Zastałem piękny świat. Dzienniki 1991 – 2000

Rok 1994

5 stycznia (środa).
Wczoraj byłem u lekarza. Dał mi skierowanie na EKG. Za tydzień odbiorę wynik. Zimę mamy bardzo lekką. Często pada, to śnieg, to deszcz. Mój były dyrektor był u mnie w poniedziałek i zaproponował mi naprawę ciężkich ciągników. Zgodziłem się, bo pieniędzy ciągle mi brakuje. Jutro jadę. W wyborach w Rosji dużo miejsc w parlamencie uzyskała partia Żyrinowskiego. Mimo nazwiska nic z Polską go nie łączy. Głosi populistyczne hasła. Mówił o zmianie polskich granic na rzecz Niemiec i Rosji. Ostatnio odwiedził Niemcy na zaproszenie tamtejszych nacjonalistów. Był też w Bułgarii, którą musiał opuścić w ciągu 24 godzin. Zapowiedział, że przyjedzie do Polski, jeśli go zaproszą. Na to Jerzy Waldorff odparł w telewizji, że powinni go przyjąć w zakładzie psychiatrycznym w Tworkach. Mam wątpliwości, czy nasz rząd doczeka roku. Zapowiedziano podwyżki czynszu, centralnego ogrzewania i ciepłej wody o 69%. Zdrożeje też energia elektryczna, benzyna, ropa. Spowoduje to wielkie niezadowolenie, może nawet strajki i manifestacje. Dobrze, że nie mam ciepłej wody, bo to drogi luksus. To tyle na początku roku.

8 stycznia (sobota).
Zabiegi prezydenta o przyjęcie do NATO zbywane są obietnicami przez Europę Zachodnią, a Stany Zjednoczone tworzą dziwny związek państw Partnerstwo dla Pokoju. W ten sposób pragną rozmydlić dążenia Polski, która pragnie wyrwać się spod wpływów Rosji. Wczoraj w Warszawie spotkali się przedstawiciele Clintona z Wałęsą. Przekonywali go, że Partnerstwo dla Pokoju jest korzystne dla Polski. Spotkał ich zawód. Wałęsa rozsierdzony – jak tylko on rozsierdzonym być potrafi – oświadczył, że nie poprze europejskich planów USA. Byłaby to porażka Clintona. Solidaryzuję się z Wałęsą.

29 stycznia (sobota).
Pracuję w pewnym nieogrzewanym warsztacie. Deszcz pada bez umiaru, natomiast w Stanach Zjednoczonych szaleją nienotowane od lat mrozy. Są bogatsi, stać ich na węgiel, gaz czy energię elektryczną. Pomimo to już ponad sto osób u nich zmarło. Los Angeles nawiedziło silne trzęsienie ziemi. Zginęło około 50 osób, a wiele domów i wiaduktów legło w gruzach. U nas na wsi nic godnego do odnotowania się nie dzieje. Rząd przygotowuje budżet. Wojsko wielkim głosem domaga się 58 bilionów złotych. Rząd daje 48. Tu i ówdzie zarzuca się wojsku, że jest postkomunistycznym reliktem. Papież w Rzymie ostrzegł, że Antychryst jest wśród nas. Początek roku otwiera nam zatem horyzont mroczny, groźny. Zbliża się czas apokalipsy, gotujmy się na śmierć. Oby się to nie sprawdziło.

30 stycznia (niedziela).
Pada gęsty śnieg. W tym roku rzadko sięgam po pióro. Niczego poetyckiego nie napisałem. Czasem tylko tak od niechcenia zanotuję to i owo. Praca absorbuje mnie bez reszty. Bywa jednak, że z lat dzieciństwa przywołuję obrazy, które dotąd umykały wspomnieniom. Oto, pewnego dnia w słoneczne, sierpniowe południe chodzę po podziedzicowym ogrodzie, zarośniętym chwastami powyżej głowy. Ogród od zawsze kusił owocami. Po latach jednak zdziczał i rzadko kto go odwiedzał. Przedzierając się przez chwasty, docieram w ostępy, które szczególnie upodobało sobie zielsko. I nagle spotykam tam małą jabłoń, nie większą od chwastów, na której wiszą dorodne, kremowe owoce – kruche, słodkie, pachnące papierówki. Takich krótkich wspomnień mam wiele i od czasu do czasu swoim piórem ocalam je od zapomnienia.

16 lutego (środa).
Imieniny matki. W przeszłości z tej okazji spotykaliśmy się wielokrotnie. Co to były za piękne lata! Jaki byłem młody, radosny, zauroczony życiem, beztroski. Trwa zimowa olimpiada w norweskim Lillehammer. Sport zimowy nigdy nie wzbudzał jednak we mnie emocji. Nic na to nie poradzę, ale tak jest. Chwilowo przerwałem pracę i siedzę w domu. W kraju niepokoje. Na Śląsku strajkowało siedem kopalni. Górnicy otrzymali podwyżki. Dzisiaj odbywa się referendum w innych wielkich zakładach Śląska w sprawie podjęcia strajku. Pewne siły rozrabiają w kraju, by doprowadzić do upadku rządu i nowych wyborów. Wykorzystują niezadowolenie z ostatnich podwyżek.

