Rozmowy z Em

10.6.87

I oto już jesteśmy w innym mieszkaniu, Em. Ile to już dni upłynęło od naszego ostatniego spotkania? Bóg jeden wie. Ale siędzę oto w pokoju wypoczywam i piszę. Piszę! Tyle się zmieniło, tyle upłynęło dni.
W kwietniu posłałem wiersze na konkursy: do Wąglan i na konkurs im. J.Pocka. W Wąglanach już rozstrzygnięto. Mam wyróżnienie. Podobnie jak w roku ubiegłym zapraszają na podsumowanie. Piękna to impreza ale nie pojadę. 20 czerwca jadę do Mirka na przysięgę. Byłoby to zbyt wiele rozrywki jak na moje lata. Syrena się sypie. Zamontowałem nowe przednie błotniki. Po tygodniu rozwalił się tłok, a przy okazji wymieniłem mocno zużyty wał korbowy. Ładuję w nią tysiące, Aż nie chce się wierzyć. W tym roku harujemy z żoną i gotówki nie odłożyliśmy. Teraz akumulator odmawia posłuszeństwa, Nie wiem jak silnik się spisze na trasie do Mrągowa. Przecież to prawie 400 kilometrów w jedną stronę. Robiłem wszystko z wielką uwagą, ale i wielką niepewnością, jak to zwykle robi się dla siebie. Zobaczymy.
Od dłuższego czasu nic ciekawego nie napisałem. Zbyt wiele mam pracy i tej domowej i służbowej. Absorbuje mnie to ogromnie, a żeby coś napisać trzeba nastroju. Trzeba ten nastrój nosić w sobie przez wiele dni.

16.6.87

Dzisiaj Boże Ciało. Zimno. Czerwiec ma się ku końcowi, a jak dotąd nie zaznaliśmy ciepła. Ogórki wyszły z ziemi i nie rosną. Tak samo pomidory. Są bardzo wątłe. Po południu jedziemy do Swarzędza. Chcę wypróbować Syrenę przed daleką drogą. A będzie to ciężka droga. Powiozę ze sobą 85 litrów benzyny. Jeśli do tego doda się czterech ludzi i bagaże, będzie ciężko. Oby tylko nie padało bo w nocy źle się jedzie. A zapowiadali na dzisiaj deszcz. Może do jutra się wypada. Siano na łąkach leży już prawie zmarnowane. W Ł. próbują zakisić. Kierownik ma jednak wątpliwości czy z tego coś wyjdzie. Leją serwatkę i ugniatają. U nas też większość na polu, a to co zdążyli zwieźć, zaparowało na oborze i śmierdzi w całym podwórzu.

22.6.87

I już wróciliśmy z Mrągowa. Muszę przyznać, że bez większych kłopotów z Syrenką. Silnik spisał się znakomicie. Tylko tłumik się urwał.
Było dużo hałasu i smrodu. Stało się to w Olsztynie. Bałem się, że na skutek drgań urwie się cała rura wydechowa, a wtedy jazda byłaby niemożliwa i musiałbym szukać warsztatu co nie łatwe by było o północy w sobotę. Za miastem z przydrożnego płotu uciąłem kolczastego drutu, okręciłem i wróciliśmy szczęśliwie. Mirek schudł, że mógłbym go świeczką prześwietlić. Wypił trochę piwa a potem wina i był nawet wesoły. Rozstaliśmy się o 21.
To tyle, Em.