Siew jest nadzieją

Tryptyk listopadowy

I
Skibami posmutniałeś krajobrazie
w mgłach przede mną się chowasz
ale nie posądzam cię o nieszczerość
Żal mam do ciebie
że za garniec potu
oddałeś dorodne zboża
i hulaszczym wiatrom
oczyściłeś przestrzeń
Okaż mi dzisiaj wyrozumiałość

Pozwól posadzić
na skraju swego królestwa
własne drzewko wiersza

II
Co możesz mi dać krajobrazie
skoro kogo innego
uszczęśliwiasz plonami
Z wdzięcznością przyjmę twoje piękno
i niezakłóconą rozległość
która rozbudza we mnie
głębokie poczucie wolności
Za wszystko czym mnie obdarzysz
zapłacę tak ciepłym spojrzeniem
że listopadowy chłód
stanie zdziwiony
i bezradnie rozłoży ręce

III
Nie zawsze byłeś wolny krajobrazie
Mój życiorys i twoja historia
zbiegły się kiedy nadano ci imię
Reichsgau Wartheland
a swastyka rzuciła na nas cień
Jesienie wtedy płakały obficiej
i wiosny rodziły mało radości
Dzisiaj szczodrze darzysz mnie
jesienną zadumą
Każda pora roku
w nowe szaty cię stroi
i nową śpiewa pieśń

Stojąc pośrodku twych włości
wzrokiem gonię obłok
wolny jak ojczyzna