20 lutego (niedziela).
Mróz nie folguje, mamy za to dużo słońca. Rano było -10 stopni. Trochę wygasły strajki, chociaż przewodniczący „Solidarności” je podsyca. Może to uspokojenie ma drugie dno, bo niby dlaczego biskup Pieronek był w pewnej kopalni. Powiedział ludziom kilka słów i przestali strajkować. Dlaczego wczoraj marszałek sejmu Józef Oleksy, były sekretarz PZPR, modlił się na kolanach przed obrazem Matki Boskiej w Częstochowie. Nie wiem, co jest grane. Jak rozumieć jego nagłą pobożność? Biskupa natomiast rozumiem, chciał okazać swoje wpływy, moc polskiego Kościoła. W połowie marca pod obrady sejmu idzie konkordat, podpisany przez poprzedni rząd ze Stolicą Apostolską.

26 lutego (sobota).
W czwartek otrzymałem list od pana Donata Niewiadomskiego. Ukończył opracowywanie mojego tomiku i proponuje mi tanią lubelską drukarnię. Przy nakładzie 200 egzemplarzy koszt wyniesie pięć milionów. Może pieniądze na druk bym zarobił, ale szkoda ich, kiedy są duże potrzeby domowe. Myślę o wykupie mieszkania. Wałęsa znów rozpętał wojnę. Tym razem z sejmem. Jego zaufani ludzie opracowali projekt konstytucji, lecz posłowie ten projekt odrzucili. Poczuł się więc urażony. Psioczy teraz na lewo i prawo swoją okraszoną sprzecznościami zaściankową polszczyzną. Pewien redaktor napisał, że Wałęsa pogniewał się, zabrał zabawki i poszedł bawić się na swoje podwórko. Nic dodać, nic ująć.

6 marca (niedziela).
Urodził nam się wnuk. Dano mu imię Paweł. Mamą jest nasza synowa Elżbieta, a ojcem syn Mirek. Paweł urodził się w czwartek 3 marca 1994 roku. Witamy Cię mały smyku całym sercem!

11 marca (piątek).
W dalszym ciągu pracuję. Mało mam czasu na zapiski i czytanie. Kraj ogarnęły strajki. „Solidarność” pokazuje swoją siłę. Chyba dzisiaj stały koleje. Najdziwniejsze jest to, że strajki popiera Wałęsa. Jego rzecznik powiedział, że koalicja nie wywiązuje się z obietnic wyborczych.

19 marca (sobota).
Święty Józek przywiózł piszczałek pełen wózek – tak mówi nie wiadomo jak stare przysłowie. Dzisiaj św. Józek jednak zbuntował się i przywiózł pełen wózek śniegu. Biało wokoło. Taką to niespodziankę sprawił nam mój patron. Strajki nie gasną. Wczoraj spotkali się związkowcy z premierem. Może to ostudzi rozpalone głowy. Mój tomik trafił do drukarni w Lublinie. Już tam posłałem dwa miliony. Byłem 16 marca w Poznaniu na posiedzeniu Zarządu Oddziału Wielkopolskiego STL. Omawialiśmy plan pracy na najbliższe miesiące. Naszą informację dla Wydziału Kultury Urzędu Miasta w Poznaniu przygotowała mgr Aleksandra Wojciechowska.

3 kwietnia (niedziela).
Praca całkowicie oderwała mnie od moich zainteresowań. Jeszcze kilka dni tak będzie, a potem powrócę do swego normalnego życia. Mam wiele zaległości. Muszę naprawić „malucha”, mam coś do zrobienia u Mirka, trzeba skopać ogródek. Wczoraj wyciągnąłem mój stary rower i ruszyłem na swoją „ścieżkę zdrowia”. Stęskniliśmy się za sobą. Pomimo że już kwiecień, nie usłyszałem skowronka. Widziałem natomiast pliszki, czaple i dzikie gęsi. Biblioteka Publiczna i Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury w Kostrzynie uczestniczą w kosztach wydania mojego tomiku. Pan Donat Niewiadomski dużo mi pomaga, pośredniczy między mną a drukarnią w Lublinie. Nie wiem, jak mu się odwdzięczyć. Pisał mi, że po świętach tomik będzie gotów do pierwszej korekty. Dzisiaj nasz maleńki Pawełek odbędzie pierwszą podróż do kościoła. Jedziemy z Januszem do Swarzędza na jego chrzest. Janusz „trzyma” do chrztu. Z kim? Nie wiemy! Żona brata Elżbiety może być bowiem w ciąży, a podobno, gdy do chrztu trzyma kobieta w ciąży, jedno z dzieci – nienarodzone albo to „trzymane” umrze. Od kilku dni mamy prawdziwą wiosnę – dużo słońca, ciepło. Należy się to roślinom i ludziom. Nareszcie mam chwilę oddechu po wyczerpującej pracy przy budowie domu u Mirka. Jutro ogólnopolski strajk. Od kilku dni strajkują górnicy węgla kamiennego. Oni to chyba wkrótce zapomną, jak wygląda fedrowanie. Uczyli się ci nasi przywódcy związkowi i niczego się nie nauczyli. Bez pracy nie ma kołaczy, panowie. Przy pomocy „Solidarności” gospodarka coraz bardziej upada.

