Posłowie
Po wydaniu zbiorku Białe kule dni Józef Chojnacki sądził, że już nic ciekawego nie napisze. W wyniku pewnego wyczerpania literackiego podzielił zdanie znanego poety poznańskiego — Wincentego Różańskiego (przyjaciela Edwarda Stachury), iż po ogłoszeniu kilku tomików coraz trudniej stworzyć coś oryginalnego, wyłamać się z szablonów.
Na szczęście nie pozostawał długo w stanie inercji. W ciągu kilku lat powstało tyle wartościowych wierszy, że bez najmniejszego kłopotu ukształtowała się kolejna edycja jego dorobku; dopełniona jeszcze prozą.
W lirykach tego zbiorku, podobnie jak w całym pisarstwie Chojnackiego, widzimy ogromne zafascynowanie wsią, poeta podziwia jej krajobrazy, docenia swoistości, odkrywa piękno w realiach codziennego bytowania.
Utożsamia się z tą przestrzenią istnienia, czuje na stałe zakorzeniony w mikrokosmosie, którego granice rozpościerają się między siewami i zbiorami oraz wschodami i zachodami słońca. Uważa, że jest to miejsce zharmonizowane miłością i dobrocią, pełne wzajemnej ufności, pulsujące mocą biologiczną.
W idealizującej wizji nadaje terytorium życiodajnego trudu rolnika cech arkadyjskich, widocznych chociażby w „krystaliczności” przestworu, barwności i kształtności rzeczy oraz czystości i urodzie przyrody. Rozległość polnych pejzaży wzmaga u podmiotu jego wierszy świadomość wolności, warunkowanej także wolnością ojczyzny. Swoboda lokalna zespala się z niezależnością kraju w wyniku poważnych doświadczeń historycznych, wywodzących się z lat przedokupacyjnego
i wojennego przeciwstawiania niemieckiej ekspansji.
Najbardziej osobiście doznawanym przez autora składnikiem tej przestrzeni jest bez wątpienia natura. Podmiot „rozmawia” z nią jak z bliską osobą, darzy przyjaźnią, czyni pełnoprawnym partnerem, objawia przywiązanie do poszczególnych „obiektów” pejzażu; zwłaszcza do gruszy. Ta głęboka spójnia przenika również z paralelizmów, w ramach których wyglądy natury podlegają zestawianiu na zasadzie podobieństwa lub przeciwieństwa ze stanami psychofizycznymi człowieka. Niekiedy z paralelizmów
wyłaniają się refleksje uniwersalne, na przykład jesień rozbudza myśli o przemijaniu. Pod piórem Chojnackiego wiejska przyroda dynamizuje się, obserwujemy m.in. jak po eksplozywnym witalizmie, owocującym bogactwem plonów, obumiera, by w kalendarzowym biegu przemian wrócić do istnienia.
W sumie trzeba stwierdzić, że twórca takimi przedstawieniami wartościuje swoje środowisko biologiczne, wprowadza je w krąg dodatnich odniesień.
Edycję wypełniają także wiersze o treściach rodzinnych. Spośród postaci najbliższych poecie najsugestywniejszy portret liryczno-kultowy otrzymuje matka-troskliwa opiekunka, nauczycielka wiary i pobożności.
W utworze przeznaczonym siostrze rysuje się bliskość uczuciowa rodzeństwa, a w ciekawie pomyślanym liryku zadedykowanym wnukowi dostrzegamy dydaktyzm, nakreślony z pozycji głowy rodu, doświadczonego mentora.
Reakcja na bieżące wydarzenia znajduje z kolei wyraz w wierszach o zakroju społeczno-politycznym. Najaktualniejsze przekazy traktują o strajkach chłopskich, blokadach dróg, wyprzedaży dóbr narodowych i szerzącej się biedzie. Ostatecznie krytyce literackiej podlega proces ustanawiania „nowej” rzeczywistości podczas tzw. transformacji ustrojowej, oznaczającej przechodzenie od „realnego” socjalizmu do nieokreślonego tworu kapitalistycznego.
Poetę boli szczególnie rozziew między władzą a obywatelami, krzywdzenie ludzi w toku narzuconych przemian oraz posługiwanie się kłamstwem jako nadrzędnym sposobem kontaktu rządzących ze społeczeństwem.
Oceny dokonuje wedle prawd Pisma Swiętego, wynosząc ubogich nad bogatych. Przyjmuje również nieufną postawę wobec świata polityki, zaleca demaskowanie fałszów, rozpoznawanie znaczeń słów używanych przez kreatorów poglądów. Przeciwwagę dla obecnego zła upatruje w sankcjonowanej tradycją nieśmiertelnej Roty odwiecznej miłości chłopskiej do ziemi rodzinnej.
Istotnym znakiem rozpoznawczym utworów Chojnackiego jest autotematyzm i dlatego nie może dziwić, że niemal całą tę edycję przenikają samookreślenia twórcze.
Dążenie do autooceny współbrzmi przy tym doskonale z właściwą tej liryce refleksyjnością, podmiotowością i mocnymi tonami osobistymi. Autor pojmuje pisarstwo jako siłę wzbogacającą życie, remedium na troski i pustkę egzystencji. Sądzi, że należy poszukiwać odbiorcy idealnego, rozumnego i czułego, wierzącego w przesłanie poezji, traktującego ją jako pokarm duchowy.
Samo tworzenie mimo zmagań z oporną materią słów i doświadczania niespełnień jawi się jako akt radosny, zniewalający pięknem i bogactwem znaczeń. Sakralizuje je przyrównanie do obrzędu kornunii oraz rodowód słowa, wywodzącego się z Boskiej kreacyjnej doskonałości.
