Zastałem piękny świat. Dzienniki 1991 – 2000

Rok 1997

1 stycznia (środa).
W nocy była taka kanonada jakby rozpoczęła się III wojna światowa. A dzisiaj rano jest cicho, rozrabiaki śpią, trzeźwieją i niektórzy żałują, że wypili za dużo. Mróz nie folguje. Rano było u nas -17 stopni. W kraju zamarzło około trzydziestu bezdomnych. Na polach leży mało śniegu. Oziminy mogą wy-marznąć. A jaki był ubiegły rok? Jak wszystkie dotąd. Jakoś się trzymam, pomimo że obróciło mi się na 62. rok. Jestem w miarę sprawny fizycznie, co pozwala mi na dorobienie paru groszy i lepsze życie. Wiosną zamierzamy zmienić samochód, najlepiej na nowego „malucha”, chociaż apetyt mam na nieco większe auto. Ale może niebawem będę musiał wpłacić na telefon, bo wpisałem się na listę i kupno samochodu trzeba będzie przełożyć. Tak sobie o tym wszystkim rozmyślam, lecz mówią, że człowiek myśli, a Pan Bóg kreśli.

18 stycznia (sobota).
Choćbym chciał dobrze mówić o polskiej prawicy, to nie mogę, gdy słucham Mariana Krzaklewskiego. On zwyczajnie robi złą robotę „Solidarności” i Akcji Wyborczej Solidarność, którym przewodzi. Po przyjęciu przez papieża wyraźnie traci głowę. Najpierw apelował o niepłacenie podatków, bo te pieniądze pójdą na aborcję. Ostatnio powiedział, że prawo naturalne powinno być nad stanowionym. Jeśli dobrze go rozumiem, konstytucja nie jest nam potrzebna. Na pewno denerwują Krzaklewskiego niektórzy politycy, jak Balcerowicz z Unii Wolności czy Aleksander Hall – przewodniczący Partii Konserwatywnej, którzy mówią wprost, że związek zawodowy nie powinien kierować państwem, ponieważ zrujnuje gospodarkę. W tym roku będą jesienią wybory. Wysokie są notowania AWS-u, który skupia wiele małych partii. Nadal myślę o nowym „maluchu”.

26 stycznia (niedziela).
Przepisuję na maszynie ubiegłoroczne zapiski, dlatego rzadko sięgam po pióro, aby zapisać bieżące wydarzenia. Zima spuściła z tonu. Pracuję. Roboty może przez luty będzie, a potem odpoczynek. Odkładamy pieniądze, ale opornie to idzie, bo niewiele z emerytury można odłożyć, zwłaszcza na początku roku, kiedy trzeba opłacić składkę ubezpieczeniową i podatek. W kraju w miarę spokojnie. Krzaklewski gromadzi siły na wybory. Już włącza się Wałęsa, którego w ubiegłym roku też przyjął papież. Dzisiaj rano zmarła Mira Zimińska-Sygietyńska, współzałożycielka zespołu „Mazowsze”. Miała 96 lat.

1 lutego (sobota).
Umierają ludzie kultury. Wczoraj na Powązkach pochowano Zimińską-Sygietyńską. Wczoraj zmarł również znany aktor Andrzej Szczepkowski. Miał 74 lata. U nas w tym roku jeszcze nie było pogrzebu. Śmierć o Gułtowach zapomniała. To dobrze. Może i ona ma sklerozę jak ludzie. Na arenie politycznej trwają potyczki o treść konstytucji.

8 lutego (sobota).
Pisałem, że śmierć o Gułtowach zapomniała i wywołałem wilka z lasu. Otóż, zmarła w wieku 84 lat pani Kowa-licka. Proboszcz w mowie pogrzebowej powiedział, że była bardzo pobożna. Dawała też często na mszę za swoją rodzinę. Ale niektóre kobiety w związku z tym uważały, że jest staroświecka i zacofana. Od pięciu dni naprawiam skrzynię pośrednią i skrzynię biegów. Jeszcze kilka dni i skończę ten ciągnik. Dzisiaj dużo straciłem na lekarstwa, papier do maszyny, paliwo i na podatek od „malucha”.

9 lutego (niedziela).
Słonecznie dzisiaj i niezbyt zimno, w słońcu 6 stopni. Odszedł z rządu minister finansów Grzegorz Kołodko. Powiedział, że nie chce brać udziału w wyborach, a poza tym swą misję uważa za zakończoną. Jego obowiązki przejął Marek Belka. Trwają przygotowania różnych partii i „Solidarności” do jesiennych wyborów. „Solidarność”, chociaż jest związkiem zawodowym, zachowuje się jak partia polityczna. Prawica jednoczy się pod jej sztandarem. Nie chce popełnić błędu z poprzednich wyborów, kiedy to rozbita przegrała sromotnie. Znów jak dawniej odwołuje się też do chrześcijańskich korzeni.

16 lutego (niedziela).
Mieliśmy ostatnio dużo wiosennych dni z opadami deszczu. Dzisiaj spadł śnieg. Biało za oknem. Konferencja Episkopatu Polski nie akceptuje projektu konstytucji. Uważa, że prawo naturalne powinno być ponad stanowionym. Nie wiem, jak to rozumieć. W telewizji oglądam demonstrację w Turcji, gdzie dąży się do wprowadzenia prawa koranicznego. Demonstrują głównie kobiety. Podziwiam odwagę ludzi, walczących otwarcie z dominacją islamu.