1 maja (niedziela).
Rano przeszła pierwsza tej wiosny burza. Jest chłodniej i wieje północny wiatr. Strajki w kopalniach węgla brunatnego zawieszono. Wczoraj znów skaptowano mnie do pracy. W jednym z zakładów będę naprawiał kombajn zbożowy. Wyrzekałem się roboty jak żaba błota, ale kiedy przyszło do rozmowy, zgodziłem się i pojechałem. Cóż, potrzebne pieniądze. Nie wiem, ile tomik będzie kosztował. Pewien ksiądz podczas mszy w radiu powiedział, że religia to zjednoczenie z Bogiem. I te słowa trafiają w sedno moich przekonań. Wiem też, że tego zjednoczenia nikt mi nie zapewni – ani ksiądz, ani kościół. A papież Jan Paweł II złamał nogę, gdy kąpał się w łazience i przebywa w szpitalu. Podobno chce wrócić do Polski, tu dożyć swych dni i tutaj być pochowanym.

10 maja (wtorek).
Dzisiaj wieczorem ma być częściowe zaćmienie słońca. Rzadkie to zjawisko zapewne obejrzę. Trzeba mi posłać wiersze na konkurs Pocka.

13 maja (piątek).
Chyba niebo pogniewało się na nas, bo wczoraj ukarało wioskę gradobiciem. Był grad, jakiego dawno nie widzieliśmy.

22 maja (niedziela).
Zielone Świątki. Które to już w moim życiu? Chyba 59. Cudowne to było święto w czasie mojej młodości, kiedy jeszcze były dwa świąteczne dni. Stroiliśmy domy tatarakiem i gałązkami brzozy. Mama piekła placek, zarzynała kurę lub kurczaka. W tygodniu rzadko jadło się mięso, więc w świąteczne dni tym bardziej smakowało. Żona poszła do kościoła, a ja siedzę i piszę.

29 maja (niedziela).
W piątek powrócił papież ze szpitala do swych apartamentów w Watykanie. Poruszał się o własnych siłach. Czekam na tomik. Ciekawi mnie szata graficzna okładki, które wiersze weszły do tomiku i jakie są w nich poprawki. Trwa sprzedaż mieszkań w pegeerze. Oczekuję wyceny. Przyjemnie będzie żyć ze świadomością, że to, co mnie otacza, jest moje.

2 czerwca (czwartek).
Przyroda nadal nie sprzyja sianokosom. Ci, co wcześniej łąki skosili, „kradną” po kilka wozów siana między jednym a drugim deszczem. Wałęsa oficjalnie zapowiedział udział w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Nie dam mu kreski, bo chociaż jest człowiekiem rzutkim i zdecydowanym, to jego ignorancja przekreśla go jako prezydenta. Może się jednak zdarzyć, że w szranki z nim stanie ktoś obdarzony większymi negatywami i wtedy nasz niewydarzony prezydent ma szansę na dłużej zamieszkać w Pałacu Namiestnikowskim. Sejm nadal odkłada ratyfikację konkordatu z Watykanem. Prymas Glemp powiedział, że jeśli sejm nie ratyfikuje, to świat się nie zawali, może natomiast rozwalić się sejm. No i będziemy mieć nową apokalipsę. We wtorek z naszej spółdzielni mieszkaniowej, podlegającej Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa, otrzymałem propozycję kupna mieszkania. Oczywiście, skorzystam. Za około cztery miliony kto by nie kupił?

3 czerwca (piątek).
Choć tradycyjnie w Boże Ciało pada, wczoraj była piękna pogoda. Za to dzisiaj mamy intensywny deszcz. Wykupiłem mieszkanie z chlewikiem i garażem. Czekam na notarialny zapis. Fryzjer w Kostrzynie zapytał, czy to moje zdjęcie jest w „Kostrzyńskim ABC”. Potwierdziłem. Zaraz też kupiłem gazetę, w której pani Hadyńska przedstawiła mnie w ciepłych słowach. Dziękuję jej za to.

12 czerwca (niedziela).
Zbliżają się wybory do samorządu. Komu dam kreskę? Chyba mojemu byłemu dyrektorowi. Moim zdaniem jest najbardziej światły, ma największe doświadczenie i siłę argumentu. Rozkwieciła się wiosna w parku, przy drogach, na polach. Akacje kwitną, róże, maciejka, bławatki, maki, rumianek. Kto te wszystkie kwiaty zliczy? Zboża rozsiewają miłą woń. Zielone kłosy potrząsają żółtymi kwiatuszkami. Siano zwieziono do stodół albo sprasowane leży jeszcze na łąkach. Połykam masę tabletek na nadciśnienie. Przyszedł na mnie zły czas.

