Zastałem piękny świat. Dzienniki 1991 – 2000

Rok 1993

2 stycznia (sobota).
Księżyc zbliża się do pełni, stąd mróz -13 stopni. Górnicy strajkują. Mają ocenić porozumienie komitetu strajkowego z rządem. Słucham kolęd w wykonaniu „Mazowsza” i piszę. Chciałbym napisać kilka wierszy o muzyce ludowej, ponieważ w Gołębinie Starym mają odsłonić jesienią pomnik wyrzeźbiony przez twórców ludowych, poświęcony dudziarzom tamtejszej wioski. Z tej okazji moje wiersze mają być tam recytowane albo wydane w zeszycie poetyckim przez Pałac Kultury w Poznaniu.

6 stycznia (środa).
Wczoraj ostatnie kopalnie skapitulowały. Dzisiaj w Piekarach Śląskich odbędzie się msza kończąca strajk. Górnicy otrzymają podwyżki rzędu 600-650 tysięcy złotych. Jeszcze niedawno mszę odprawiano w każdym strajkującym zakładzie, dzisiaj odprawia się po strajku. Ma rząd wspaniałe poparcie. A dzisiaj święto Trzech Króli. Dużo mówi się w radiu o tym święcie. Mróz połamał zęby. Od północy nadciągnęły opady deszczu, co stworzyło niezwykłą ślizgawicę i unieruchomiło komunikację drogową.

10 stycznia (niedziela).
Sejm uchwalił ustawę antyaborcyjną. Nie będą karane kobiety. Aborcji dozwala się, jeśli ciąża będzie wynikiem przestępstwa, może zagrażać życiu matki albo płód będzie chory. Stary rok minął niepostrzeżenie. Poza wyróżnieniem w konkursie Pocka za wiersze dla dzieci nie osiągnąłem większych sukcesów literackich. Czuję się jak zawodnik, który minął metę. Przed metą biegł, a potem runął bez siły. Dążyłem do publikacji, dążyłem do własnego tomiku. To mam! Co dalej? Na następny tomik nie mam szansy. Zrobiłem go sam na ksero. Wydać – nie wydam, bo za co? STL nie ma pieniędzy, podobnie jak ja. Przy tym realnie oceniam swoje możliwości. Możliwości człowieka podstarzałego. Cóż, starość nie radość, jak mówią ludzie. Wiersze moje są proste i właściwie nie wiem, dlaczego takie są. Czasem przyjdzie opamiętanie i mówię sobie, że niepotrzebnie się poddaję, że może trzeba trochę zacięcia, trochę walki ze słowem, z własną niewydolnością, która chyba wypływa z braku wiary w swoje możliwości twórcze. Jutro w Łódzkiem odbędzie się strajk generalny. Chodzi o poprawę warunków bytu, bo przy takiej gospodarce poziom życia może się jedynie obniżyć. Popatrzmy choćby na nasze pegeery. Tysiące hektarów odłogów, ludzie na zasiłkach głodowych, puste obory, puste chlewnie, pola zarastają chwastami i krzewami. U nas jakoś dzierżawcy sobie radzą, ale za jaką cenę. Robotnik zarabia grosze. O co tu chodzi?

13 stycznia (środa).
Proboszcz nasz miał nieprzyjemne zajście, które tak wyprowadziło go z równowagi, że zrezygnował z kolędy. Nieprzyjemność spotkała go ze strony uczestniczącej w dyskotece pijanej młodzieży. W nocy ktoś domagał się wpuszczenia na plebanię do telefonu, zapewniając księdza, że go nie zabije. Przybyła policja.

17 stycznia (niedziela).
Wczoraj pojechałem rowerem moją „ścieżką zdrowia”. Dzień był ciepły, ale pochmurny i wietrzny. Idąc przez las myślałem sobie, że jego granie inne jest latem, a inne zimą. Latem las przemawia milionami liści. Każde ich drgnienie czyni gęsty szum. Zimą gołe gałązki grają na wietrze o kilka tonów wyżej. To nie jest szum, to muzyka rozlewna, narastająca lub ginąca zależnie od siły powiewu. I pomyśleć, że szumu puszczy, jej grania, człowiek słuchał od zarania, że ta muzyka od tysięcy lat nam towarzyszy. Odnajduję w niej coś bliskiego, co jest balsamem na moje nerwy i galopujące serce.