22 lutego (sobota).
Wczoraj byliśmy w Swarzędzu na imieninach siostry. Byli jej synowie, synowe, teściowie i Stefan z Bożeną. Stefan okazuje nam niezwykłą serdeczność. Powraca pamięcią do lat przeżytych wspólnie w Ługowinach. Życie sprawiło mu krzywdę. Jest na rencie. Dorabia w szkole jako woźny.

23 lutego (niedziela).
Takiej pogody ten rok jeszcze nam nie ofiarował. Ciepły, południowy wiatr wywabił nas z domu na spacer. Szliśmy drogą wśród pól odkrywając zwiastuny wiosny. Spotkaliśmy czaple siwe, skowronki, dzikie gęsi i czajki. Zwykle przylatują na Kazimierza (4 marca). Czyżby zgubiły kalendarz?

28 lutego (piątek).
Święty Maciej (24 lutego) zimę traci albo ją bogaci. Zima chyba skapitulowała. Dnie są ciepłe, deszczowe, a prognozy optymistyczne. Toczy się spór polskich polityków o konstytucję. Rozrabiają zwłaszcza Krzaklewski z Olszewskim. Uciekają się nawet do obrazy sejmu. Wielu zapytuje o prawo naturalne, a Krzaklewski mówi, że to jest to, co on ma w sercu. Tylko kto odgadnie, co on ma w sercu? Zakładając, że w ogóle serce ma.

1 marca (sobota).
Brat Stefan, chociaż ma telefon, smutne wiadomości przywozi osobiście. Tak było dzisiaj, kiedy niespodziewanie przyjechał z nowiną, że zmarł mieszkający w Poznaniu szwagier Czesław J. Urodził się on w 1923 roku. W środę jedziemy na pogrzeb.

10 marca (poniedziałek).
Muszę dzisiaj chwycić za pióro, chociaż nie mam na to ochoty po wczorajszej naprawie „malucha”. Otóż, miał wyciek oleju w okolicy sprzęgła. Doszedłem do wniosku, że olej wypływa ze skrzyni biegów wałkiem sprzęgłowym. Założyłem uszczelki i okazało się, że naprawiłem skutecznie. Następnie pojechałem z synową Elą do Pięczkowa, by kupić nowego „malucha”. Ja wracałem kupionym, a Ela moim starym do domu w Swarzędzu. Nabyty „maluch” jest z 1993 roku, na liczniku ma 18 tysięcy kilometrów. Zapłaciliśmy 8 tysięcy złotych. Oddaliśmy za niego wszystkie oszczędności. Mamy piękną, wiosenną pogodę. Ruszyły roboty w polu. Rolnicy sadzą ziemniaki.

16 marca (niedziela).
Byliśmy wczoraj we Wrześni na imieninach Zbyszka. Wracaliśmy wieczorem w wielkiej ulewie. Dzisiaj jest słonecznie, temperatura zaś spadła poniżej zera. Od środy pracuję. Mieli awarię silnika przy C 914. Po prostu puściło zabezpieczenie i zawór spadł na tłok. Uszkodził tłok i głowicę. Trzy dni trwała naprawa. Jesteśmy zupełnie spłukani z pieniędzy. Żona denerwuje się, ponieważ zbliżają się imieniny, a emeryturę otrzymam dopiero po nich. Trzeba kryzys przeczekać, tak jak wiele spraw w życiu się przeczekuje. W nabytym „maluchu” odkryłem sporo nieuczciwości, m.in. oponę z przepukliną, koło zapasowe innych rozmiarów, głośną pracę łańcuszka w silniku. Ale to wszystko się uzupełni w miarę napływu gotówki. Dla mnie liczy się rocznik, a nie odkrywane usterki. Nie pojadę z wymówkami, jak niektórzy mi radzą. Kupiłem samochód używany i zdaję sobie z tego sprawę.

19 marca (środa).
Wczoraj otrzymaliśmy wiadomość, że Ewa urodziła syna, któremu nadała imię Maksymilian.

22 marca (sobota).
W nocy śnieg zupełnie przykrył ziemię i ani myśli stopnieć. Od kilku dni jest zimno. Z północy napływają arktyczne masy powietrza. Ustały prace połowę. Miałem dwa tygodnie spokoju. Siedziałem w domu, wypoczywałem. Od kilku dni znów pracuję. Wygląda na to, że Wielki Tydzień też będę spędzał w robocie. Stocznia Gdańska, postawiona w stan upadłości, gardłami i rękami swoich pracowników walczy o istnienie. „Solidarność” w całej Polsce wznieca niepokoje, palą opony, obrzucają koktajlami Mołotowa siedziby SdRP i jej posłów, a nawet dochodzi do zamu-rowywania drzwi. Wozi ten związek autobusami swoją gwardię z pałkami i zajmują urzędy państwowe. Jednym słowem, sodoma i gomora. Ja rozumiem demonstracje i strajki, bo takie prawo ma związek zawodowy, ale rozbój i chuligaństwo nie są siłą żadnego związku czy partii. Premier Cimoszewicz twardo przeciwstawia się temu bezprawiu, co Krzaklewski nazywa konfrontacją. Mój Boże, ilu w naszym kraju mamy ludzi, wykorzystujących koszty przemian dla zbudowania swojej pozycji. Na plecach ludzi pracy niektórzy zbili fortuny i stawiają sobie rezydencje. Dzisiaj o godz. 12.30 sejm uchwalił projekt nowej konstytucji. Pod koniec maja przewiduje się referendum konstytucyjne. Po głosowaniu posłowie odśpiewali hymn.

23 marca (Niedziela Palmowa).
Za oknem biało i mglisto. Drzewa i krzewy oblepione śniegiem. Iście bajkowy krajobraz. W nocy było -5 stopni. Żona z gałązkami łozy idzie do kościoła. Na rezurekcję i ja się wybiorę.