15 czerwca (środa).
Już od kilku lat o tym dniu piszę z sentymentem. Oto mija wiosna, a za kilka dni na tronie zasiądzie lato. Wiosna odchodzi do wspomnień jako chłodna, deszczowa, a więc niemiła. Strajkują huty w Katowicach i Warszawie, w której większość udziałów mają Włosi. Marszałek sejmu Oleksy skrytykował prymasa Glempa i stwierdził, że każdy chciałby mieć demokrację wedle swoich wyobrażeń. Rzeczywiście, Glemp mówi o demokracji i zarazem dąży do obwarowania przykazań kościelnych prawem karnym.

18 czerwca (sobota).
Wczoraj z Zarządu Głównego STL otrzymałem wiadomość, że moje wiersze w konkursie Pocka otrzymały II nagrodę. Zapraszają mnie do Kazimierza na doroczny Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych, gdzie 24 czerwca około godziny dwudziestej wręczą mi tę nagrodę. Oczywiście, że nie pojadę. Żona tego dnia wyjeżdża bowiem do Niemiec. Niech nagrodę przyślą pocztą.

19 czerwca (niedziela).
Oddałem dzisiaj głos na mojego byłego dyrektora. Podczas Konferencji Episkopatu Polski biskupi na czele z prymasem Glempem psioczyli na obecny parlament, który odkłada ratyfikację konkordatu. Z kolei w radiu pojawiły się apele Kościoła o udział w wyborach i głosowanie na „odpowiednich” kandydatów, tzn. wiernych Kościołowi. Tym zaognili atmosferę w kraju.

21 czerwca (wtorek).
Mój były dyrektor zwyciężył w wyborach i wszedł do samorządu gminnego. Napisał do mnie Donat Niewiadomski, że tomik jest już gotowy i na początku lipca go otrzymam. Rozmawiałem telefonicznie z Bronisławem Suchym. Dowiedziałem się, że w konkursie Pocka otrzymał III nagrodę, a jego żona Maria pierwszą. Piękne osiągnięcia. Pismem do Zarządu Głównego stworzyłem pani Marii możliwość uczestniczenia w konkursie, chociaż nie jest członkiem STL. To był mój dobry krok. Teraz powinna wystąpić o przyjęcie do STL-u. A swoją drogą to wielka satysfakcja, że trzy pierwsze nagrody w konkursie zdobyli członkowie Oddziału Wielkopolskiego STL i poeci przez ten oddział pozytywnie zaopiniowani.

23 czerwca (czwartek).
Dzisiejszy „Poznaniak” drukuje wspomnienia mojej żony podpisane godłem „Wincenta”. Wróciłem przed chwilą z długiego spaceru. Dmie chłodny wiatr. Gna po niebie białe, postrzępione chmury, które chwilami zakrywają słońce. Mocuje się z drzewami, jakby chciał je wyrwać z korzeniami i ponieść na swym grzbiecie, hen, gdzie kończy się ziemia. Wszedłem w rozległy łan dorodnej pszenicy, kołysany porywami wiatru. Trzeba uważać, aby samemu nie rozkołysać się w rytm źdźbeł.

25 czerwca (sobota).
Wczoraj wyprawiłem żonę i wnuczkę Anię do Niemiec. A dzisiaj pojechałem do Tulec. Tam wstąpiłem na cmentarz, gdzie chciałem pomodlić się przy grobie mojego ojca chrzestnego Czesława Heidenbarda. Niestety, mimo usilnych poszukiwań, grobu nie znalazłem. Potem udałem się do kościoła, w którym byłem jedyny raz w życiu – w 1936 roku podczas chrztu. Akurat trafiłem na mszę żałobną. Umarła jakaś kobieta. Po mszy stanąłem przed chrzcielnicą, gdzie przed laty przyjąłem chrzest. To było dla mnie wielkie przeżycie. Tego opisać ani opowiedzieć nie jestem w stanie. Nawet nie silę się na to.

26 czerwca (niedziela).
Dzisiaj rano w radiu ogłoszono wyniki konkursu Pocka. Oczywiście nazywam się Chojnowski i mieszkam w Gułtawach. Już tyle lat przekręcają moje nazwisko i nazwę wioski. I robią to pomimo moich sprostowań. Byłem dzisiaj w Śródce, czyli w tej wiosce, w której się urodziłem. Nikogo, z kim mógłbym porozmawiać, nie spotkałem. Potem pojechałem do Czerlejna na cmentarz, gdzie akurat ksiądz celebrował mszę przy nowo zbudowanej kaplicy. Po mszy poświęcił ją i zapowiedział, że w przyszłą niedzielę odbędzie się w Ługowinach poświęcenie krzyża. Zaznaczył przy tym, że właśnie krzyża Ługowinom brakowało. To prawda, że w Ługowinach krzyża nie było, ale przecież w trakcie swego istnienia tylko parę lat należały one do Polaka, a ich właścicielami byli przeważnie niemieccy protestanci.

