Wiersze mojej jesieni

Pola mojego dzieciństwa!

Pola mojego dzieciństwa! Wiosko!
Nigdy nie zabraknie
dla was miejsca w mojej pamięci.
Tu pierwszy raz zobaczyłem,
jak w oddali wiatr skrzydłami wiatraka kręci.

Zdziwienie? O tak, zdziwień było wiele.
Choćby aria śpiewana przez parkowe drzewa
albo wielki klon przy plocie, który gdy tylko
z wiatrem się zmierzył, cudownie śpiewał.

Patrząc przez okno, wiedziałem,
jaki niebawem śpiew klonu będzie.
Czy zagra melodię gołymi gałązkami,
czy też liście słać będą orędzie.

Rozpływały się nad polami mgły.
Ginęły w nich czekające na omłot stogi.
Kopcowaliśmy wykopane ziemniaki,
nasz całoroczny jadłospis ubogi.

Pażdziernik 2020