29 marca (Wielka Sobota).
Ksiądz Józef Tischner zadziwia mnie normalnym, ludzkim spojrzeniem na wiarę. Jego poglądy w wielu sprawach są moimi. Uważa, że nasz katolicyzm jest odświętny i dekoracyjny, taki na pokaz. Denerwuje go też, że bywa kapralski, wyniosły, staroświecki i nietolerancyjny. Uznaje ponadto, że do Boga wiodą różne drogi, a jego współbracia katolicy są dziwnymi ludźmi i nawet w niebie będą mieli specjalne miejsce, odgrodzone wysokim murem od pozostałych. Wczoraj nawiedziła nas niezwykle silna wichura. Jest wiele wyrwanych z korzeniami drzew, zerwanych dachów i linii wysokiego napięcia. Część wsi jeszcze dziś nie ma prądu.

30 marca (Niedziela Wielkanocna).
W nocy zmienili czas na letni, dlatego rezurekcja odbyła się o siódmej. Byliśmy z żoną. Pragnąłem znaleźć w kościele dawną radość, która porywała serce. -Wesoły nam dzień dziś nastał. – Tak. Wesoły i ja razem z nim jestem. Słonecznie za oknem, niebo czyste. Nocny przymrozek ściął błota. Gdyby było cieplej, pojechałbym na bory i lasy. Dawno nie odwiedzałem moich ulubionych leśnych ostępów.

31 marca (Poniedziałek Wielkanocny).
Podczas piątkowej wichury zginęło w Polsce 10 osób, a wiele zostało rannych. Chłodno, w nocy padał śnieg. Czas już na prawdziwą wiosnę. Nie jadę do roboty, mam natomiast zamiar pojechać do Urzędu Skarbowego w Środzie, by zapłacić podatek od kupionego „malucha”. Wczoraj spotkaliśmy się u nas na wspólnym świątecznym posiłku. Zabrakło tylko rodziny Janusza i wnuczki Anity, która zachorowała. Wnuczka Ania przybyła z narzeczonym Dominikiem.

4 kwietnia (piątek).
Korzystając z kilku pięknych poświątecznych dni posadziliśmy ziemniaki, zasialiśmy pietruszkę, marchew i sałatę. Dzisiaj pogoda znacznie się pogorszyła. Otrzymałem zawiadomienie o konkursie Pocka. Mam kilka tekstów, przemyślę je i wyślę. Lepiej uchodzić za głupca, a tworzyć rzeczy godne mędrca, niż uchodzić za mędrca, a tworzyć rzeczy godne głupca – nie wiem, skąd zaczerpnąłem tę myśl, ale wydaje mi się godna odnotowania.

12 kwietnia (sobota).
Przed chwilą Jan Paweł II wylądował w Sarajewie [75. pielgrzymka do Bośni i Hercegowiny, 12-13 kwietnia – D.N.]. Niebezpieczna to pielgrzymka. Pod mostem, gdzie miał przejeżdżać Ojciec Święty, wykryto miny. Nie rozumiem, dlaczego papież pojechał do miasta muzułmanów. W Turynie zapaliła się katedra, w której złożono Całun Turyński z odbiciem wizerunku Chrystusa. Jezus był nim przykryty po zdjęciu z krzyża. Całun przechowywano w szklanym, kuloodpornym sarkofagu. Strażak rozbił młotem szkło i płótno wyniesiono. Mówi się o cudownym ocaleniu relikwii. Uczeni z dwu uniwersytetów w USA po zbadaniu całunu stwierdzili, że pochodzi on jednak z XI wieku [Inne badania wskazują na pochodzenie całunu z epoki Jezusa – D.N.].

13 kwietnia (niedziela).
Mam w domu projekt konstytucji, opublikowany na zlecenie marszałka sejmu Józefa Zycha. To dobry, wyważony dokument. Chyba oddam na niego głos w referendum 25 maja.

20 kwietnia (niedziela).
Tak nietypowego kwietnia, jak to określają synoptycy, nie mieliśmy od dwudziestu lat. A przecież jeszcze się nie skończył, poza tym jest pełnia księżycowa, więc na zmianę pogody nie ma co liczyć. Nieomal przez cały kwiecień nocami jest mróz, nawet do siedmiu stopni. Oziminy pozostają w zimowym śnie. To samo można powiedzieć o całej przyrodzie. Od wielu dni z północy płynie chłodne powietrze. Mówi się w związku z tym o komecie HB, którą przez kilkanaście dni było widać na północnym niebie. Czyżby te anomalie wywołało to niewielkie ciało niebieskie? Naukowcy nie wypowiadają się! A w Ameryce członkowie pewnej sekty, która świadczyła usługi komputerowe, popełnili zbiorowe samobójstwo. Według ich obliczeń kometa HB miała spowodować kosmiczną katastrofę. Umierając wcześniej, postanowili uprzedzić to, co i tak ich miało spotkać.

17 maja (sobota).
Od samego rana chwytam za pióro, bowiem śmierć zawitała do naszej klatki schodowej! W nocy zmarł sąsiad Edwin N. Nic mi nie wiadomo, żeby wcześniej na coś się skarżył. W nocy zabrało go pogotowie, a rano sąsiadka przyniosła wiadomość, że nie żyje. Miał 61 lat. Ostatnio mamy letnią pogodę. Przyroda nadgoniła sięgającą maja zimę i wybuchnęła zielenią. Zimni ogrodnicy: Pankracy, Serwacy, Bonifacy (12-14 maja) i zimna Zośka (15 maja) tego roku byli gorący.