29 czerwca (środa).
W dniu 25 czerwca przysłano mi mój upragniony tomik Orząc w słowach Przyznam, że zrodził we mnie mieszane uczucia. Nie będę się wypowiadał. Jest, jaki jest [Liczący ponad osiemdziesiąt stron tomik wydrukowała Pracownia Poligraficzna „Zawisza” w Lublinie – D.N.]. Oj, te upały. Dobrze, że jutro ma być chłodniej. Dobrze, bo mam rozgrzebaną robotę u pewnego gospodarza w Trzeku i to wewnątrz kombajnu. Jest w nim tak duszno, że wylewam siódme poty.

9 lipca (sobota).
Wczoraj zmarł dyktator Korei Północnej Kim Ir Sen. Śmierć ta może wiele zmienić na świecie. Ostatnie napięcia spowodował właśnie zmarły dyktator, gdy nie dopuścił inspektorów ONZ do skontrolowania swych instytutów atomowych. W związku z tą śmiercią Korea Południowa postawiła swe wojska w stan gotowości bojowej. Bill Clinton odwiedził kraje nadbałtyckie i Polskę. Obiecał w sejmie szybkie przyjęcie Polski do NATO. Nie podał jednak daty.

17 lipca (niedziela).
Żona jest w kościele, a ja obawiam się, że jeśli tak często będzie chodziła do kościoła, to aniołki mogą mi ją zabrać i zanieść do nieba. Bóg wie, że nie miałyby z nią łatwo. Pomimo niedzieli kombajny wyjechały w pole. Młócą rzepak. Bez względu na to, kto w Warszawie rządzi, to prosty człowiek na wsi żniwuje jak dawniej w niedziele i święta. U nas na wsi zmienia się tylko pogoda. W przyszły poniedziałek przyjeżdża notariusz, by wręczyć nam akty własności mieszkań. Od tego dnia te 53 metry kwadratowe mieszkania, chlewik i garaż staną się prawnie moje i żony.

14 sierpnia (niedziela).
Dzisiaj u nas odpust. Jutro będzie w Czerlejnie. Chłodno, tylko 12 stopni. Wieje północno-zachodni wiatr, a rozpędzone chmury zakrywają słońce. Poranki przynoszą obfite rosy. Zboże zawija się wtedy na ślimaku podajnika i z każdym dniem omłoty będą trudniejsze. Wiem to z wieloletniej praktyki. Na polach pozostało jednak już niewiele zbóż, stygnie żniwna gorączka. Zbliża się za to termin siewu rzepaku.

15 sierpnia (poniedziałek).
W ubiegłym tygodniu przysłano mi z Biura ZG STL kwartalnik „Twórczość Ludowa” (1993, nr 1-2). Są w nim dwa moje wiersze dla dzieci: Baranek i Bocian. Poza tym dużo opracowań naukowych, recenzji. Wiele miejsca poświęcono zmarłemu w 1982 roku Stanisławowi Buczyńskiemu. Na pewno zasługuje na pamięć. Liryka jego przerasta poziomem poezję ludową. Buczyński był człowiekiem na wskroś szczerym, co zresztą nie zawsze jest cnotą. Nie ukrywał swych sympatii, a antypatie wyrażał bez względu na okoliczności. Spotkałem się z nim m.in. w 1979 roku w Markuszowie z okazji podsumowania konkursu Jana Pocka. Byliśmy wtedy przy grobie Pocka, a Buczyński klęcząc recytował tam jakiś wiersz. Głos mu drżał. Wieczorem wspomniałem, że bardzo się wzruszył podczas recytacji. Zaprzeczył i powiedział, że klęczał na kamieniu i ból mu dokuczał. Według mnie to jednak nie ból spowodował drżenie głosu. Buczyński naprawdę nie panował nad głosem. Cóż, miejsce recytacji miało swoją wagę. Nie zapomniano też w „Twórczości Ludowej” o Władysławie Kuchcie z Mołodutyna. Z Kuchtą spotkałem się w 1981 roku w Markuszowie. Mały, niepozorny usiadł obok mnie bez słowa powitania i dopiero po chwili się przedstawił. Wyznał, że często pisze nocą. Dla przykładu pokazał mi taki wiersz, poświęcony Janowi Pawłowi II. Poprosiłem, aby dał mi go do przeczytania, ale nie zgodził się na to. Następnie spotkaliśmy się na zorganizowanych przez STL w Lublinie Ogólnopolskich Spotkaniach Poetyckich. Nocowaliśmy w jednym pokoju. Kuchta był bardzo skromnym i dobrodusznym człowiekiem. Szkoda, że nie ma go wśród nas.

