Nocą
Nocą przyszedł do mnie księżyc
Stanął na parapecie okna
i patrzył we mnie uporczywie
Pełne zadumy oblicze
zniewalało dostojeństwem
O księżycu nie wolno mówić źle
a już broń Boże nazwać go „Łysy”
Niechybnie we śnie wyprowadzi na dach
Dlatego też zamiast cokolwiek powiedzieć
pozdrowiłem go kiwnąwszy ręką
a on zaraz schował się za chmurę
Wiem że ki wnięcie ręką
to gest wieloznaczny
ale bliżej mu do pozdrowienia
niż do pożegnania
10 stycznia 2001 roku