23 maja (piątek).
Politycy popadli w gorączkę przedreferen-dalną i trwa bełtanie ludziom w głowach. Czytałem w gazecie, że nawet siostry zakonne wydały antykonstytucyjną ulotkę. W polskim kociołku wrze.

24 maja (sobota).
Jutro referendum konstytucyjne. Idziemy z żoną i napiszemy „Tak”, choćby na przekór oponentom.

31 maja (sobota).
Dzisiaj przyjeżdża Jan Paweł II. Wyląduje we Wrocławiu, gdzie weźmie udział w zakończeniu 46. Międzynarodowego Kongresu Eucharystycznego. Będzie u nas gościł do 10 czerwca. We wtorek byłem na posiedzeniu zarządu STL w Poznaniu. Zebraliśmy się w mieszkaniu pani A. Wojciechowskiej. Spotkałem tam panów Torońskiego i Henryka Hagla. Oleksy nie przyjechał. Do odznaczenia państwowego wytypowaliśmy Hagla i mnie. Ustaliliśmy datę naszego zjazdu.

2 czerwca (poniedziałek).
W referendum przyjęto niewielką przewagą głosów konstytucję. Udział wzięło 43% uprawnionych. Oglądam w telewizji papieża. Odprawia bardzo uroczystą mszę świętą w Gorzowie Wielkopolskim.

4 czerwca (środa).
Papież odprawia mszę w Kaliszu i na Jasnej Górze w Częstochowie. Podobno w Kaliszu było 150 tysięcy wiernych, a na Jasnej Górze niemal milion.

6 czerwca (piątek).
Jan Paweł II od wczoraj jest w Zakopanem. Helikopterem latał nad górami. Dzisiaj rano odprawił mszę i jeździł kolejką linową. Górale przyjęli go z niebywałym szacunkiem. Obok Wielkiej Krokwi spotkał się z liczącym trzysta tysięcy tłumem wiernych.

8 czerwca (niedziela).
Za oknem piękna pogoda. Wieje iście rajski wietrzyk. Warto odnotować, że tego roku spotyka się mało stonki ziemniaczanej. Ogórki po chłodnych nocach odradzają się, ale są bardzo słabe. Niektórzy sieją ponownie. Proboszcz nasz powiedział w kazaniu, że premier Cimoszewicz jest guru jakiejś sekty. To samo powiedział o Barbarze Labudzie. Dzisiaj Cimoszewicz spotka się z papieżem w Krakowie. Papież odprawia mszę na krakowskich Błoniach. Kanonizuje też królową Polski – Jadwigę.

15 czerwca (niedziela).
W moim odczuciu ten dzień oddziela wiosnę i lato, o czym mówią przysłowia. Sporo kilometrów zrobiłem dzisiaj rowerem. Pojechałem na grzyby, a przywiozłem czereśni, bo grzybów nie ma. Do domu wracałem w strugach deszczu. Zbyszek doczekał się przywiezionego z zagranicy zachodniego samochodu – peugeota. Dzisiaj rano w radiu podano mój wiersz, zaczynający się od słów Gdyby tak nuty można siać. Wiersze moje żyją własnym życiem. Mało piszę, całkiem zarzuciłem poezję. Praca tak mnie absorbuje, że zabiera mi całą urodę życia. Kiedyż wreszcie wyzwolę się spod jej wpływu? Końca nie widać! Czuję się ludziom potrzebny, potrzebne są też pieniądze. I koło się zamyka. Papież odleciał. Pielgrzymka jego zawiodła zapewne wielu jastrzębi, którzy do swego politykierstwa włączają Kościół. Papież w homiliach łagodził nasze wewnętrzne spory i swary. Nie opowiedział się po żadnej ze stron, nie poruszał tematów wrażliwych. Po tej pielgrzymce widzę Polskę bardziej uładzoną. [VII pielgrzymka Jana Pawła II do Polski odbyła się w dniach
31 maja – 10 czerwca i miała wskazać drogę ku trzeciemu tysiącleciu. Obchodzono też tysiąclecie śmierci św. Wojciecha, doszło do kanonizacji Jana z Dukli oraz beatyfikacji sióstr zakonnych – Marii Bernardyny Jabłońskiej i Marii Karłowskiej. Papież odwiedził 11 miast, oprócz ww. Legnicę, Gniezno, Poznań, Duklę i Krosno – D.N.].

19 czerwca (czwartek).
Wczoraj Zarząd Główny STL zawiadomił mnie, że decyzją jurorów wiersze moje w konkursie Pocka zdobyły II nagrodę. Pomimo sklerozy autora jakiś poziom jeszcze utrzymują. Tylko się cieszyć. Zapraszają mnie do Kazimierza na 27 czerwca po odbiór nagrody. Nie pojadę! Niech przyślą pocztą tę niewielką sumę – 250 złotych.

4 lipca (piątek).
Dzisiaj wieczorem amerykańska sonda kosmiczna wyląduje na Marsie. Ma być bezpośrednia transmisja z tej planety. Czy wszystko, co tam odkryje, zostanie podane do publicznej wiadomości? Jak podaje prasa, 97% atmosfery Marsa stanowi dwutlenek węgla. Dotąd nie potwierdzono istnienia wody w stanie ciekłym. A teraz sprawy mi bliższe. Zmarł Stanisław Lis. A w środę 2 lipca pochowano mojego sąsiada z góry – Jurkiewicza.

