O poranku
I
O poranku
z przyjaznego cienia wierzby
śledzę raczkujący dzień
Piórem do przesady uległym
zatrzymuję w wierszu
jego dziecięcą urodę
Nade mną w dziupli
pochrapując
śpi zwinięty w kłębek
nocny mrok
II
Oto siwe gołębie dymów
uniosły się nad wioskę
wypatrując słońca
Sąsiadki na progach
przecierając oczy
zwierzają się ze snów
i wróble plotkują na dachach
Niebawem niebo
uśmiechnie się do ziemi
Okna podsłuchujące zwierzeń
obleją się rumieńcem
i dzień przywdzieje
najbielszą szatę