21 sierpnia (niedziela).
Jeszcze w polu coś do skoszenia zostało, ale dni są tak nieprzychylne żniwom, że trudno je zakończyć. Przeszkadzał i mnie deszcz, kiedy naprawiałem ciągnik na podwórzu. Jeszcze mam w pewnym gospodarstwie rozpoczętą robotę. Gdy ją skończę, wyjdę na prostą i trochę odsapnę. Co za paradoks – jestem na emeryturze, a myślę o odpoczynku. Wyraźnie zjesienniała nam okolica. Od rana świeci słońce. Złote promienie zrodziły długie już cienie. Niby nic się nie zmieniło. Liście na drzewach zielone, zielona trawa za oknem, ale barwa słońca, inny kąt padania promieni, zaorane pola i te mgły o poranku – jakże to wszystko wymowne. Bez słów natura mówi o schyłku lata. Chyli się lato // chyli // słychać jesieni kroki // O rude ścierniska // kaleczą brzuchy obłoki — cytuję z pamięci. Tak kiedyś pisałem. Jesień to u mnie najbardziej płodna pora roku.

25 sierpnia (czwartek).
Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury w Kostrzynie wykupił ponad sto egzemplarzy mojego tomiku i rozprowadza je w szkołach i bibliotekach na terenie gminy. W ten sposób bardzo mi pomaga.

26 sierpnia (piątek).
Ciepło. Pojechałem rowerem na grzyby. W Drzązgowie na ściernisku obok byłej szkoły zauważyłem tłum gapiów, których przywiodła motolotnia. W Kobylnicy odbywały się mistrzostwa świata i jakiś Belg wylądował w pobliżu wsi z powodu braku benzyny. Kupił benzynę i przy pomocy dzieci wystartował, żegnając nas z góry machaniem ręki. Szukał wiatraka w okolicy Karolewa. Wskazaliśmy kierunek, ale nie potrafiliśmy wytłumaczyć, że tego obiektu już nie ma.

28 sierpnia (niedziela).
Dawne wrześnie jawią mi się w pamięci jako słoneczne, pełne złocistych i srebrnych ros, a zarazem długich, mrocznych, bezwietrznych wieczorów, które sprzyjały dziecięcym zabawom. Często wspominam te wieczory łagodnie chłodne, tajemnicze, oblane niekiedy poświatą księżyca. Oj, wieczory beztroskie, odeszłyście na zawsze, zostawiając ból jak po stracie najbliższej osoby. Żyjecie jedynie we wspomnieniach. Prymas Glemp podczas wygłoszonego w Częstochowie kazania zarzucił urzędowi Rzecznika Praw Obywatelskich, że nie wypełnia swych obowiązków, nie dąży do ograniczenia przemocy w telewizji, nie zapobiega rozprzestrzenianiu pornografii. Z kolei rzecznik – prof. Zieliński ostro zareagował na tę krytykę. Wyraźnie nie lubią się ci panowie.

22 września (czwartek).
Już jesień. Chłodna i deszczowa. Nadal naprawiam ciągnik. Waldemar Jóźwik przysłał mi tom poezji Talenty Jóźwika z Wąglan, w którym zamieścił dwa moje wiersze. Jego zajmują natomiast 1/3 tomu. Pozostałe to wiersze laureatów konkursu „Szukamy talentów wsi”. Ale połowa tych wierszy jest mierna, a eksponowanie siebie przez Jóźwika trąci doprawdy przesadą. W dodatku, wcale nie jestem talentem Jóźwika. Jeśli już, to swoim, własnym.

25 września (niedziela).
W piątek pojechałem na grzyby. Leciały nici babiego lata. Czepiały się moich rąk, włosów, roweru. Przywiozłem trochę grzybów, bo ostatnio jest urodzaj. W lesie ruch: ludzie, rowery, motorowery, motocykle. Rozumiem, jeśli ktoś do lasu przyjedzie rowerem, bo jest to zdrowe i ekologiczne, ale motorowery i motocykle powinny zniknąć. Pan Wałęsa znów zachowuje się w sposób niegodny prezydenta. Odwołał, chociaż nie ma takiego prawa, członków Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Nie jest to pierwsze złamanie prawa przez Wałęsę, ale prymas Glemp skrytykował tych, co chcą za to postawić prezydenta przed Trybunałem Stanu. Natomiast biskup Pieronek powiedział, że nic nie rozumie z tego, co robi prezydent i musi na nowo uczyć się prawa.

2 października (niedziela).
Mamy coraz więcej jesieni. To chłodem nas doświadczy, to przymrozkiem, to chmury zawiesi nad nami, to znów z łańcucha spuści północny wiatr. I tak doprowadzi nas do zimy.

