Rozmowy z Em

21.8.1988

Już po żniwach. Omłot zakończyliśmy w ubiegły czwartek. W piątek były dożynki dla kombajnistów. Zbliża się jesień. Od pól wieje chłodem. W nocy padało. Teraz jest godzina 7.40 i świeci słońce, Żona wybiera się do kościoła a ja piszę.
W żniwa pracowałem w wiosce w której mieszkałem ponad 30 lat. Miałem w grupie 6 kombajnów. Roboty było dużo, ale podołałem. Coś mi się wydaje, że w przyszłym roku nie podejmę się pracy w pogotowiu technicznym. Nie te lata.
W Ł. kwity omłotu pisał Czesław S. Stary mieszkaniec tej wioski. On już pracował kiedy ja uganiałem się z kółkiem wokół chałup. A pracował w oborze. Mieszkał z kolegą Sylwestrem u obra. Czesław opowiadał mi wiele zdarzeń z tego okresu. Trochę te opowieści wydają mi się dziwne i mam sporo wątpliwości czy są prawdziwe.
Ale po kolei.
S. był stażem. Pewnego ranka w maju znaleziono go wiszącego na drabinie koło obory. Nie żył. To zdarzenie pamiętam. Teraz dowiaduje się jak do tego doszło. Jednak nikt do dziś nie wie czy sam się powiesił czy też było inaczej. Tego wieczoru Czesław i Sylwester poszli do dziewczyn. Czesław był w mieszkaniu na początku wsi, Sylwester kilka mieszkań w głąb wioski. Ale niech mówi Czesław S.:
-Była późna noc. Siedziałem przy stole z Zośką która naprawiała mi spodnie. Nagle ktoś zaczął rąbać do drzwi, Skoczyłem na nogi wciągając nie dokończone spodnie.
-Policja! Otwierać! – usłyszałem.
Otworzyłem. Wszedł policjant. Pyta się czy jestem tutaj gospodarzem. Mówię ,że nie, że przyszedłem naprawiać spodnie. Wszedł do pokoju, zaświecił lampą do łóżek. Obejrzał wszystko i kazał mi wyjść. Kiedy byłem na schodach tak silnie mnie kopnął, że poleciałem nad schodami i upadłem przed domem. Szybko się zerwałem. Obok w taki sam sposób drugi policjant wyprowadzał Sylwestra. Wyprowadzili nas do narożnika budynku i zaczęli nasłuchiwać. Za ogródkiem przed następnym budynkiem ktoś szedł. Jeden z policjantów jak jeleń skoczył przez płoty wołając:
-Halt! Halt!
Natomiast drugi poprowadził nas wokół ogródków. Miał pecha tej nocy stróż. Złapał go policjant przed samym domem z workiem ziemniaków na plecach. Teraz policjanci wzięli się za nas. Dostaliśmy po kilka bykowców i kazali nam iść do domu. A mieszkaliśmy po drugiej stronie.
-Zuryg! – woła jeden.
Cofnęliśmy się.
-Co się mówi jak się odchodzi?
I znowu posypały się razy. Musieliśmy po niemiecku powiedzieć: dobranoc – i wtedy mogliśmy odejść. Ale ciekawość była silniejsza od strachu. Weszliśmy na strych i stamtąd obserwowaliśmy co dalej będzie się działo z S. Bili go, a potem niósł worek na podwórze. Oni szli za nim. Rano wisiał na drabinie.
Tak czy inaczej, opowiadanie to rzuciło trochę światła na śmierć S. Znowu mamy niepokoje w kraju. Strajkuje chyba 12 kopalń, pracownicy portu i komunikacji w Szczecinie. Związki zawodowe stanęły po stronie strajkujących. Domagają się zwołania Sejmu.

27.8.88

Jeszcze strajkują 3 kopalnie, port szczeciński, transport i niektóre wydziały huty Stalowa Wola. Emocje mijają, pozostają nie rozwiązane problemy. Dzisiaj wolna sobota. Siedzę i piszę. Jutro jedziemy do syna Janusza. Robi pożegnanie przed wyjazdem z rodziną na Zachód.
Nie wiem czy wróci. Nic nie mówi, my nie pytamy.