Wiersze mojej jesieni

Wieczór

Wieczór cicho się skradał.
Na zachodzie niebo czerwieniało.
Ginął w oknach blask z prozaicznego powodu –
naftę się oszczędzało.

Wieś obejmował mrok.
Spływał z głębi pola,
gdzie w dziuplach i norach
dzień przespał z ciszą.

I tylko było słychać,
jak w mieszkaniach
matki w kołyskach
dzieci kołyszą.

O tej porze chodziłem spać.
Wieczór już szczodrze mrok zbogacił.
I dzień, choć tak niezwykle jasny,
swój blask zupełnie stracił.

19 grudnia 2020 roku