6 lipca (niedziela).
Amerykańska sonda marsjańska szczęśliwie wylądowała na powierzchni dalekiej planety. Otworzył się zasobnik, ale pojazd nie chce ruszyć wskutek awarii komputera. Uczeni twierdzą, że uda im się doprowadzić wszystko do porządku. Wczoraj oglądaliśmy kolorowe zdjęcia z Marsa. Pustka, martwota, tam chyba nigdy nie było życia.

7 lipca (poniedziałek).
Powodzie. Powodzie, jakich dawno nie było. Wylewają rzeki na Śląsku, ulice przemieniają się w rwące potoki. I nas nie oszczędzają obfite opady. Stoi woda w ziemniakach i truskawkach. Wielkie bajora przeszkadzają w dotarciu do ogrodów po warzywa. Kładą się zboża. Marsjański pojazd ruszył. Zdaniem amerykańskich uczonych, pierwsze badania pozwalają przypuszczać, że na Marsie była kiedyś woda.

11 lipca (piątek).
Bill Clinton opuszcza Polskę. Wczoraj spotkał się z mieszkańcami Warszawy. Powiedział, że spełnił swą obietnicę, daną Polsce przed trzema laty. Polska została zaproszona do NATO. Nic o was, bez was – powiedział po polsku. Wielka tragedia powodziowa dotknęła całą południową Polskę.

15 lipca (wtorek).
Powódź, jakiej od pół wieku, a może i dłużej nie było, zbiera żniwo. Powoduje straty materialne i sięga po ludzkie życie. Podano dzisiaj, że zginęły już 43 osoby. Teraz mówią w telewizji, że jest to największa powódź w dziejach. Fala na Odrze dotarła do Ścinawy. Zalanych jest 240 miejscowości. Wczoraj żona zaniosła na probostwo trochę żywności. Inne kobiety też noszą.

10 sierpnia (niedziela).
Już prawie miesiąc mija od moich ostatnich zapisków. Ale oto melduję się po długiej nieobecności. Mam się dobrze. Powodem mego zaniedbania jest opracowywanie wspomnień do „Twórczości Ludowej”. Opornie mi to idzie, ponieważ praca wyciska ze mnie wszystkie siły i kiedy wrócę do domu, szukam tylko wypoczynku. Zresztą, w moim wieku życie jest coraz mniej ciekawe. A w kraju działo się dużo, o czym pisałem 15 lipca. Myślę o powodzi na Śląsku. Ogromne zniszczenia. Muszą budować od nowa wsie w położonych wyżej miejscach. Trzeba także odbudować wiele domów w Opolu i Wrocławiu, że wspomnę tylko o tych miastach. Teraz pogoda od dwu dni jest stabilna, ale wcześniejsze deszcze przeszkadzały w sianokosach i tak w ogóle nas nie oszczędzały. A dzisiaj wstaje słoneczny dzień. Na wsi będzie to robocza niedziela. Kombajny koszą.

16 sierpnia (sobota).
Żniwa idą pełną parą. Zbliżają się ku końcowi. Jutro u nas odpust. Na pewno przyjadą dzieci. Jak co roku.

26 sierpnia (wtorek).
Ogłupiała pogoda. Słońce praży jak w środku lata. Temperatury przekraczają 30 stopni. Susza trwa już kilkanaście dni, a tu czas siać rzepaki. W niedzielę Jan Paweł II odprawił mszę na hipodromie w Paryżu. Tam bowiem wyznaczył spotkanie z młodzieżą świata. We mszy uczestniczyło około miliona wiernych. Wszyscy oceniają to spotkanie jako wielki sukces Ojca Świętego. Kwaśniewskiego oskarżył Wołek w swojej gazecie „Życie”, że spotkał się ze szpiegiem rosyjskim Ałganowem. Podał nawet daty i miejsca spotkań. Tymczasem Kwaśniewski dowodzi, że wtedy przyjmował delegacje zagraniczne, a ponadto był u żony w Anglii. Jakby na zawołanie odezwali się Wałęsa i Milczanowski. To chyba kolejny spisek tych panów, a narzędziem jest Wołek -człowiek z natury agresywny, lubujący się w skandalach. Kwaśniewski jako rekompensaty żąda pięciu milionów złotych. A teraz parę słów o moim zdrowiu. Choroba znów mnie dopadła. W czwartek idę do szpitala. Czeka mnie kolejna operacja.

6 września (sobota).
I już szpital mam za sobą. Rany goją się z trudem i obrzęki ustępują powoli. Przykre to dolegliwości. Dzisiaj byłem w szpitalu na wizycie kontrolnej. Lekarz powiedział, że wszystko jest dobrze. Jestem trochę innego zdania. W Anglii żałoba. W wypadku samochodowym zginęła była żona księcia Karola -Diana. Okazuje się, że cieszyła się wśród Anglików niesamowitą sympatią. Dzisiaj pogrzeb. Zostawiła dwóch synów. Z księżną zginął jej kochanek i kierowca, który we krwi miał sporo alkoholu. Prokuratura paryska oskarża fotoreporterów, że pędząc za samochodem Diany doprowadzili do katastrofy.

7 września (niedziela).
Na zawał serca zmarła matka Teresa z Kalkuty. Jan Paweł II określił ją jako kobietę niezachwianej wiary. Może była taka, ale uważam, że to nie wiara stworzyła wielkość matki Teresy, tylko jej praca dla cierpiącego człowieka [Właśc. Agnes Gonxha Bojaxhiu, ur. w 1910 r. w Skopje albańska zakonnica, założycielka Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Miłości, laureatka Pokojowej Nagrody Nobla w 1979 r., przez 45 lat prowadziła w Indiach hospicjum dla umierających, opiekowała się chorymi na trąd i AIDS, ubogimi i sierotami – D.N.]. Jutro idę do lekarza. W szpitalu zbadali mi krew i miałem dużo cukru. Trzeba to badanie powtórzyć. Odstawiłem wszelkie słodycze. Lato nie ustępuje. Jesień śle chmury, ale zanim przez Europę do nas dotrą, gubią po drodze deszcze, marnotrawią wiatry i nad nami przepływają spokojnie, lekko tylko zraszając pola. A potem znowu na niebie zakwita słońce i wysusza ziemię ku rozpaczy rolników. Gmina wyprawia w Czerlejnie dożynki przy ładnej pogodzie.

