2.6.88
Masz rację, Em. Tak jest, rozumiem. Czas ucieka, a ja milczę. Dzieje się tak wiele. Dzisiaj Moskwa żegna prezydenta USA. Nareszcie na czele ZSRR stanął ktoś myślący realnie, ktoś mądry. Ludzie na całym świecie oddychają swobodniej i spokojniej śpią. Dzisiaj kończy się spotkanie Gorbaczowa z Reaganem.
Od 9 maja naprawiam z Józefem M. kombajn zbożowy u gospodarza we wsi. Po pracy do godziny 21 codziennie tam harujemy. Syrenka moja jest naprawiona, ale jeszcze nie malowana. Nie mam kiedy tym się zająć. Jutro kończymy kombajn i zabiorę się za nią z kopyta.
Dzisiaj Boże Ciało. Od rana ciągną ciężkie chmury. Nawet trochę popadało. Tradycji stało się zadość. A jeśli chodzi o aurę, to prawdziwych opadów nie mieliśmy od 20 kwietnia kiedy to spadł śnieg.
Przez cały ten czas deszcze nas omijają. Jest prawdziwa katastrofa z burakami cukrowymi i jarymi zbożami, które nie bardzo powschodziły.
O czym ci jeszcze opowiedzieć, Em? Strajki się skończyły. Robotnicy dostali podwyżki. Z tego wynika, że strajki się opłacają. Taka z tego wypływa nauka. Oby to nie zaplonowało w przyszłości.
Nie tak dawno rozmawiałem z zapalonym wędkarzem. Mówię ci jak się podniecił, jak wspaniale mi opowiadał. Całym ciałem. Ale posłuchaj:
-Obrałem sobie miejsce obok wierzby. Początkowo nie brały tam. Ale zacząłem podkarmiać je robakami które specjalnie hodowałem na wnętrznościach przy rzeźni. Ryby przywykną do podkarmiania i przychodzą żerować. A ja im haczyk pod nos. Woziłem do domu ładne sztuki. Aż tu kiedyś niedaleko tonie przysiadł jakiś facet. Ja wyciągam co jakiś czas rybę a on nic. Podszedł do mnie i mówi:
-Biorą, co?
-Biorą.
-A na co pan łowi?
-Ja łowię na kolację.
Popatrzył na mnie i poszedł. Przyjeżdżam na drugi dzień a on siedzi na moim miejscu i wędkę moczy. Czekaj. Ja ci wywinę, pomyślałem. Kiedy odszedł zacząłem podkarmiać w innym miejscu. Ryba poszła tam gdzie podkarmiałem a on znowu miał figę.
Rybakom to dobrze! Prawda, Em?
19.6.88
Przed chwilą wróciłem z długiej, długiej wycieczki rowerowej. Przejeżdżałem przez wiele wiosek, ale nazw nie wymienię bo po co? Powiem tylko, że byłem w G. Obejrzałem kościół z XI wieku i groby wokół niego. W 1983 pochowano tutaj Stanisława H. Postać znaną w środowisku teatralnym i literackim Poznania i nie tylko. Teraz odkryłem, że jest on pochowany obok innego H. chyba ojca, właściciela G. Potem pojechałem do B. Kiedy opuściłem tę wioskę udając się do W. wąską polną drożyną, zatrzymałem się. Słońce świeciło przez chmury, a północno-zachodni wiatr kołysał żyta, pszenice. Płynął od łanów zapach nieokreślony. Zapach, który od dzieciństwa mówi mi: Oto zbliża się pora dojrzewania. Jak okiem sięgnę, falują zboża. Gdzieniegdzie wierzba jak
stróż nad łanem stoi. To znowu kopiec tarniny zakłóci równinną monotonię. A nad tym wszystkim skowronki i słońce nieśmiałe, boski spokój i cisza. Wszedłem do żyta i położyłem się wznak. Zakołowały nade mną kłosy. Gdzieś daleko, daleko poza płytkimi chmurami błękitniało niebo. Spiew wyrywał mi się z piersi: Chwalcie łąki umajone. Góry, doliny zielone. Do zobaczenia, Em.