8.9.1985
Tak, to prawda. Sporo czasu minęło od ostatniego spotkania. Wydarzyło się wiele, ale nie wszystka jest godne opowiedzenia. No więc wiersze moje zdobyły III nagrodę w konkursie im.J.Pocka.
Zona w dalszym ciągu nie wie czy zdobyła jakąś nagrodę w konkursie o którym poprzednio pisałem. Sprawa się odwleka, a przecież już by mogło być rozstrzygnięcie. Tak czy inaczej, spodziewa się wyróżnienia. Nagrody mniej jako że są napewno wspomnienia różnych działaczy. I to się liczy. Godne odnotowania są opady deszczu niespotykane od lat. Zaczęło padać we wtorek (6.8.85), a przestało w sobotę rano. To było coś straszliwego. Ani chwili przerwy. Pojechałem rowerem na pole, Ziemniaki zalane. W gumowych butach nie można wejść. Myszy powchodziły na łęty ratując się w ten sposób. W tej chwili około 70% ziemniaków mam zgnitych. Woda jeszcze stoi napolach. Kombajnami nie wszędzie można było wjechać, ale żniwa skończyliśmy. Byliśmy nawet z pomocą w Dziekanowicach, gdzie skosiliśmy 100 ha. Praca w pogotowiu nie była lekka. Wylałem sporo potu. Zarobiłem 31 tysięcy.
Teraz napiszę o najważniejszym wydarzeniu. Syn Mirek ożenił się. Slubował 27 lipca. Obecnie choruje. Byliśmy u niego. We wtorek idzie do pracy.
Ale skoro już o żniwach zacząłem, warto dodać parę: słów o wydarzeniu które miało miejsce w ubiegłym roku. Pola nasze graniczą z polami rolników indywidualnych. Działo się to w S. Nasi ludzie zbierali słomę po kombajnach, W pewnej chwili wybuchł pożar. Zapaliło się zboże rolnika. Ale spójrzmy oczami jednej z gospodyń. Przez okno zobaczyła dym. Wyszła na podwórko i mówi:
-Franek, zobacz, pegeerusy się palą.
Franek przesłonił oczy ręką.
-Pójdę, mama, może pomogę gasić.
-Czyś ty ogłupiał?!? Niech się palą.
Stali tak przez chwilę wpatrując się pilnie. Wreszcie gospodyni zawołała:
-Przecież to nasze żyto się pali! Leć Franek! Pędź!
Tymczasem Pegeerusy ogień zlokalizowali przeorując pole. Podobno owa gospodyni domagała się później odszkodowania za odoranie i zniszczenie iluś tam metrów łanu. Tak to bywa, Fm.
To tyle!