1.12.88
W moim pokoju w wazonie, kwiaty. Goździk i gerber. Powiem ci, Em, że jednego dostałem w szkole od ładnej, może piętnastoletniej dziewczyny, a drugi w Domu Kultury od Maryli. Kwiaty dostałem z okazji Biesiady literackiej. To była wspaniała impreza. Wspólnie z Kosicką, Jerzym Grupińskim i Nikosem Chadzinikolau wystąpiliśmy ze swymi wierszami.
Za wiersze dziękowano mi długim oklaskami. To miłe. Będę wspominał mój pierwszy występ we własnej wiosce ponieważ kosztowało mnie to sporo nerwów. Wolałbym wystąpić gdzieś gdzie mnie nie znają. Ale stało się i nie żałuję bo wypadłem dobrze. W szkole zaproponowano mi udział w lekcji wychowania obywatelskiego. Odmówiłem. Wszystko to związane jest z urlopem. A ten już mi się w tym roku skończył.
8.12.88
W środę, to znaczy wczoraj zaproszono mnie na spotkanie z radzieckimi gośćmi bawiącymi u nas. Wiedziałem że pochodzą z Ukrainy, z sowchozu spod Charkowa. A skoro są z Ukrainy powinni znać twórczość Tarasa Szewczenki. Mam w domu starą księgę z 1865 roku, a w niej wiersz-dumkę tegoż poety. Myślę sobie nie byłoby źle gdybym naszych gości tym zaskoczył. Wiersz nazywa się Weczir. Na wszelki wypadek zabrałem go. Atmosfera spotkania była wspaniała. Piliśmy zdrowie gości, a potem kilkakrotnie swoje zdrowie i muszę powiedzieć, że z tego powodu dzisiaj czuję się świetnie. W pewnej chwili poprosiłem zebranych o chwilę uwagi, aby ten wiersz w ich ojczystym języku przeczytać. I wierz mi, Em, że byłem zaskoczony gdy nasi goście wyprzedzali mnie recytując z pamięci. Przestałem czytać w połowie. A wogóle to spotkanie było udane. Wszystkiego w miarę. To znaczy w miarę uprzejmości i tych atutów które pozwalają dobrze mówić o polskiej gościnności. Pożegnaliśmy się kilka minut po 22. Dzisiaj odjechali. Był dyrektor tamtejszego sowchozu, główna księgowa i agronom. Spytałem dyrektora, czy może dobrowolnie zmieniać kultury rolne. Niestety, wszystka ma narzucone z góry. Czy się opłaca czy też nie siać musi. A więc u nich jest inaczej.
To wszystko, Em, do zobaczenia!
19.12.88
Jest ciepło, pada deszcz. Gwiazdka może być po wodzie. Szkoda.
Opowiem ci dzisiaj, Em o dzieciach. Znane są ona z tego, że lubią się przechwalać. Przed laty dziewczynka bawiąc się przed domem mówiła do swej rówieśniczki:
-He, nam umarła babcia a wam nie! My będziemy mieli placek, a wy nie!
A parę dni temu pewien chłopiec w przedszkolu chwalił się:
-Mój tata jest bardzo silny. Codziennie dźwiga ciężarek.
Inny chłopiec słysząc to powiedział:
-A mój tata… A mój tata jest codziennie pijany, a twój nie. To nie kawał. Tak naprawdę było, Em.
27.12.88
Dzisiaj otrzymałem piękną przesyłką z Lublina. Wyobraź sobie, Em, że otrzymałem 15 tomików. Moich tomików, moich wierszy. Świeczki stanęły mi w oczach kiedy tę książeczkę przycisnąłem do ust, do serca. Słowa słońcem wezbrane, Em. Wezbrane słońcem i okruchami mego serca. Czyżbym oczekiwał kiedykolwiek. że coś takiego się stanie? Nigdy. Ja pisząc nie liczyłem nawet na opublikowanie choćby jednego wiersza. A tu masz. Cała książka. Kończy się ten 1988 rok pięknym akcentem. Teraz tylko prosić siły wyższe o zdrowie i pisać, rwać strzępy serca i stworzyć z nich nowy tomik. Następny. Oto mój cel, Em. To piękne mieć w życiu cel. Widzieć go gdzieś daleko jak gwiazdę która prowadzi żeglarza. Mam taką gwiazdę, Em. Mruga, kusi. Będziesz mi towarzyszył, prawda?