Rozmowy z Em

22.12.1985

Dzisiaj o godzinie 6.30 minęły mi pół wieku. Nigdy w przeszłości nie sądziłem, że dożyję tych lat. A jednak.
Piękny dzisiaj mamy dzień. Lekki przymrozek ściął błota i kałuże, i słońce wesoło jakoś świeci. Mogłoby spaść trochę śniegu. Święta by były bardziej nastrojowe. Muszę ci wyznać, Em, że noszę w sobie zamysł napisania opowiadania. Rzecz chcę osadzić w pegeerowskich realiach. Realia te znam dobrze. Ale znać to połowa powodzenia. Trzeba, jeszcze napisać to językiem nie tylko poprawnym ale i w taki sposób, żeby zainteresować czytelnika.
A to jest trudniejsze. Muszę jednak porwać się na rzecz trudną. Kusi mnie to, prowokuje. Wiem, że zaniedbam nasze rozmowy, zaniedbam poezję, ale przecież nie stracę czasu, prawda?
Synowie, Janusz i Mirek przyjechali około południa. Poszedłem z nimi do lasu po choinki. Przynieśli. Wieczorem pojechali. Jak wszyscy sposobią się do świąt. Boże Narodzenie to najpiękniejsze święto. Po wojnie bardzo uroczyście obchodzono Zielone Świątki. Pamiętam tę atmosferę i nieraz tęsknię do niej. Później ujęto jeden dzień i Zielone Świątki straciły bardzo ale to bardzo wiele.
Opowiadał mi Genek G. coś takiego.
Przed wojną pewien gospodarz miał służącą Maryną i parobka Franka. Jednego dnia gospodarz pyta:
-Maryna, dałaś krowom?
-Nie, dałam Frankowi.

Kończę już, Em. Do zobaczenia!

24.12.1985

Jakoś smutno mi. Czegoś czy kogoś mi brakuje w ten wigilijny wieczór. Świecą lampki na choince, stary adapter co chwila przerywa kolędy i muszę potrząsać nim. Brakuje mi oczekiwania na pierwszą gwiazdę. Za oknem szaro i mglisto. Ani płatka śniegu. Mirek z żoną przyjadą o 20. Wyjadę po nich na stację, a potem pójdziemy na Pasterkę. Muszę ci, Em, powiedzieć, że nareszcie rozstrzygnięto konkurs „Dni wczorajsze, dni dzisiejsze”. Żona została laureatką, to znaczy jej praca zdobyła pierwszą nagrodę. Piękny prezent pod choinkę. Dziesięć tysięcy złotych, cały miesiąc roboty. Właśnie dzisiaj ta wiadomość do nas dotarła poprzez tygodnik „Gospodyni”. Warto pisać jeśli się ma o czym pisać. Życie ucieka. Trzeba swoją przeszłość utrwalić chociażby dla dzieci, wnuków, prawnuków.
Już prawie ciemno za oknem. Wypiłbym z kielich wina bo mam butelczynę już dawno kupioną na święta, ale jadę na stacje więc jest to niemożliwe. Może z Mirkiem później uporamy się z nią. Może. Sąsiedzi z góry znoszą prezenty dla swoich dzieci. Żona co roku znakomicie spisuje się w roli Gwiazdora.

25.12.1985

Mirek przyjechał z żoną, byłem po nich na stacji. Nie wypiłem wina, nie poszedłem na Pasterkę, czułam się fatalnie. Jakieś dolegliwości sercowe czy też nerwicowe. Nie wiem. Lepiej żeby to drugie. Piękny dzisiaj dzień. Słońce świeci od samego rana. Siedzę w pokoju sam. Zona z młodymi poszła do kościoła. Siedzę i słucham kolęd. Wczoraj zamiast spożyć wigilijną wieczerzę naprawiałem adapter. Gra nawet nieźle.
Po południu jedziemy do Swarzędza. Zapraszają nas Mirka teście. Trzydziestolecie ich ślubu, czyli okazja na małe przyjęcie.