11 października (sobota).
Ponad miesiąc minął od ostatnich zapisków, miesiąc bogaty w wydarzenia. Odbyły się wszak wybory, które mocno zmieniły scenę polityczną. Zwyciężyła Akcja Wyborcza Solidarność (33,83%), co dało jej 201 mandatów w sejmie. Drugie miejsce zajął Sojusz Lewicy Demokratycznej (27,13%), trzecie Unia Wolności (13,37%), czwarte Polskie Stronnictwo Ludowe (7,31%), a Ruch Odbudowy Polski zyskał 5,56% (tylko 6 mandatów). Liderzy przegranych partii ustępują albo są pozbawiani stanowisk. Unii Pracy nie przewodniczy już Bugaj. W PSL zwolniono z prezesostwa Pawlaka i zastąpił go równie młody Kalinowski. Zrezygnował też Zych, który był przewodniczącym Naczelnego Komitetu PSL. Tymczasem AWS pragnie stworzyć rząd w koalicji z Unią Wolności. Dogadywanie się idzie jednak opornie. Krzaklewski traktuje koalicjanta z góry, ale Balcerowicz wie, że AWS skazany jest na UW. Dlatego pozwala sobie na publiczne fochy. Nie mam wolnego czasu. Od pół roku nie napisałem wiersza, pochłonięty bez reszty moimi wspomnieniami do „Twórczości Ludowej”, którym nadałem roboczy tytuł Truchtem przez życie. Może gra nie jest warta świeczki, jeśli myśleć kategoriami czysto literackimi. Ale gdyby nawet tak było, to wspomnienia będzie kontynuował któryś z moich synów albo wnuków i może nadadzą im postać rodzinnej sagi. A zdrowie moje nie może wrócić do stanu sprzed operacji. Silne antybiotyki doprowadziły mój przewód pokarmowy do katastrofy. Musiałem skorzystać z pomocy lekarza, by leczyć to, co inni uszkodzili. Wyjrzało słońce w południe i za oknem wielkie liście klonu maluje złotymi promieniami.

26 października (niedziela).
Wczoraj byłem w Poznaniu na Zjeździe Oddziału Wielkopolskiego STL. Przyjechało tylko 6 członków i 15 działaczy. Z Lublina przybył dyrektor Biura ZG STL Andrzej Ciota. Obradom przewodniczył dyrektor Toroński. Przedstawiłem sprawozdanie z działalności za okres ostatniej kadencji. Prezesem został budowniczy instrumentów muzycznych Andrzej Men-dlewski, wiceprezesem Ludwik Oleksy, ja sekretarzem, a Henryk Hagel członkiem zarządu. Prezesowanie ciążyło mi bardzo. Nareszcie brzemię to zrzuciłem. Pogoda spłatała nam figla w postaci obfitych opadów śniegu. Dzieciaki to raduje i lepią bałwany. Dziś nie pada. Jest słonecznie. Napisałem moje wspomnienia z myślą o wysłaniu do Lublina. Żona jednak po przeczytaniu powiedziała, że jest to słabe. Dlatego nie wiem, co robić. Chyba dam na ksero, a do Lublina wyślę drugą część, czyli dziennik rozpoczęty w 1985 roku. Pozostała część niech leży w domu. A teraz trochę polityki. Desygnowany na premiera prof. Buzek dobiera ludzi do rządu. W przyszłym tygodniu podobno dojdzie do zaprzysiężenia. Pracuję, kupiłem telewizor. I znów jesteśmy bez pieniędzy.

3 listopada (poniedziałek).
Ksiądz Henryk Jankowski z kościoła św. Brygidy w Gdańsku, duchowy przywódca „Solidarności”, były spowiednik Wałęsy, znany jest z niekonwencjonalnych wypowiedzi. W ubiegłą niedzielę przestrzegał przed Żydami, którzy wchodzą do rządu. Ta antysemicka wypowiedź pojawiła się w czasie, gdy papież szuka porozumienia z Żydami, a więc okazała się niefortunna. Dzisiaj biskup Gocłowski zawiesił ks. Jankowskiego w czynnościach proboszcza na rok. Nie wiem, dlaczego ks. Jankowski nie lubi inaczej wierzących.

6 listopada (czwartek).
Biskup Gocłowski oświadczył, że ks. Jankowski został ukarany za głoszenie polityki z ambony, a nie za antysemityzm.

7 listopada (piątek).
Sekretarz episkopatu Polski – biskup Pieronek ma cięty język. Na pytanie pewnej dziennikarki, co sądzi o wypowiedziach ks. Jankowskiego, odparł, że nie jest psychiatrą i nie ma nic do powiedzenia. Zaś ks. Jankowski po zakazaniu mu przez biskupa Gocłowskiego udzielania wywiadów oświadczył, że będzie głośno myślał.

8 listopada (sobota).
Geremek, podobno pochodzenia żydowskiego, został ministrem spraw zagranicznych. Zaraz też z wielkim pośpiechem pragnie udowodnić, że jest przychylny Kościołowi i na gwałt stara się przeforsować konkordat. Zbędny to pośpiech.

