27.11.1985
Tak to już jest, że jak do czegoś się zapalę, poświęcam temu dużo czasu, a kiedy zapał minie, trudno mi zmusić się i kontynuować rozpoczęte dzieło. Wybacz mi więc to, że jestem mało konsekwentny. Rzadko, ale przecież rozmawiamy, prawda?
Wczoraj dzieliliśmy dochód czyli zysk osiągnięty w roku gospodarczym 1984/85. Było tego 110 milionów. Jak to zwykle bywa na naszych zebraniach i posiedzeniach, nikt nie chciał zabrać głosu aby sprzeciwić się, czy też zaaprobować proponowany podział zysku. A proponowano 27 milionów na wypłaty dla pracowników, od czego miano odjąć 600 tysięcy ponieważ przekroczono fundusz nagród Bardzo mi sią to nie podobało. Zabrałem głos. Domagałem się podniesienia funduszu na wypłaty dla pracowników o 3 miliony czyli do 30 milionów. Nikt więcej głosu nie zajął. Zarządzono przerwę.
Po przerwie od stołu prezydialnego zaproponowano podniesienie funduszu na wypłaty do 30 milionów. Wyszło na moje z czego się cieszę.
Było dzisiaj w zakładzie z tego powodu sporo dyskusji i emocji. Każdy ciekawy ile funduszu premiowego otrzyma. Niedługo będziemy dzielić.
Opowiem ci dzisiaj o moim dzieciństwie. O latach okupacji. O życiu ludzi na wsi, o współżyciu. Wszystko to są rzeczy ciekawe. W każdym razie dla mnie było to ciekawe, bo w owe lata odkrywałem świat.
A światem dla mnie było ciągle to samo niebo nad wioską. To pogodne to znów zachmurzone. To samo słońce, księżyc, gwiazdy. Światem były pola, łąka gdzie błądziłem ponieważ trawa była wyższa ode mnie. Pamiętam wszystkie nakazy i zakazy. Wiedziałem, że wielmożnemu muszę się ukłonić i powiedzieć guten Tag. Ze nie wolno mi wejść do parku, na podwórze, że nie wolno zrywać strączków, kłosów ani trawy z przydrożnego rowu. Były te nakazy i zakazy tak zakodowane we mnie, że chociaż mija 45 lat od tamtych czasów, ja dokładnie je pamiętam i gdybym mieszkał w tej wiosce na pewno miałbym kompleksy czy też przeżywałbym rozterki.
Głęboko wierzyłem w to, że jeśli sowa usiądzie w nocy na dachu i zawoła, wywoła kogoś z rodziny do grobu. Nie raz budziłem się w nocy i słuchałem tego wołania. A było dużo tych pożytecznych ptaków. Teraz, niestety, nie słyszę ich w ogóle. Nie wiem czy gdziekolwiek one żyją jeszcze. Zniszczono im środowisko. Stodoły w których one żyły przeznaczono na magazyny albo zburzono. Szkoda tych ptaków. Przypominały by mi dzieciństwo.
Zostało również we mnie wspomnienie walk pomiędzy rodzinami. Pamiętam taką walkę między S a B. Brało w tej bójce udział około 12 dorosłych ludzi. Jako broń służyły widły, widełki, łopaty i inne narzędzia. Dla nas chłopców było to ogromne przeżycie. Każdy szczegół pamiętam do dziś. Dziedzic nie wtrącał się do tych spraw.
Nie uchybiono tradycji. Kiedy zbliżała się Wigilia, starsze chłopaki przygotowywali maski i ubiory aby przebrać się i w roli Gwiazdorów chodzić po wiosce. U nas były trzy dziewczyny więc nie omieszkali zajść. A kiedy przyszli i mi się dostało. Pamiętam, raz schowałem się pod łóżko, i zasłoniłem się wiklinowymi foremkami do chleba. Wszystko dobrze sią odbyło, dziewczyny dostały „wciyry”.
Zośkę przydybali pod innym łóżkiem. Z braku miejsca i w pozycji leżącej nie mogła sic bronić, oberwała tęgie baty aż zdenerwowana podniosła się biorąc łóżko na plecy. Wreszcie poszli sobie. Wyszedłem ucieszony. Aż tu drzwi się otwierają i Gwiazdory wchodzą ponownie. Nie czekałem aż mnie zbiją. Rąbnąłem na kolana.
Z emocji żegnałem się lewą ręką. Tak było. Później gwiazdory wyszli do sieni i pobili się między sobą. Na drugi dzień śpiewano we wsi:
A wczoraj z wieczora
złapali Gwiazdora.
U Ch. w siyni
dupę mu pociyni.
Do zobaczenia, Em.
30.11.1985
Jak widzisz, Em, zima nie żartuje. Od wielu dni temperatury są ujemne i jest sporo śniegu. Dzisiaj sobota. Na termometrze -3 stopnie. Siedzę w pokoju, słucham Dziennika Telewizyjnego, myślę o wczorajszym szkoleniu i piszę. Wiele rzeczy na raz. A wczoraj na szkoleniu w K. było tak. Z G. pojechało nas czworo. Czworo tak zwanych działaczy robotniczych. W sumie w sali GOK zebrało się nas 17. Wykładowcą był dr ekonomii z Poznania. Umówił się z nami, że gdybyśmy mieli jakieś wątpliwości w czasie wykładu, powinniśmy przerywać i zadawać pytanie. Korzystał z tej umowy pewien młody, nieznany mi człowiek. Do tego stopnia korzystał z tej umowy, że popsuł doktorowi wykład. Czepiał się wszystkiego. Uczestnicy uśmiechali się, niektórzy byli zażenowani. W pewnej chwili dyskusja tych dwóch panów dotyczyła bubli. Działacz podał przykład, że niedawno kupił meble odrzucone z eksportu czyli nabył bubel. Twierdził, że tylko w Polsce jest możliwa produkcja bubli, ponieważ brak konkurencji i rynek nie jest nasycony towarami. Ludzie kupią nawet buble. Twierdził, że wszystkiemu winien system. Wykładowca niejako przychylił się do tego stwierdzenia. To spowodowało że byłem zmuszony zanegować. Stwierdziłem, że system nie ma z tym nic wspólnego. Że na naszym rynku mamy buble winni są konkretni ludzie. Po moim wystąpieniu dyskusja się urwała.
