Za daleko
Za daleko
i nie chodzę tam codziennie
tam gdzie rosa rankiem opada
jak krew ofiarna
Gdzie mój przodek pługiem
przez wiele lat
rzeźbił w mozole kształt ziarna
Ale idę
gdy dmuchawcami zapalą się łąki
Idę kiedy złotą szatę
przywdzieją łany
i poezją
(bez której byłbym
jak zagon nie obsiany)
ogrzewam
dojrzałe dni swoje