Siew jest nadzieją

Nie wiem

Polnym kamieniom
które bywają mocnymi argumentami
w rękach zwaśnionych
zazdroszczę bezgranicznego spokoju
a także pogardy dla czasu
W kamieniach leżących
na skraju pola
widzę oblicze nieskończoności
Gładząc obłe kształty
odkrywam uwięzione w nich ciepło
Nie wiem kto je ogrzał
Lipcowe słońce
czy ręce Syzyfa?