Zródła inspiracji Chojnacki widzi głównie w tradycyjnej, przemijającej już wsi, naturze, własnym życiu i umyśle wrażliwego, poszukującego poety, stawiającego zasadnicze pytania egzystencjalne. To uwydatnia rolę przywołującej przeszłość pamięci, zakłada konieczność wnikliwego postrzegania swego środowiska i uzewnętrzniania prywatności.
W toku zamyśleń autotematycznych pisarz zastanawia się także, jak przełożyć jednostkowe widzenie na strofy, jak wyrazić w wierszu nieuchwytny, przerastający słowa świat, jak oddać metaforami barwy, dźwięki i zapachy, w jaki sposób zamknąć swą wyobraźnię w przejrzystym geście pióra.
W związku z tym w jego liryce nie ma zastoju, a niepokój i niedosyt z dotychczasowych dokonań skutkują nowymi tematami i doskonaleniem formy artystycznej.
Uderza m.in. precyzja sformułowań językowych, staranność w doborze odpowiednich słów, diagnozowanie ich walorów i odcieni znaczeniowych, a także prowokowanych przez nie pułapek, niespodzianek. Trafna, oryginalna metaforyka eliminuje potencjalne banały, animizacje i antropomorfizacje ożywiają i emocjonalizują świat utworów, wyznaniowość i dyskretnie dozowana wzruszeniowość korespondują z intelektualizmem.
Szczególna wartość zostaje przypisana przemilczeniu i niedomówieniu, co powoduje zwięzłość wypowiedzi lirycznych. Minimalny zasób słów służy też wyrażaniu treści znaczących, a „cisza” staje się ekspresyjną siłą mówiącą.
Charakterystyczna dwuczłonowa kompozycja wielu wierszy umożliwia podmiotowi podawanie na podłożu opisowo-przedstawieniowym refleksji uniwersalnych.
Ciekawie rysują się powstające w wyniku refleksji czytelniczych wątki intertekstualne. To właśnie lektura sprawiła, że możemy odnotować w pisarstwie Chojnackiego nawiązania tematyczne i estetyczne do innych utworów.
W tym kontekście odsłania się m.in. zafascynowanie „Mistrzem i Małgorzatą” Bułhakowa, płynące z odkrycia i zrozumienia metafizyczności tej powieści.
Opowiadania ukształtował Chojnacki na podstawie doświadczeń własnego życia i — jak twierdzi — tylko w niewielkim stopniu dofabularyzował w celu wzmożenia dramatyzmu. Rozpatrywane wspólnie stanowią „opowiesc o krainie jego egzystencji — „małej ojczyźnie”. Najwięcej łączy Wycieczkę i Spacer, opierające się na motywie wędrówki po miejscach najbliższych jawnemu, pierwszoosobowemu narratorowi, tożsamemu z autorem.
Postrzegamy też w tym pomyśle refleksy romantycznej peregrynacji ukierunkowanej na samopoznanie.
Przemierzana okolica wręcz ewokuje przeszłość, odsyła do dzieciństwa i młodości, pozwalając w zespoleniu z teraźniejszością odczuć narratorowi-bohaterowi „ciężar” życia, uświadomić za Norwidem, że „każdy umiera”
Odwołania do tego wielkiego Poety są szczególnie istotne w Wycieczce, klamra kompozycyjna tego przekazu opiera się bowiem na Promethidionie. Wędrówkę otwierają uwagi estetyczne, poczynione po przeczytaniu tej słynnej Rzecz[yl w dwóch dialogach z epilogiem, zamyka zaś zaduma nad skończonością ludzką, spointowana myślą zaczerpniętą z dedykacji poświęconej Włodzimierzowi Łubieńskiemu.
W autorefleksjach estetycznych twórca przeciwstawia potoczystemu, ale i powierzchownemu, rozwlekłemu obrazowaniu Józefa Bohdana Zaleskiego skondensowane „niezwykle” treści liryków Norwida; dokonuje więc wyboru w obrębie tradycji romantycznej.
W Spacerze Chojnacki rozbudowuje wątki autotematyczne, opowiadając o „swoich” obiektach przyrody wykazuje przede wszystkim ich rolę inspirującą wobec własnego pisarstwa. A głębokie, osobiste doznanie krajobrazu wiedzie nawet do interioryzacji natury, czyli włączenia jej do przeżyć i świadomości podmiotu.
Opowiadanie Zasadzka ma intencje moralizujące, ukazuje uczciwość jako imperatyw egzystencji. Mleczarek jest z kolei pełnym serdeczności wspomnieniem z dzieciństwa o prostym człowieku, ubogim materialnie, lecz bogatym duchowo, swoistym gawędziarzu ludowym wprowadzającym wiejskich chłopców w świat nadzmysłowy.
Tomik wzbogacają grafiki żony poety — Janiny Chojnackiej , która od najmłodszych lat para się malarstwem i haftem, zarówno użytkowym, jak artystycznym. Zajmuje się tym z sukcesami, bowiem w konkursie ogłoszonym przez Muzeum Pierwszych Piastów w Lednicy i Oddział Wielkopolski Stowarzyszenia Twórców Ludowych otrzymała pierwszą nagrodę. Warto też wspomnieć, że w 2005 roku TVP Poznań wyemitowała cykl filmów Twórcy ludowi Wielkopolski, w ramach którego małżeństwo Chojnackich miało możliwość zaprezentowania swoich osiągnięć artystycznych.
Lublin, lipiec-sierpień 2005 roku
Donat Niewiadomski