11 listopada (wtorek).
Święto dzisiaj, Polska wypoczywa, wypoczywam i ja. Tylko ja wypoczywam pisząc. Oby coś mądrego. Wczoraj z Biura ZG STL otrzymałem zaproszenie na X Zjazd STL. Kiedy na naszym zjeździe spotkałem się z dyrektorem Ciotą, nic nie mówił, że mnie zaproszą. Może pojadę.

16 listopada (niedziela).
Pochmurno dzisiaj i mglisto. Typowo listopadowo. Byliśmy w Kostrzynie na imprezie z okazji Święta Niepodległości. Warto było pojechać. Profesjonalni śpiewacy z Poznania nakarmili nas pięknie wykonanymi pieśniami patriotycznymi. Wybieram się do Lublina 28 listopada na X Zjazd STL. Może będzie to ostatnie spotkanie ze znajomymi twórcami.

28 listopada (piątek).
Za oknem szaro, pochmurno i tylko dwa stopnie mrozu. Dzisiaj jadę do Lublina na zjazd. Z Poznania mam pociąg przed północą. Nie jadę jako delegat, tak jak było przed czterema laty. Zapraszają mnie. Wolny mam dzisiaj dzień, odpoczywam przed drogą, a ciągniki stoją w kolejce do naprawy. Sił już mi nie staje. Chcę na dłużej robotę przerwać.

30 listopada (niedziela).
Niechętnie zabieram się, by napisać parę słów na temat X Zjazdu STL. Nie chcę karmić się niesmakiem. Napiszę tylko, że jadąc do Lublina z kłopotami znalazłem miejsce w II klasie, a do celu przybyłem po ósmej. Od dziesiątej uczestniczyłem w obradach, po czym po piętnastej wyruszyłem do domu. W wagonie I klasy jechały ze mną dwie panie i prowadziły tak płytką rozmowę, że setnie się wynudziłem. Oddałem się zatem lekturze wierszy Józefa Czechowicza, by do cna nie utonąć w płytkiej paplaninie. W Warszawie na Dworcu Wschodnim wyjrzałem przez okno. Dwaj, może dwunastoletni, chłopcy wymierzali sobie kuksańce. A kiedy pociąg ruszył, wskoczyli do wagonu. Wtem w drzwiach naszego przedziału stanął jeden z nich. W ręce trzymał wizerunek Matki Boskiej i poprosił o wsparcie. Kiedy zaś ani ja, ani jadące ze mną panie, nie sięgnęliśmy po pieniądze, padł na kolana. Powiedziałem, że znam te chwyty i żeby dał spokój. Na stacji w Koninie zawitała do nas z kolei dziewczynka ze skarbonką i oświadczyła, że zbiera datki na dzieci chore na serce. To żebranie również wydało się nam podejrzane i aby dziewczynki nie deprawować, nie daliśmy jej nic. W Poznaniu, gdy czekałem na pociąg do Gułtów, podszedł do mnie o głowę wyższy młodzian i okazało się, że zbiera na żywność. Na tym nie koniec. W pobliżu kasy upatrzył mnie sobie kolejny jegomość i przepraszając kilkakrotnie zapewne chciał o coś poprosić. Ale zanim przeprosiny skończył, odszedłem do dworcowej świetlicy. Wróciłem do domu o północy.

6 grudnia (sobota).
Byliśmy dzisiaj w Kostrzynie. Kupiłem felgę do „malucha”, benzynę, trochę lekarstw, ciśnieniomierz i jakieś drobiazgi. Straciłem półtora miliona. Zarabia się z trudem, a traci szybko. Pochmurno dzisiaj i mokro. Tak już od wielu dni. Rolnicy kończą orki. Pogoda sprzyja tym pracom. Wiosną mniej będzie roboty.

17 grudnia (środa).
Siedzę w domu, przerwałem robotę, aby odpocząć. Dopadły nas mrozy, rano było u nas -15 stopni. Zmiana pogody przyszła nagle. Jeszcze w niedzielę było powyżej zera. Obserwuję polską scenę polityczną, na której główne role grają członkowie „Solidarności”. Liderzy AWS i UW popełniają wiele błędów, pracując w ten sposób na przegraną w przyszłych wyborach. Największe ciury chcą wypłynąć. Domagają się lustracji. Ktoś powiedział, że mają lustrować nawet kominiarzy i listonoszy. A Geremkowi awans na ministra wręcz zawrócił w głowie. Zwrócił się do marszałka sejmu, aby w kuluarach wyznaczono dziennikarzom miejsce, gdzie mogą przebywać, ponieważ zaczepiają go nie tam i nie wtedy, kiedy on ma ochotę na rozmowę. Dziennikarze zaczęli więc go bojkotować. Wtedy przeprosił. Jednym słowem, nie kontroluje swoich poczynań.