9 października (niedziela).
Mam kilka dni przerwy w pracy przy naprawie ciągnika. Wczoraj naprawiałem swego „malucha”. Teraz czas zabrać się do roboty u Mirka w Swarzędzu. W tym roku nie napisałem ani jednego wiersza, ponieważ byłem cały w skowronkach z powodu wydania tomiku. Ale potrzeba pisania narasta we mnie. Czuję to wewnętrzne wzbieranie. Kiedy znajdzie ujście? Nie wiem! Wiem natomiast, że praca temu przeszkadza. Muszę się śpieszyć, aby jak najwięcej okruchów serca po sobie zostawić. Pochmurno dzisiaj i 7 stopni ciepła. No cóż, jesień. Klon za oknem rdzewieje, a nawet wchodzi w czerwień. Jesion traci żółte liście. Tylko pod drzewami trawa zielona, krzewy zielone i myśli u mnie młode, zielone, na przekór ciału.

13 października (czwartek).
Ostatnie dni przyniosły nam ożywioną działalność prezydenta, innych dostojników państwowych i Unii Wolności. Sprawcą zamieszania jest prezydent, który spiskuje z generałami przeciwko ministrowi obrony narodowej Piotrowi Kołodziejczykowi. Na poligonie w Drawsku generałowie zagłosowali przeciwko ministrowi, tylko dwu wstrzymało się od głosu. Wczoraj Klub Parlamentarny Unii Wolności zaprosił prezydenta na swe posiedzenie. To, co się tam działo, można uznać za jeden z najciekawszych spektakli telewizyjnych ostatnich lat. Z ekranu emanowały olbrzymie emocje. Mówcy, w tym Kuroń, zarzucali Wałęsie bezprawie. A na koniec prezydent rozsierdził się i zapewnił posłów, że nie zejdzie z obranej drogi, ponieważ to on ma rację.

6 listopada (niedziela).
Jesień jest nam przychylna. Obdarza nas ładną pogodą. Posłałem dzisiaj żonie Bronisława Suchego -pani Marii deklarację przynależności do STL. Napiszę też do parającej się pisaniem Marianny Maćkowiak z Bukowca Górnego w woj. leszczyńskim. Tak sobie myślę, że w mojej poezji muszę coś zmienić. Chodzi mi o tematykę. Muszę stworzyć kilkanaście wierszy na temat sobie narzucony. Wiem, że to nie będzie łatwe, ale konieczne, gdyż w ten sposób odejdę od powielania samego siebie, od wierszy wtórnych.

20 listopada (niedziela).
Niedziela prawdziwie listopadowa, ciężka od nadmiaru chmur. Ponury krajobraz z zalegającymi mgłami źle wpływa na samopoczucie, ale trzeba to przeżyć. Aby do wiosny! Od paru dni siedzę w domu. Po cichu liczyłem, że dłużej odpocznę po uciążliwej pracy, ale wczoraj dzierżawca znów do mnie trafił i jutro jadę do roboty. Wyraźnie dają im się we znaki częste awarie dużych ciągników, tak bardzo teraz jesienią potrzebnych do orki. Suchy napisał mi, że otrzymał już nagrodę za konkurs Pocka. Ze mną sprawa ma się inaczej. We wrześniu Biuro ZG STL złożyło mi propozycję wykupu 40 egzemplarzy mojego tomiku Słowa słońcem wezbrane (Lublin 1988), wydanego w ramach Biblioteki STL. Zaproponowali 5 tysięcy za sztukę. Nie odpowiedziałem, ponieważ nie miałem na ten cel pieniędzy. Poza tym mam egzemplarze tomiku, który niedawno sam wydałem. Pod koniec października przyszła jednak z Lublina przesyłka, a w niej aż 75 tomików. Zdziwiło mnie to. W dwu ratach chciałem zapłacić 375 tysięcy. Ale coś mnie tknęło. Zastanowiłem się, czy te tomiki nie są formą nagrody za II miejsce w konkursie Pocka. Jeśli Suchy za III miejsce dostał milion, to ja za drugie powinienem dostać przynajmniej półtora. A jeśli tak, to za tomik policzono mi 20 tysięcy złotych. Pięknie to sobie wykalkulowali. A początkowo proponowali mi po 5 tysięcy.

26 listopada (sobota).
Przypomniałem sobie, że 24 października tego roku 102. rocznicę urodzin obchodził mieszkaniec Gułtów -Stanisław Wojciechowski. Jego recepta na długie życie, to zdrowe pożywienie, zwłaszcza odżywianie się polewką, niepalenie papierosów i poczucie humoru. W Zakopanem dokonano ekshumacji zwłok Stanisława Ignacego Witkiewicza (Witkacego), pochowanego tam w 1987 roku z wielkimi honorami. Zwłoki sprowadzono wtedy z ZSRR, gdyż 18 września 1939 roku Witkacy na wieść o wkroczeniu Sowietów do ówczesnej Polski popełnił w Jeziorach na Polesiu samobójstwo. Trumnę odkopano z powodu wątpliwości, czy spoczywają tam rzeczywiście szczątki Witkacego. Mówi się powszechnie, że w trumnie znajdowała się kobieta.

