1 maja 1986
Muszę ci powiedzieć, Em, że byłem w K. i brałem udział w pierwszomajowym pochodzie. Nie podobał mi się ten pochód. Brakowało mu finału, to znaczy nie było trybuny i marsza „pod nogę”. W ogóle to bardzo słabo zaprezentował się nasz Kombinat. Ani jednej flagi, transparentu czy choćby tablicy informującej kogo dana grupa w pochodzie reprezentuje.
Ale nie to jest takie ważne. Ważniejszym wydarzeniem jest awaria w elektrowni atomowej w ZSRR. Setki kilometrów od nas, a „dzięki pomyślnym wiatrom” radioaktywność dotarła do nas. Służba zdrowia ma urwanie głowy. Dzieciom do lat 16 podaje się doustnie preparat jodowy, bowiem do atmosfery przedostał się promieniotwórczy jod.
3.5.1986
Cos mi się wydaje, że słowiki przylatują z dokładnością zegarka. Jeśli dobrze pamiętam w ubiegłym roku również 3 maja przyleciały. Znowu w mroczną, nocną ciszę wplatają swoje trele. To dobrze. Moje zjesienniałe serce łapczywie chłonie każdy okruch wiosny.
4.5.1986
Przyjechał Mirek z żoną i zrobiliśmy sobie długą wycieczkę Syrenką. Byliśmy mianowicie na Ostrowie Lednickim, na wyspie gdzie podobno urodził się Bolesław zwany później Chrobrym. Ruiny pokryte dachem i pięknie utrzymane. Prom zmechanizowany, a nie jak dawniej balię napędzano ręcznie. Przybyło eksponatów. Jest co oglądać i podziwiać. Nowością jest skansen w pobliżu Dziekanowic. Nasi przodkowie byli naprawdę bardzo pomysłowi. Dysponując prymitywnymi narzędziami budowali trwałe domy z drzewa. W niektórych z przyjemnością by się zamieszkało.
Powrócę jeszcze do awarii w elektrowni w Czernobylu, Telewizja zapewnia nas, że wszystko jest w porządku, że promieniowania prawie nie ma. Skoro jest tak dobrze to dlaczego mleka, od naszych krów nie wolno spożywać i dzisiaj dowieziono nam mleko z innego gospodarstwa gdzie krowy karmią paszą u ubiegłego roku to jest kiszonką. Nie wiem jak te dwie sprawy pogodzić?
To tyle.
20 maja 1986
Już pozwalają pić mleko od krów karmionych zielonką. Zakaz odwołano 15 maja. Nikt nie wie ile promieni wypija ze szklanką mleka. We wsi pewien gospodarz ma jeszcze paszę z jesieni i dużo matek od niego kupuje mleko. Może niepotrzebna ostrożność.
Nie wiem co stało się z chrabąszczami. Co roku kilka widziałem, w tym roku ani jednego. Termin lotów? Na pewno minął więc już nie zobaczę. Pamiętam lata czterdzieste, pięćdziesiąte. Drzewa były bez liści tak chrabąszcze objadły. W czasie okupacji dziedzic kazał otrząsać z drzew owocowych ratując sad. Nie wiem co je tak przetrzebiło, chemia czy klimat? Pewnie to pierwsze.
Wybrałem się dzisiaj rowerem na długą wycieczkę. Dzień piękny, słoneczny. Przyjemnie się jechało, a potem maszerowało przez pole. Dotarłem do głębokiego rowu który rozdziela pola Ł. i K.
W dzieciństwie często tam chodziłem. Czułem się tutaj jak u siebie. Dawne małe drzewka, urosły i spoglądały teraz na mnie z góry. Krzak głogu okryty kwiatami taki był piękny, że postanowiłem nazrywać kwiatów na herbatę. Miałem już ponad połowę torby gdy w pięknym zapachu poczułem jakiś środek chemiczny. Obejrzałem głóg z drugiej strony i stwierdziłem, że liście były zwiędnięte. Zwiędnięte były pokrzywy. Teraz wiedziałem wszystko. Młody jęczmień spryskano środkiem przeciwko chwastom. Dostało się i głogowi. Oj ta chemia.
24.5.1986
Przyjechał Janusz z żoną i z dziećmi z Czerwonaka. Przyjechali na jutrzejszą uroczystość przystąpienia do pierwszej Komunii świętej chrześniaczki Ani. Dominik biegał z innymi dziećmi koło domu, bawił się w piasku który taczką przywiozłem i pobrudził spodnie. Babcia założyła mu inne zabierając go z sobą po mleko. Brudne spodnie położyła przed domem na ławce. Kiedy wrócili, spodni nie było. Pytali, szukali, nic. Dominik wpada do pokoju gdzie siedziałem i wielce podnieconym głosem mówi:
-Dziadziuś, glozi nam niebeśpiecieństwo!
-Dlaczego?
-Złodzieje tutaj sią!
Zdenerwowani, wyjaśnili mi z babcią całą sprawę. Po pewnym czasie okazało się, że spodnie schowała Ewa. Dominik był zawiedziony.
31.5.1986
Przed chwilą wróciłem z Poznania. Byłem na zjeździe założycielskim Oddziału Wielkopolskiego Stowarzyszenia Twórców Ludowych.
Mało nas było. Na ogólną liczbę pięćdziesięciu bodajże, udział wzięło 15. Ale zarząd wybraliśmy. Prezesem został Stefan C. z Rożnowa koło Obornik, kolega, po piórze. Bronił się okrutnie przed tą funkcją. Ale uległ. Przewodniczącą Rady Programowej została Aleksandra W. etnograf. Ja zostałem sekretarzem. Ciekaw jestem jak będzie wyglądała nasza praca.
Do zobaczenia, Em!