2.7.88
Pada. Deszczu mamy serdecznie dość. Nie tylko my, ale szczególnie cebula i ziemniaki. Na cebuli bieleje mączniak, a ciemne plamy na liściach ziemniaczanych to nic innego jak zaraza. Nie wróży to dobrego plonu. Genek G. był w wojsku akurat wtedy, kiedy nasz kraj brał udział w krucjacie na Czechosłowację. W innym czasie napiszę kilka słów na ten temat bo świetnie opowiada o swych przygodach w tym sympatycznym kraju. Ale zanim dokonał inwazji na Czechosłowację, pilnie uczył się wojskowego rzemiosła w kraju. Pewnego razu byli na poligonie. Ze swym przyjacielem skombinowali kilka konserw, których mieli dość, i ruszyli do wsi. Weszli do pierwszego z brzegu domu w którym mieszkała leciwa babcia. Zwykle dostawało się tutaj za te wiktuały wódkę. Tak było i teraz. Rozmawiając z babcią skarżyli się na jednostajne jedzenie.
-To ja wam zrobię bryzganych pyrek.
-Dobra, zrób nam babcia. Poczekamy, posiedzimy.
I czekali. Wypili trochę. Ziemniaki się ugotowały. Babcia obrała je i ułożyła na talerzu .Potem nabrała w usta siadłego mleka i bryznęła na ziemniaki. Chłopaki widząc co babcia robi zaczęli kręcić się na krzesłach. Pierwszy zaczął Maciek:
-Genuch, musimy już iść.
-Ady najedzcie się – zachęcała.
-Już późno. Idziemy, Maciek.
I uciekli. Babcia napewno nie wiedziała dlaczego.
3.7.1988
Żniwujemy, Em. Przedwczoraj w nocy popadało i dzisiaj mam chwilę czasu. W ubiegłą niedzielę upał był niesamowity. Zboże było suche, kombajny pracowały znakomicie. Polecono nam młócić jęczmień w Ł. Potem pszenżyto. W sumie skosiliśmy 27 ha. Była godzina 15 kiedy skierowano nas do D. do omłotu grochu. Wszyscy dziwili się dlaczego tak późno.
Grochu było 22 ha. Chłopaki przyłożyli się do roboty uczciwie i do godziny 22 skończyli całe pole. Groch był tak suchy, że kruszył się. Inne kombajny też skierowano do grochu po południu, ale inni nie skończyli co zresztą było do przewidzenia, a do C. w ogóle kombajnów nie posłano. Spoglądaliśmy na niebo wieczorem. Południowa jego część przybrała barwę fioletową. W nocy obudził mnie grzmot i błyskawica. Podmuchy wiatru były coraz silniejsze, Wreszcie zaczął padać deszcz a potem grad. Grad walił, że o mało nie zbił szyb. Trzymaliśmy z żoną ruszające się okno, oślepiani raz po raz błyskawicą. Gdzieś spadało szkło, łamały się gałęzie. To była straszna noc. Drzewa zatarasowały drogi. Nie było prądu, nie kursowały autobusy, grad omłócił wiele ziarna. Groch sprzątnięto u nas w G. w 50%. Straty szacował kierownik na 4,5 miliona. W C. straty szacuje się na 5 milionów. Podobno groch nie jest ubezpieczony. A wystarczyło jedno słowo, prawda Em?