Wiersze mojej jesieni

Całkiem zwyczajnie

Całkiem zwyczajnie,
ani trochę uroczyście,
klonowi za oknem
wyrosły wielkie liście.

Ale najpierw były kwiaty –
niepozorne, małe.
I wcale nieozdobne –
żółtozielone całe.

Potem skrzydlaki owoców,
któż by się spodziewał,
stukały mi w okno,
kiedy wiatr powiewał.

Na koniec puenta, więc dodam,
że kiedy sprzątamy liście,
bywa, że sąsiadki moje
przeklinają soczyście.

Bo choć jedna powiada:
– O! Jakie te liście piękne,
duże i szczerozłote.
To druga na to:
– Niech je diabli porwą,
skoro mamy z nimi robotę.

Marzec 2021 roku