24 stycznia (niedziela).
Mamy nasilenie walki na górze. Prezes Porozumienia Centrum Jarosław Kaczyński oskarżył publicznie prawą rękę prezydenta o pracę w Służbie Bezpieczeństwa i upowszechnił zdjęcie z kursu, na którym Wachowski miał przebywać. Belweder zareagował na to z właściwą sobie nerwowością. Prezydent skierował sprawę do ministra sprawiedliwości [Na zdjęciu, podobno z 1975 roku, rozpoznał siebie niebawem ówczesny komendant wojewódzki policji w Lublinie Arnold Superczyński -D.N.]. Wczoraj z kolei Kaczyński powiedział w telewizji, że sam prezydent też współpracował z SB i podał jego numer identyfikacyjny. Od kilkunastu dni wieje silny wiatr i ten wiatr spowodował zatonięcie polskiego promu, kursującego ze Świnoujścia do Szwecji. Utonęło wielu ludzi. Woda miała zero stopni. Ale ogólnie temperatury od wielu dni są dodatnie. Teraz rano mamy 12 stopni ciepła. Mówią, że jest to spowodowane zanieczyszczeniem atmosfery ziemskiej i że lato – podobnie jak ubiegłe – będzie gorące i suche. Wczoraj rano, kiedy jeszcze wioskę okrywał mrok, stanąłem w oknie. Wiatr wiał z ogromną siłą, poruszając szybami mojego okna. Pomyślałem, ile energii zawiera w sobie przyroda. Energii czystej, którą można przecież wykorzystać. Obecna pogoda jest typowo jesienna i przypomina mi czas, gdy jako dziecko zbierałem kasztany w dziedzicowym parku. Przypominały one kolorem konie, w których byłem bez reszty zakochany. Ale były też inne jesienie, kiedym liczył 8-14 lat i trzeba mi było iść w pole do buraków cukrowych. Jak dziś pamiętam tamte dni, zimno, zachodzące słońce i mrok obejmujący nas pośród pola. I księżyc wychylający się nieśmiało spoza czarnego boru. Przy jego świetle pracowało się do późna. Za dnia siostry wyrywały buraki, obcinały i dopiero wieczorem znosiły tzw. tragą i sypały w mogiły. Pomagałem im, formowałem mogiłę i przykrywałem liśćmi. Lichą odzież przenikał wieczorny chłód i bardzo pragnąłem wtedy potrzymać ręce nad gorącym piecem. A księżyc jak na złość przyświecał coraz lepiej i dziewczynom żal było zostawić robotę. Zresztą, byłby to dla nich dyshonor. Nie wypadało zejść z pola, gdy inni jeszcze pracują. W dodatku, toczyła się cicha rywalizacja między rodzinami. Praca stanowiła o wartości człowieka. Tak uczyłem się obowiązkowości, rzetelnego podejścia do pracy. I takim starałem się być przez całe życie.

28 stycznia (czwartek).
Nasz ukochany rząd znów nas pocieszył. Od 1 lutego centralne ogrzewanie zdrożeje aż o 20%, tyle samo zdrożeje ciepła woda, a o 8% paliwa płynne. I jak tu się nie cieszyć. A co nowego we wsi? Nikogo nie zabito, nikt się nie powiesił. Nuda. Mieszkań nam nie sprzedają. Szkoda! Mieć coś własnego, to wielka satysfakcja. Dzieci mają zimowe ferie. Jest u nas wnuk Filip, od poniedziałku będzie wnuczka Anitka. A zima jak dobra wróżka wyczarowała piękną pogodę. Nasypała śniegu, stawy pokryła lodem.

30 stycznia (sobota).
Wczoraj w Warszawie byli ministrowie Parys i Glapiński oraz Jarosław Kaczyński zorganizowali marsz na Belweder. Wzięło w nim udział około 5 tysięcy przeciwników Wałęsy. Krzyczano: Precz z Wałęsą! Przed Belwederem spalono kukłę. Kaczyński powiedział, że Wachowskiego. W telewizji zaś powiedziano, że Wałęsy; potem, że Wachowskiego, a w końcu, że była to kukła z wąsami. Tymczasem prezydent z rodziną przebywa w górach na wakacjach. Tyle polityki. Wczoraj był cudowny, słoneczny dzień. Zrobiłem około 10 kilometrów, okrutnie bolą mnie nogi. Spotkałem cztery kuropatwy, jedną sarnę i jednego zająca. Gdybym z myślistwa miał żyć, umarłbym z głodu.

