Tak czasem było…
Tak czasem było, że błądzący wiatr
wyrywał dym z kominów.
Niósł go nad borem i polami.
Od niechcenia gonił chmury na niebie
i łąki zalewały się porannymi łzami.
Bywało też, że stawy traciły brzegi,
bo spadły obfite deszcze.
A potem szalała zawierucha
i wyły nocami wichry złowieszcze.
Wychodziłem jesienią na pola, na wiatr,
w krajobraz okryty złotem.
Zrywałem cierpkie owoce tarniny,
które były mi poobiednim kompotem.
Pamiętam na miedzach krzaki głogu,
których drobne owoce dojrzewają mimo chłodu.
Wypełniałem nimi kieszenie
i jadłem z pestkami, by nie cierpieć głodu.
Listopad 2021 roku