Rozmowy z Em

7.1.1987

Witam cię w nowym roku. Przeszły święta Bożego Narodzenia, minął Sylwester i 30 grudnia z Zarządu Głównego STL otrzymałem piękny list, Mają zamiar złożyć mój tomik w Wydawnictwie Lubelskim. Za wcześnie cieszyć się. Jeszcze gołąb na dachu. Pożyjemy, zobaczymy. Zima rozszalała się na całego. Dzisiaj rano w Suwałkach było -27, w Poznaniu -13. Zaraz spojrzę na termometr za oknem, dochodzi -17. Jest godzina 18.30. W telewizji akurat leci film Puchalskie go o Arktyce. A więc lód, foki. Niby audycja jakby pod pogodę. Palę w piecu brunatnym węglem i drzewem. Zanim piec się rozgrzeje idziemy spać i właściwie nic tego ciepła nie użyję. Po prostu za późno palę. W tej chwili pokazują pogrzeb Puchalskiego. Chyba pochowali go na Spicbergenie.
Dzisiaj na trasie E8 wydarzył się tragiczny wypadek. Samochód ciężarowy Jelcz wpadł na stojący ciągnik. Zginął traktorzysta Zdzisław P. z W. Jakieś fatum prześladuje tę rodzinę. Przed wojną jego ojciec spadł z wozu między konie, uderzył głową w dyszel i zabił się. Syn Zdzisława wyjechał motorowerem na szosę, uderzył w niego Polonez i zabił na miejscu. Zdarzyło się to może dwa lata temu. Teraz zginął ojciec.

10.1.87

Siedzę w pokoju i od czasu do czasu dokładam do pieca. Termometr za oknem wskazuje -19. I w taką pogodę chciało się Ewie i Januszowi przyjechać z Czerwonaka z dziećmi. To prawda, że nie ma wiatru, ale temperatura jest zabójcza dla dzieci. A często chorują, ładowane bez przerwy antybiotykami. W tej chwili jest godzina 16. Jaka temperatura będzie w godzinach rannych? Powiem ci Em. Jutro jest niedziela. Będę miał czas na rozmowę.

11.1.1987

Niedziela. Na termometrze -24. Dawno nie było tak niskich temperatur. Jakoś nikogo te mrozy nie zaskoczyły. Jest elektryczność, woda. Trzeba tylko więcej palić w piecu. Prognozy mówią, że temperatura spadnie jeszcze niżej. Wybieram się dzisiaj Syrenką do Swarzędza i do Czerwonaka. Muszę odwieźć Janusza z rodziną. Nie mógłbym spać gdyby mieli w taką pogodę czekać na zimnych dworcach. Ale czy zapalę Syrenkę?
Mróz nie popuszcza chociaż jest pochmurno i sypnęło śniegiem. Z uruchomieniem samochodów i ciągników istne trzy światy. Nawet gdy się uruchomi to i tak zamarznie woda w chłodnicy. W warsztacie zimno. Woda zamarzła, zamarzła herbata. Grzejemy się przy piecu od czasu do czasu pracując. Kaloryfery popękały zanim spuszczono wodę. Właściwie to kaloryfery pękają każdej zimy.

13.1.1987

Mróz nie ustępuje. W tej chwili, to jest o godz. 16.15 termometr wskazuje -20. O godzinie 17 było już -22. Co będzie rano – napiszę.

14.1.1987

Rano było -25. Od wielu lat nie notowano tak niskich temperatur. Może tę zimę nazwą kiedyś zimę stulecia? Warto notować codziennie temperatury.
Rano przyjechał Kazimierz J.
-Przywiozłem deski na kanał – mówi.
Pytają mnie czy zamawiałem. Zaprzeczyłem. Poza tym okazało się, że deski te są za krótkie.
-Jak wam nie pasują to je spalcie.
Chłopaki rzucili się i rozładowali samochód w parę minut. Kilka desek spaliłem, kilka zawiozłem do domu. To samo zrobili inni. Desek nie było.
Po dwóch godzinach po deski przyjechał Maciek. Zrobiłem wielkie oczy. Przyszedł kierownik. Szukają, pytają.
-Spalone- mówię.
Bo co miałem powiedzieć, Em?

15.1.1987

Sledzę pilnie poczynania zimy. Inne sprawy schodzą na dalszy plan. Rano było -20. Teraz o 17 jest -15. Już zaczynają wypowiadać się uczeni. Twierdzą, że nad Europą powstała dziura przez którą wypromieniowało ciepło do kosmosu. Powodem tego był ozon, czy też jego brak. Zona nie potrafi dokładnie sprecyzować tego.
A skoro już o uczonych mowa. Na Węgrzech w kopalni rudy żelaza wykopano szkielet kobiety sprzed 10 milionów lat. Aż nie chce się wierzyć, że człowiek taki stary. A może jeszcze starszy? Natomiast w pewnej książce czytałem, że jest znacznie młodszy.
Otrzymałem dzisiaj list od prezesa Tymczasowego Zarządu Klubu Literackiego przy oddziale ZLP w Poznaniu. Chcą żebym przysłał 10 wierszy które komisja kwalifikacyjna oceni i wyda decyzję czy przyjąć mnie do Klubu czy też nie. Dziękuję im i nie poślę wierszy. Już oceniano mnie nie raz. Rezygnuję z ubieganie się o członkostwo.

17.1.1987

Wczoraj nie mówiłem nic o pogodzie. Powiem dzisiaj, że rano było -14 a wieczorem -12. Natomiast dzisiaj rano było -20. Zapowiadają dalszy spadek temperatury. Ale my nie boimy się mrozu. Kiedy jest -15 wydaje się, że jest ciepło. Tak to człowiek przystosowuje się do warunków w jakich wypada mu żyć.

18.1.1987

Skończyła się moja kadencja w Radzie Pracowniczej. Przestanę chodzić na posiedzenia, przestanę „kogoś” denerwować, że mówię nie po ich myśli, albo, że myślę inaczej niż oni. Otóż, zdarza mi się mieć własny pogląd na omawiany problem. Lepiej, że mnie tam nie będzie. W ogóle to muszę unikać wszelkich spraw drażliwych ponieważ szybko się podniecam. Wydaje mi się, że nie powinienem przyjmować żadnych funkcji społecznych. W pegeerach w szczególności.
Mamy piękną niedzielę. Od samego rana słoneczną. Temperatura -15. Ptaki biją się o karmę w karmniku na parapecie okna. Musimy codziennie dokarmiać je tłuszczem i skwarkami ponieważ już przywykły do tego i gdybyśmy przerwali zginęłyby z głodu i zimna.

To tyle, Em. Do zobaczenia!