4 grudnia (niedziela).
Oto mamy Barbarę po wodzie, a zatem będzie mroźna Gwiazdka. Oczywiście, jeżeli spełni się ludowa prognoza. W kościele ksiądz żalił się, że czterech młodych ludzi zatarasowało mu frontowe drzwi w plebanii, uniemożliwiając wyjście. Na koncercie w hali widowiskowej Stoczni Gdańskiej wybuchł pożar. Czynne było tylko jedno wyjście. Kilka osób zginęło, dużo uległo poparzeniu, mnóstwo przebywa w szpitalach.

20 grudnia (wtorek).
Wczoraj byłem u lekarza, a dzisiaj w Kostrzynie zrobiono mi EKG. W Środzie pobrano krew. Ile to kilometrów trzeba zrobić, żeby się leczyć. Trzeba mieć zdrowie. Wyniki już mam, ale nie wszystko dla mnie jest jasne. Armia rosyjska podbija Czeczenię, która ogłosiła niepodległość. Ta republika kaukaska już od kilku wieków walczy z Rosją o niezależność. Jej stolica Groźny jest bombardowana i ostrzeliwana z dział. U nas rozszerza się strajk głodowy w służbie zdrowia. Strajkują też górnicy w kopalni miedzi, żądają większych płac. „Solidarność” podgrzewa atmosferę. Mówi się, że dąży do spowodowania upadku rządu, sejmu i nowych wyborów. Rząd nie chce rozmawiać.

22 grudnia (czwartek).
Dzisiaj o godzinie 6.30 minęło mi 59 lat. W życiu człowieka to dużo. Wielu moich kolegów odpadło w przedbiegach. Wypadło mi żyć w okresie wielkich przemian. Urodziłem się w kapitalizmie, przeżyłem jako dzieciak okupacyjną i powojenną biedę. Utwardziła się ona w mej pamięci. Byłem świadkiem uszczęśliwiania Polaków reformą rolną, a potem prześladowania tych chłopów, którzy nie chcieli wstąpić do spółdzielni produkcyjnych. Przeżyłem pranie mózgu w 1952 roku, kiedy prawie cztery miesiące byłem na kursie traktorzystów w Jankowicach za Poznaniem. Hasło, które tam wisiało w świetlicy, pamiętam do dziś: Uzbrojeni w ideologię marksizmu-leninizmu orać będziemy miedzę i psychikę ludu wiejskiego. Miedze oraliśmy, z psychiką wyraźnie nam nie wyszło. Do partii nie wstąpiłem, ponieważ uważałem, że Polska jest okupowana przez Związek Radziecki. To powiedziałem wprost tym, którzy mnie werbowali. Sobie wtedy zaszkodziłem, ale nie żałuję tego. Przeminęła tamta rzeczywistość i oto mamy inną orientację. Śledzę zachodzące zmiany, zmagania nowych przywódców. Widzę ich błędy i dziwi mnie ich dobre samopoczucie. Ludziom utarczki na górze przypominają dawne karczmy. W przyszłym roku wybory. Astrolog w „Nie” przepowiada zwycięstwo Wałęsy. Nie, to nie może się stać. Ale gdyby się stało, zyska astrolog, a Polska straci w oczach własnych obywateli i świata.

28 grudnia (środa).
Zachęcony pytaniem w telewizji, kto napisał kolędę Bóg się rodzi, podałem jej autora – Franciszka Karpińskiego. Mam nadzieję, że mój list dotrze do telewizji. Z powodu choroby naszej przewodniczącej Rady Programowej Oddziału Wielkopolskiego STL musieliśmy odwołać spotkanie opłatkowe. Urząd Miejski w Poznaniu przyznał nam dotację o połowę mniejszą niż nasza prośba. Święta przeminęły spokojnie, przy jako takim zdrowiu. Pierwszego dnia spotkaliśmy się po południu. Zjedliśmy w miarę, porozmawialiśmy. Potem synowie z rodzinami odjechali. W domu nagle zrobiło się cicho jak w stajence. Tylko z kuchni napływały znane melodie kolęd. W drugie święto od rana pisałem szkic o Franciszku Karpińskim. Uznałem, że jego utwory są sławniejsze od autora, co według mnie świadczy o ogromnej niesprawiedliwości. W tym roku zmieniłem sposób prowadzenia swojej kroniki.

31 grudnia (sobota).
Przemija stary rok, dzisiaj sylwestra. Ile razy przeżywałem ten dzień w napięciu, sposobiąc się do zabawy. Nie powiem, że już za mną te uczucia. Gdyby była możliwość spędzenia tego wieczoru na zabawie w dobrym towarzystwie, to czemu miałbym odmówić. Prezydent powiedział wieczorem parę okrągłych zdań. Swój występ zmieścił w kilku minutach. I bardzo dobrze. Cały dzień odpala ktoś petardy. Z uporem, bez opamiętania hałasuje. Kto daje na to pieniądze? Tym hałasem obudzono mnie przed północą, a potem musiałem słuchać tej niesamowitej kanonady aż do pierwszej w nocy. Żegnam cię stary roku!