18 grudnia (czwartek).
Czytam już któryś raz Pokolenie Bohdana Czeszki. Nie dlatego, że uważam je za dzieło godne uznania, ale oczami pisarza chcę spojrzeć na ówczesną rzeczywistość i na stosunek do niej piszącego. Książka została wydana w 1956 roku w nakładzie 50 tysięcy egzemplarzy. Autor dowodzi w tej książce, że Katyń jest sprawdzianem dla każdego Polaka i był wielkim zagraniem „kulawej małpy Goebbelsa”. I jeśli ktoś powie, że Katyń zrobili Rosjanie, to mamy do czynienia z wrogiem lub idiotą. Ale jeśli powie, że to robota gestapo, można z nim pogadać i pozyskać dla partii [PZPR – D.N.]. Wiadomo, że Broniewski miał córkę Annę. Przed jej śmiercią tęgo pił, a po śmierci wręcz nie trzeźwiał. Tak się złożyło, że Anna zakochała się w Czeszce bez pamięci. Wszystko wskazywało, że niebawem [po wcześniejszym rozwodzie z mężem, dziennikarzem Stefanem Kozickim – D.N.] wyjdzie za niego. Związkowi temu przeciwny był jednak Broniewski i powiedział córce, że Czeszko przed laty żył z jej matką [Janiną Broniewską z domu Kunig, pierwszą żoną Broniewskiego – D.N.]. To było zapewne powodem, że Anna popełniła samobójstwo. Broniewski zdawał sobie sprawę z tego, co uczynił i dlatego aż tak uciekł w alkohol.

23 grudnia (wtorek).
Ciepło od wielu dni. Noce przychodzą w gęstych mgłach, a niebo tonie w chmurach. Na termometrze trzy stopnie. Czytałem dzisiaj ciekawy artykuł o Adamie Mickiewiczu pt. Wieszcz zlustrowany [Z okazji 200. rocznicy urodzin poety w trybunale lustracyjnym zasiedli: M. Chwedczuk, E. Likowska, T. Stefańczyk, P. Wielgosz, J. Zychowicz, „Wiadomości Kulturalne” 1997, nr 51-52, s. 27-29; polemika: D. Nespiak, Z. Ojrzyński, Kresowe paszkwile, „Semper Fidelis” 1998, nr 1, s. 20, 25 – D.N.]. Dowiedziałem się, że matka Mickiewicza, z domu Majewska, była przechrzczoną Żydówką, a ojciec Mikołaj wywodził się z chłopów -Mazurów. Nie był dobrym synem ani bratem. Zaniedbywał matkę, która po śmierci męża sama wychowywała dzieci i żyła w wielkiej biedzie. Wstydził się starszego, kulawego i garbatego brata. Z nauką w szkole radził sobie kiepsko. Repetował klasę. Przejawiał wielką słabość do Izraelitów. Mówił, że jest na pół Lechitą, a na pół Izraelitą, i tym się szczycił. Według żydowskiej kabały zwrot A imię jego będzie czterdzieści i cztery wskazuje na Adama [Dziady. Cz. III — D.N.]. Norwid napisał do Kraszewskiego, że Pan Tadeusz to taki poemat narodowy, w którym jedyną figurą serio jest Żyd. W Turcji tworzył Legion Żydowski. Ożenił się z Żydówką – Celiną Szymanowską. Syn jego Władysław mówił płynnie po hebrajsku. Na kochankę i opiekunkę swoich dzieci wybrał w Paryżu Żydówkę Ksawerę Deybel, z którą zresztą miał córkę. Gdy zmarł, domagała się ona od jego syna Władysława 2000 franków na utrzymanie tego dziecka. Zwierzał się, że nie lubi dzieci, ale mimo to spłodził ich sześcioro. Dzieci jego były rozpuszczone i źle wychowane. Był kochliwy, pierwsze swoje uczucie ulokował w Maryli Wereszczakównie, co nie przeszkadzało mu romansować w Kownie z żoną aptekarza – Kowalską. Do tej pani zalecał się również szambelan dworu – Nartowski i doszło między nimi do rękoczynów. Gdy grali w karty, w pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych, Mickiewicz uderzył rywala w „pysk”, a następnie lichtarzem w „łeb”, aż pani Kowalska zemdlała. Przebywał ponoć w Rosji nie jako zesłaniec, ale jako bywalec tamtejszych salonów. Romansował z Ewą Ankwicz i Marią Szymanowską – matką swojej przyszłej żony. Nie bardzo godził się z nauką Kościoła. Przyczynił się do utworzenia wielu sekt. Jego prywatna audiencja u papieża Piusa IX zakończyła się skandalem. Wykrzyczał papieżowi, że Duch Boży jest teraz w bluzach robotników paryskich. Zdaniem lekarzy cierpiał na paranoję, czego przejawem były napastujące go duchy i zjawy. W jednym z listów zwierzył się, że uchodził długo za „pomieszanego”. Był mężczyzną zaniedbanym. Nie troszczył się o higienę ani o wygląd. Miał ubytki w uzębieniu, nie chodził do dentysty. Nie mył włosów. To tyle o naszym wieszczu. Nie wiem jednak, ile jest prawdy w tym, co przeczytałem i co o tym sądzić?

25 grudnia (czwartek).
Ciepło, 9 stopni. W południe zaświeciło słońce. Jakże świat poweselał. Pojechaliśmy na cmentarz do Czerlejna. Na grobach matki, ojca i Mariana zapaliliśmy znicze.

31 grudnia (środa).
Rano był niewielki przymrozek, a po południu są dwa stopnie. Kończy się stary rok. Dzieciaki strzelają, robią wiele hałasu. My już zabawy mamy za sobą. Odchodzący rok zapisał się dużymi kontrastami. Oto, w Hongkongu odprawiają msze za dusze zabitego drobiu. Wybuchła tam bowiem tzw. ptasia grypa, na którą ludzie są nieodporni. Kilka osób już zmarło. A w USA wyruszyła sonda w kierunku Marsa. Eksperyment powiódł się -pojazd poruszał się po Marsie i odkrył, że była tam kiedyś woda. Te dwa wydarzenia pokazują, jak wielkie kontrasty są na tym świecie. I w Polsce nie trzeba długo szukać, żeby coś podobnego znaleźć. Żegnaj stary roku!