7 lutego (niedziela).
Wczoraj niebo nie poskąpiło nam śniegu i znów mamy nieskazitelną biel dookoła. Już zaczynam tęsknić za wiosną. Zaczynam tęsknić do zielonych lasów i pól. Do łanów rozkołysanych gorącym powiewem. Obiecuję sobie, że pewnego wiosennego dnia zaszyję się w głębi boru, w słonecznym ustroniu. Oderwę się myślami od świata i oddam całkowicie kontemplacji. Zatopię się w głębi własnej świadomości i będę trwał w tym stanie przez godziny. Czas zatrzyma się ze mną. Pewnego pięknego dnia położę się też pośród łąk, twarzą ku niebu. Zatopię wzrok w niebieskiej głębinie i stanę się cząstką rozbudzonej przyrody. Bratem trawy, stokrotek i żółtych dmuchawców, które jak ja patrzą w niebo i ku niebu rosną. Jak dobrze, że wiosna jest taka piękna. Jak dobrze do niej tęsknić. Wiele razy – nie wstydzę się tego wyznać – brałem zeszyt i długopis, wchodziłem w łany i próbowałem pisać. Przeważnie nic z tego nie wychodziło. Owady grały nade mną przeciągle, kłosy uderzały o kłosy, źdźbła tańczyły uradowane i rozpraszały mnie zupełnie. To znów biedronka wspinała się po trawie, wielki trzmiel kołysał się w powietrzu i oglądał mnie ciekawie. Tak wiele wokół się działo, że nie starczało czasu na głębszą myśl, na czerpanie poezji z otoczenia. A poza tym znacznie częściej wchodziłem w łany podczas obsługi snopowiązałki i kombajnu.

14 lutego (niedziela).
Od kilku dni temperatury plusowe. Dzisiaj napisałem list do Bronisława Suchego – rzeźbiarza, poety, członka STL. Chciałbym poznać jego twórczość i może w przyszłości spotkać się z nim. Znów okradziono nasz kiosk. Zabrano tak niewiele, że policja nie wszczęła dochodzenia. Dzisiaj Dzień Zakochanych. Po co zakochanym ten jeden dzień? Do zakochanych należą wszystkie dni, jak długo się kochają. Ten dzień to nowość w Polsce, to może pierwszy etap drogi ku Europie. Tego roku długo nie otrzymuję zawiadomienia o konkursie Pocka. Może wziąłbym udział, chociaż wiersze moje niezbyt wysokiego lotu. Trudno mi się skupić i napisać rzecz godną konkursu. A teraz parę słów o naszych posłach. Pewien dziennikarz przestrzegał czytelników, aby nie chodzili ulicą Wiejską, bo mogą zostać obrabowani lub pobici i prawo nie stanie w ich obronie. Wiadomo, że miał na myśli chronionych immunitetem posłów. Kiedy zaś operator kamery nagrał posła, głosującego za nieobecnego kolegę, marszałek sejmu miał pretensję nie do oszusta, tylko do telewizji, że coś takiego pokazała [Prawdopodobnie słynne głosowanie na „dwie ręce” posła Unii Demokratycznej Jana Lityńskiego, utrwalone przez Jacka Kurskiego – D.N.].

15 lutego (poniedziałek).
Pan Donat Niewiadomski jest mi niezwykle przyjazny i wzruszył mnie dzisiaj. W przedmowie do tomiku Janiny Boniakowskiej Wędrówki myśli, który przysłał mi dzisiaj z dedykacją, określił mnie jako klasyka poezji ludowej. Dziękuję, Panie Donacie.

