okazuje się podstawowym komponentem egzystencji. Autor jest zauroczony otaczającym go światem, jego relacje z naturą są głęboko osobiste, serdeczne, przyjacielskie. Postrzega ją nawet jako matkę, ponieważ niejednokrotnie zaspokajał w dzieciństwie głód jej „owocami”. Ponadto uważa, że przyroda stanowi ważny czynnik har¬monii bytowej, stabilizuje psychikę człowieka, uczula na piękno, wzbudza optymizm i radość istnienia.
Poeta pod postacią podmiotu lirycznego patrzy z dużą wrażliwością na naturę, podziwia ją i portretuje, uwzględniając właściwości pór roku i fazy cyklu dobowego. Skupia się przeważnie na wiosennym witalizmie, letniej płodności oraz na swojej ukochanej jesieni. Pomija natomiast zimę. Często ukazuje stany przyrody w optyce fascynującego go wieczoru. Cieszy się z partnerskiej jedności natury i człowieka oraz koegzystencji pierwiastków przyrody. Pragnie braterstwa wszystkich żywych organizmów. Niezwykła sympatia wobec natury doprowadza nawet do interioryzacji, czyli nasycenia przez twórcę swojej osobowości jej tworami.
W opanowanym przez naturę mikrokosmosie nie ma jednak jednorodności. Pewne składniki zdecydowanie się wyróżniają, panują w wyobraźni i psychice pisarza. To przede wszystkim polne drogi, staw, park, drzewa i ptaki, głównie śpiewające zwiastuny wiosny – skowronki i słowiki. W perspektywie pionowej dominują gwiazdy, a na całym obszarze przemieszcza się swobodnie ekscytujący od dawna poetę wiatr, będący fizycznym upostaciowaniem powietrza – jednego z czterech elementarnych ży-wiołów.
W niektórych wierszach można na domiar dostrzec akcenty proekologiczne, co wynika z wyczulenia Józefa Chojnackiego na wszelkie zagrożenia cywilizacyjne. Troska o naturę przeradza się nawet w żarliwy protest literacki przeciwko jej niszczeniu, pustoszeniu świata roślin i zwierząt wskutek przyjęcia prymatu użyteczności.
Pewną nowość wobec wcześniejszej twórczości stanowią dość liczne wiersze traktujące o ziemi. Autor przywołuje pradawne wyobrażenie Ziemi Matki, ale w jeszcze większym stopniu skupia się na materii rodzącej życie w efekcie współpracy z człowiekiem. W tym ujęciu mamy do czynienia z przestrzenią uprawną i rolnictwem, które według poety jest najważniejszym zawodem w historii ludzkości. A przeznaczeniem Wielkiej Macierzy okazuje się służenie małemu w wymiarze kosmosu człowiekowi.
W lirykach Józefa Chojnackiego utylitarne wyzyskiwanie ziemi łączy się poza tym z uczuciami wyższego rzędu, ponieważ pisarz uzmysławia, że odwieczne współdziałanie rolnika i ziemi oznacza nie tylko bliskość fizyczną, lecz doprowadza do więzi psychicznej. Człowiek zaczyna obdarzać ziemię miłością i widzi w niej „osobę” ze ścisłego kręgu rodzinnego.
W tomie Wiersze mojej jesieni sugestywnie prezentuje się także nurt wspomnieniowo-autobiograficzny. Poeta z perspektywy wieku sędziwego nieustannie podkreśla rolę pamięci, „pielęgnuje” przeszłość i uważa, iż wspomnienia są jakością samą w sobie. I to mimo tego, że dawne wypadki i sytuacje jawią się dziś dwoiście. Z jednej strony odżywa bowiem dziecięca i młodzieńcza trauma, związana z okupacją niemiecką, surowością ówczesnego bytu, biedą i nierzadko głodem. Ale przywoływane są też „przyjemne zdarzenia”, gdy pisarz poetycko wskrzesza bliskie sobie pejzaże. Sięga do czasu poznawania najbliższej rzeczywistości, kiedy pola, miedze, wiejskie drogi, ukwiecone łąki i dzikie drzewa jawiły się jego oczom jako najcudowniejsze i jedyne.
Prywatność i skłonność do zwierzeń są również widoczne w lirykach zawierających podsumowania życiowe, co wiąże się bezspornie z wiekiem autora. Dokonując finalnych ocen, Józef Chojnacki dochodzi do wniosku, że jego egzystencję zdeterminował trud fizyczny, a jej jakość najtrafniej określa użyte symbolicznie słowo „szarość”. W tym planie pojawiają się ponownie lata okupacji niemieckiej, przedstawiane jako pora najdotkliwszych doświadczeń. Ponadto, twórca nadal utożsamia się z krainą swego zamieszkania, z przypisaną sobie wielkopolską „małą” ojczyzną. Jak zwykle, ceni naukę i wiedzę, dzięki którym mógł poznawać świat i kształtować swoją osobowość. Upamiętnia też rodziców, szczególnie opiekuńczą, troskliwą matkę. Za fundamentalną wartość uznaje miłość i jedność rodzinną. Własny dom stanowi dla niego stały, scalający punkt odniesienia w niestabilnej na ogół rzeczywistości.
W wierszach refleksyjnych mówiących o sprawach ostatecznych poeta zauważa z kolei, że chociaż świat się zmienia, to los człowieka pozostaje niezmienny, warunkowany bezwzględnym, niszczącym oddziaływaniem czasu. Rozpatrując kwestię istnienia, zastanawia się przeto nad relacjami pomiędzy instynktem życia, a piętnem przynależnej ludzkiej kondycji śmierci. Podziwia zmagania człowieka ze swoją doczesną skończonością i zarazem uznaje wolę Stwórcy w decydowaniu o jego przeznaczeniu. Sam wyraża smutek z powodu opanowującej go starości, uświadamianego sobie kresu egzystencji i spodziewanego odejścia w „zaświaty”. Ale też cieszy się, że może wciąż oglądać umiłowane pola i podziwiać kolejne jesienie. Za zasadne uznaje przy tym, by w schyłkowej porze życia przeprosić w „pożegnalnym” wierszu bliźnich za swoje niedoskonałości i sprawione rozczarowania. W wymiarze uniwersalnym natomiast motywy przemijania i starości rozpatruje na tle zjawisk i procesów przyrody, zwłaszcza charakterystycznych dla jego pisarstwa przedstawień jesieni.
W ukształtowaniu utworów, podobnie jak w poprzednim zbiorze Jesień życia gubi liście, dostrzegamy zamysł powrotu do porządku numerycznego – sylabicznego. Jest to nawet tendencja silniejsza. Dominującym formatem wersowym okazuje się znamienny dla ujęć epicko-opisowych 13-zgłoskowiec, przechodzący niekiedy w krótsze układy, przeważnie 12-zgłoskowe. Zaznacza się także skłonność do rymów żeńskich. Preferowany we wcześniejszych okresach twórczości wiersz wolny w postaci skupieniowej coraz bardziej zanika, lecz pozostaje umiejętność logicznego, zwartego, niemal skrótowego wyrażania myśli. Dość często można zauważyć dyskursywny tok wypowiedzi i intelektualizację wywodu. W związku z tym mniej jest metaforyzacji, chociaż oczywiście pojawiają się oryginalne przenośnie i plastyczne porównania. W całym tomie rysuje się poza tym mocna podmiotowa perspektywa wyrazu, nabierająca sytuacyjnie cech konfesyjnych. W opisach przyrody nie brak z kolei impresyjności i malarskości.
Donat Niewiadomski
