Rozmowy z Em

11.8.1986

Już po żniwach. Zakończyliśmy sprzęt w sobotę 9 sierpnia. Zostało do zebrania 40 ha pszenicy jarej, jeszcze nie dojrzałej. Różnie się mówi o tak wczesnych żniwach. Również to, że pod wpływem promieniowania radioaktywnego zboża prędzej dojrzały. Może to prawda, któż tam, wie?
Teraz o czym innym, Em. Dzisiaj zmarł Czesław W. Wielki romantyk, człowiek o złotym sercu. Kiedyś był kierownikiem w Ł., a ja byłem jego pracownikiem. Siedział przed domem na ławeczce, rozmawiał z sąsiadem i nagle paraliż objął ciało. Zaniesiono go do domu, gdzie po godzinie skonał.

17.8.1986

Wczoraj kombajniści, mechanicy i kierownicy zakładów mieli małe przyjęcie dożynkowe. I ja tam byłem, kiełbasę jadłem, wódkę piłem. Dożynki dla wszystkich będą za tydzień. Każdy pracownik otrzyma kilogram kiełbasy i tysiąc złotych. Być może wzorem lat ubiegłych będzie dożynkowa zabawa. Na razie nic o tym się nie mówi. Dzisiaj niedziela. Przed chwilą wróciłem z długiego spaceru. Obejrzałem pracownicze ziemniaki, zarośnięte jak sto diabłów i przyniosłem parę kilogramów ulęgałek które teraz wnuk z apetytem zajada.

21.8.1986

W tygodniku ”Gospodyni” po raz drugi zdjęcie żony i moje. Są także dwa wiersze. Krystyna T. spełniła swoją obietnicę daną w Wąglanach.

29.8.1986

W Ł. kolejny pogrzeb. Zmarł Zygmunt S. Jak tylko sięgnę pamięcią Zygmunt w moich oczach był człowiekiem starym. Bo tak: Kiedy przywędrowaliśmy do Ł. liczył sobie około 25 lat. A ja dzieciak uważałem go za człowieka dorosłego. Zygmunta nikt we wsi nie szanował.
Śmiano się z niego ponieważ nerwowy tik raz po raz wykrzywiał mu twarz. Kręcił przy tym bardzo komicznie głową. Gdzie była najtrudniejsza i najbrudniejsza robota tam go posyłano. Przez wiele lat pracował w chlewni. Był krótkowidzem. Jeśli chciał coś dobrze obejrzeć przykładał do oczu na odległość paru centymetrów. Taki był Zygmunt. Jego śmierć jakby oddaliła moje dzieciństwo.
A teraz opowiem ci o Marianie P. Pracowałem z nim. Teraz on jest na rencie. Tyle wstępu. Opowiem ci o przygodzie jaka wydarzyła mu się w szkole. Nauczyciel w G. bardzo surowy, jako zadanie domowe, kazał nauczyć się na pamięć wiersza. Coś nie bardzo Marian tego wiersza się nauczył. Wywołany w klasie zaczął mówić, ale po zdaniu:
-Kozak na koniu skacze… zaciął się i nie wiedział co dalej. Jego sąsiad też nie wiedział, cale wyszeptał: poczekaj zaraz zobaczę- i sięgnął po książkę by przeczytać. Marian gdy usłyszał jego szept sądził, że ten mu podpowiada. Głośno więc powiedział:
-Poczekaj zaraz zobaczę!
-Ja ci zaraz zobaczę łotrze plugawy! -zawołał rozsierdzony nauczyciel i ze złości aż poczerwieniał.
A teraz opowiem ci kawał:
Dwie myszy weszły do knajpy i od progu zawołały:
-Jest kot?
-Nie ma.
-To prosimy dwie setki.
Wypiły i wybiegły. Po chwili znowu stanęły w progu.
-Jest kot?
-Nie ma.
-Po setce prosimy.
Wypiły i w nogi. Po pewnym czasie ponownie stanęły w progu wołając:
-Jest kot?
-Nie ma.
-To my za nim poczekamy!

Bo zobaczenia, Em.