Muszę ci, Em, na zakończenie powiedzieć parę słów o Miłoszu, a konkretnie o jego wierszu „Który skrzywdziłeś”. Jestem pod wrażeniem tego wiersza. Ciągle do niego powracam i z przyjemnością czytam. Po żaden wiersz tak często nie sięgałem. Podobno słowa tego wiersza są na Pomniku Portowców w Gdańsku. Jeśli to prawda, znalazły sobie godne miejsce.

26.12.1985

Nie słucham kolęd. Adapter znowu przerywa. Nie chcę go naprawiać bo zepsułbym go całkowicie a może zdemontował. Dzisiaj nie świeci słońce. Jest ponuro, typowo jesiennie. Przypominam sobie lata okupacji kiedy to każda rodzina mimo niedostatku starała się jak mogła aby te świąteczne dni uczcić.
Godne odnotowania wydaje mi się-a czynię to właśnie dzisiaj bo mam dużo czasu-że wioska moja, wprawdzie duża, ale przecież wioska, ma nazwy swej okolicy. W kierunku północno-wschodnim gdzie dzisiaj rośnie duży las, nazywa się Bodziniec. Tą część pól, gdzie gospodarze mają łąki i są grube pokłady torfu nazywa się Bielawy. Zapewne w przeszłości było tam jezioro. Strugą nazywa się las na południe od wioski. Nie wiem dlaczego tak się nazywa. 200 metrów dalej płynie struga bez nazwy, ale żeby las nazywał się Strugą?. Na wschód, około 1,5 km od wioski przy drodze do S. mocno nizinna łączka nazywa się Rybie błoto. Dzisiaj przecina ją rów melioracyjny. Niegdyś może rzeczywiście było tam błoto a w nim ryby. Nie wiem czy już pisałem o tym, czy też dopiero teraz piszę.
Rzecz wydaje mi się godna odnotowania jako że jest historią tej okolicy. Było to w okresie okupacji, gdy razu pewnego w domu moim mówiono o samolocie który latał nocą i oświetlał ziemię. Dzisiaj wiem, że był to samolot angielski. Że przywiózł broń i amunicję dla jednostki AK. Zanim dokonał zrzutu długo błądził i szukał miejsca. Okoliczni Niemcy obserwowali. Zorganizowano obławę w lasach sądząc, że mają do czynienia ze spadochroniarzami. Szukając znaleźli ukrytą broń. Nastąpiły aresztowania. Zginęło wielu ludzi. Dzisiaj w miejsca gdzie niegdyś stała figura przed którą żołnierze AK składali przysięgę , stanęła kapliczka-świątek z tablicą upamiętniającą tamte wydarzenie.
Ale nie jest to jedyne miejsce w tych lasach. Nieopodal szosy koło W. stoi krzyż i tablica która mówi, że w tym miejscu zostali rozstrzelani trzej mieszkańcy K. Całe to wydarzenie widział Józef J. pracując w lesie. Widział jak Polacy kopali dla siebie grób, jak potem jeden na kolanach o coś błagał. Może o darowanie życia.
Na zakończenie opowiem ci o Stanisławie B. Był wprawdzie młodym chłopakiem ale już fornalem. Nobilitacja ta spotykała ludzi cieszących sie uznaniem. Stanisław może nie miał takiego uznania ponieważ niczym szczególnym sie nie wyróżniał, a jeśli został fornalem to zapewne dlatego, że jego matka pracowała blisko pana. Jako najmłodszemu z fornali przydzielono najgorsze konie. Gdyby dbał o nie, to znaczy gdyby kradł owies i parowane ziemniaki, i dokarmiał, wszystko byłoby dobrze. On jednak nie robił tego. Konie miał słabe. Przy tym jedna klacz była narowista i tak oporna, że młodemu fornalowi całkowicie podkopała autorytet. Przezwano go Hetką, a że każdy koń miał swoje imię, klacz nazywano Żabą, Śpiewano we wsi:
Tam na ugorze, tam Hetka orze.
Konikiem i żabą ujechać nie może.

Zegnam cię, Em, Spotkamy się dopiero w 1986 roku. Opowiem ci o wyzwoleniu.