1 sierpnia 1987
Małe żniwa opóźniają się. Dzisiaj wybierali się młócić rzepak z pokosów, ale jak zaczęło padać o godzinie 11, to przestało o 16.
Będą mieli kombajniści wolną niedzielę.
Jakoś nie mogę się skupić żeby coś napisać. Nawet nie bardzo mam czas. Ostatnio pracuję 13 godzin dziennie. Z pracy powracam o 20, myję się i do łóżka. Zdarza się, że nieraz obejrzę film. Wczoraj na przykład oglądałem program telewizyjny do godziny 0.30. Wybierano najładniejszą Polkę. Gdybym miał coś do powiedzenia dałbym kreskę innej.
2 sierpnia 1987
Niedziela. Przed chwilą wróciłem z pola. Zona w kościele. Siedzę sam i piszę. Kiedy szedłem do domu Marian P. mówi do mnie:
-Myślałem, że niedzielę będę miał spokojną a tu masz. O dziesiątej ruszamy do rzepaku.
Rzepak jest mokry jak sto diabłów, ale nie wiadomo co będzie jutro. Każdą chwilę trzeba wykorzystać. Słońce wesoło świeci. Tylko niekiedy chmura je przykryje, ale zaraz ucieka na wschód. Z pola przywiozłem pełną torbę ziemniaków. Jest strasznie mokro. Na pagórku bulwy już się wykształciły.
8 sierpnia 1987
Kilka kombajnów młóciło jęczmień w C. i pszenżyto w G. Pozostałe stoją w podwórzu. Ziarno jest tak wilgotne, że nie można opróżnić zbiorników. Jutro, to jest w niedzielę, będą młócili groch. Pogoda jakoś się ustabilizowała. Nie pada już dwa dni. Jest trochę słońca, ale zimno. Rano było 6 stopni.
Już tydzień jest u nas wnuk Dominik. Trochę chorował. Co zjadł to zaraz zwrócił. Chyba czymś się zatruł. Wczoraj żona chciała go położyć do mnie do łóżka, a on mówi:
-Jeszcze paciorek, babciu.
-Nie musisz mówić dzisiaj, jesteś chory.
-Muszę mówić bo mnie diabły porwą.
Zapewniłem go, że diabły do nas nie przyjdą ponieważ boją się mnie i obrazka świętego co nad łóżkiem wisi. Modli się chłopaczek naprawdę szczerze. Prosi Bozinkę o zdrowie dla wszystkich nie wyłączając mnie. A na koniec powiedział, jeszcze:
-I spraw Bozinko, aby zginęły krosty które mam na buzi.
Wysypka na buzi pojawiła się gdy zachorował. Już mu ginie. Może uwierzy, że zginęła za sprawą Bozinki?
Taki jest Dominik.
15 sierpnia 1987
Nie ma mowy o żniwach. Pada. Wczoraj kombajny stały, dzisiaj stoją. Co godzinę przeleci chmura często z piorunami i zmoczy łany. Ziemniaki zaczynają gnić.
W D. jeszcze nie sprzątnęli grochu. Niedługo wykiełkuje i wtedy nada się tylko na paszę. Roboty mam pełne ręce. Dzisiaj szczególnie dała mi się we znaki. Od paru tygodni dokucza mi kręgosłup a może nerki. Boli mnie prawe kolano już od miesiąca. Dominik bardzo to przeżywa. Wczoraj mówiąc pacierz powiedział:
-I spraw Bozinko żeby dziadziusia przestało boleć kolano.
A potem przybiegł do mnie z zapytaniem, czy już mi lepiej bo prosił o to Bozinkę. Odpowiedziałem, że znacznie mi pomogło. Cieszył się.
To by było na tyle, Em.