Spoglądam w telewizor. Profesor Zin wrócił na ekran. To dobrze. Ciekawie mówi i ładnie rysuje.
Dawno nie pisałem o G. Może nie trzeba pisać? Mieszkając tu jakoś nie dostrzega się zmian. Przyzwyczaiłem się do otoczenia. Nic mnie nie zaskakuje. Całkiem naturalny wydaje mi się wykop pod nowy blok. Stanie on w miejscu budynku gdzie-jak mówią-przed laty była olejarnia. Tylko że tamten budynek stał wzdłuż drogi, a ten stanie szczytem do niej.
Jak już pisałem kilkakrotnie, w okresie okupacji mieszkałem w Ł. Mała wioska, dwa budynki mieszkalne, ale mieszkania wypełnione do granic możliwości. Izba i kuchnia, a w nich 8, 9 ludzi. Nas było 9. Łóżko stało przy łóżku. Nie można było się obrócić. Zimno, szczury jak koty, ale się żyło. Pamiętam jak ojciec z innymi siał nawóz azotniak. Nawóz bardzo skuteczny ale i bardzo toksyczny. Dzisiaj się go nie produkuje. Wtedy nikt ze zdrowiem ludzi się nie liczył. Mężczyźni zawinęli szmatami twarze. Tylko oczy gdzieś w głębi świeciły. W kurzu nie było ich widać. A oni szli w ciemnym obłoku przez pole. Szli i nie zdawali sobie sprawy że trucizna spala im wnętrzności. Ludzie umierali na choroby które dzisiaj łatwe są do wyleczenia. Geniu P. zmarł na biegunkę. Był moim rówieśnikiem. Bawiliśmy się codziennie. Chodziłem do niego gdy zachorował. Gasł w o czach. Nie wiem czy na cmentarzu w C. jest ślad po jego grobie. Może jedyny ślad, że żył to pamięć rodziny mieszkającej gdzieś daleko, moja pamięć i te parę słów o nim.
Wielkim utrapieniem dla nas dzieciaków był dziedzica kozioł. Miał długie rogi, brodę i strasznie złe oczy. Przy tym okropnie śmierdział. Kiedy pojawił się między domami nie było mowy żeby wyjść przed dom. Natychmiast atakował. Chodził gdzie chciał i kiedy chciał. Nikt go nie przepędzał aby nie narazić się dziedzicowi. Nieraz kilka godzin siedzieliśmy w domach wyglądając oknem. Aż ku naszej radości kozła nie stało. Nie wiem czy zdechł czy też go zabito. Po pewnym czasie był drugi kozioł. Biały, bez rogów. Również atakował. Pewnego razu stałem z Zenonem. Ani on ani ja nie widzieliśmy kiedy kozioł zaszedł nas od tyłu. Rozpędził się i rąbnął mego kolegę w pośladki z całą mocą. Leciał biedak parę metrów w powietrzu a potem rozciągnął się jak długi głośno płacząc. Rwałem do domu ile sił w nogach.
Z więzienia wrócił ojciec w 1944 roku. Wrócił schorowany. Dokuczał mu żołądek. Początkowo pracował później siedział w domu, a w końcu położył się do łóżka aby już u niego nie wstać. Zmarł w grudniu 1944 roku. Majątkowy stelmach zbił trumnę. Kiedy nam ją oddawał powiedział, że niebawem ktoś z rodziny umrze bo gwóźdź wyszedł mu z deski. I tak się. stało ale o tym potem. Ojciec umarł wieczorem. Pamiętam bo byłem w izbie, że nie męczył się w czasie konania. Po prostu ciężko westchnął i lewa ręka którą miał na pierzynie opadła na podłogę. Matka, siostry i bracia położyli się spać w kuchni. Ja z bratem Stefanem spałem w izbie. Bałem się. Miałem przecież 9 lat. Stefan tylko 4. Położyłem się podniecony ale wnet usnąłem. Była chyba północ kiedy obudził mnie hałas. Ktoś przesuwał stół. Wyraźnie słyszałem drżenie nóg i odgłosy podłogi. Przez chwilę słuchałem, a potem strach wziął górę i zawołałem matkę. Położyłem się w kuchni. Stefan spał dalej. Matka była pewna, że ojciec przesuwał stół. Zawsze mówił jej żeby odstawiła go od łóżka. Nie usłuchała. Po śmierci odsunął sam-twierdziła matka. Nie doczekał wolności, a wiele sobie po niej obiecywał. Umierając miał 46 lat. Pragnę już zakończyć wspomnienia z okresu okupacji. Patrzyłem na tamtą rzeczywistość oczami dziecka, dlatego moje wspomnienia są właśnie takie jakie są.
To tyle, Em. Do zobaczenia!