16 lutego (wtorek).
Napisałem list do Pana Donata i dzielę się z nim swoimi twórczymi kłopotami, a nade wszystko dziękuję za pamięć. Jest pochmurno i tylko dwa stopnie mrozu. Początek roku to duże wydatki. Trzeba zapłacić ubezpieczenie za samochód, podatek, abonament za telewizor i radio oraz rachunek za prąd. Imieniny obchodzą Mirek, Zbyszek, siostra Leosia i ja 19 marca. W dodatku, szykuje się wesele mojego chrześniaka.

25 lutego (czwartek).
W Łodzi strajk generalny, gdyż rząd dotąd nie mianował pełnomocnika na region łódzki do przekształceń własnościowych i bezrobocia. Protestują też śląscy kolejarze. Chcą wyższego wynagrodzenia niż pozostali kolejarze w kraju, gdyż mają więcej pracy i czują się niedowartościowani. Cóż, trudno znaleźć człowieka, który czułby się w pełni dowartościowany. Dzisiaj na lotnisku w Rzeszowie ktoś chciał uprowadzić samolot. Nie wyszło mu i postrzelony leży w szpitalu. Napisałem wiersz pt. Gdyby tak. Nawet niezły. Zamierzam go włączyć do arkusza Połów w strumieniu nut. Mam już osiem wierszy „muzycznych”. Czytam książkę filozofa Władysława Tatarkiewicza Dzieje sześciu pojęć. Interesuje mnie zwłaszcza rozdział o pięknie. To pojęcie szerokie, a jego definicje są daleko rozbieżne. Piękno zawężano m.in. do wrażeń wywoływanych przez wzrok, tj. uzależniano od barwy i kształtu. Od siebie dodam, że w każdym człowieku zakodowany jest jego indywidualny wzorzec piękna. Stwierdzam to, powołując się na ludową mądrość. Jednemu podoba się córka, a drugiemu matka. W ten sposób załatwiłem krótko to, z czym myśliciele nie mogą uporać się przez niemal trzy tysiąclecia. Czekam na oklaski!

27 lutego (sobota).
W Warszawie zawrzało. W świetle kamer aresztowano dyrektora Biura Klubu Parlamentarnego Porozumienia Centrum – Wojciecha Dobrzyńskiego za domniemane łapówkarstwo. Oskarża się go, że otrzymał od pewnej spółki ponad miliard złotych za koncesję na sprowadzanie paliw z zagranicy. Wielki opozycjonista Wałęsy – prezes PC Jarosław Kaczyński twierdzi, że to zemsta Belwederu za zorganizowane ostatnio demonstracje przeciwko prezydentowi i Wachowskiemu oraz za książkę Jacka Kurskiego i Piotra Semki Lewy czerwcowy. Aresztowanie nagłośniono w środkach przekazu, chociaż dyrektorowi niczego jeszcze nie udowodniono. „Gazeta Wyborcza” określa tę aferę jako „lewy lutowy”. Byliśmy u Mirka na imieninach. Było wesoło. Zadzwonił Janusz z Hanoweru. U nich po staremu. On na zasiłku dla bezrobotnych, Ewa pracuje, dzieciaki się uczą.

2 marca (wtorek).
Wczoraj otrzymałem list od Bronisława Suchego ze Starej Wiśniewki. Przesyła mi kilkanaście wierszy. Trzeba przyznać, że ma opanowany warsztat poetycki, rozumie sztukę tworzenia, właściwie ocenia wagę słów. Tylko, czy to jest poezja ludowa? Wydaje mi się, że moja bliższa jest ludowej. Muszę mu posłać swój tomik.

3 marca (środa).
Zadziobią nam naszego prezydenta różni opozycjoniści, którzy żądają m.in. nowych wyborów. Chodzi tu głównie o Kaczyńskiego, Parysa, Olszewskiego i Macierewicza, organizujących pochody pod hasłem: Precz z Wałęsą! I te działania doprowadziły prezydenta choleryka do niemocy. Dzisiaj zasłabł i przebywa w szpitalu na badaniach.

6 marca (sobota).
W nocy nasypało śniegu, a od rana jest gęsta mgła. Jednym słowem – biało. Wałęsa już urzęduje. Podobno zasłabł z przepracowania. W republikach byłej Jugosławii dzieją się straszne rzeczy. Serbowie w Bośni i Hercegowinie atakują wszystko, co się rusza. Nie wpuszczają pomocy z żywnością do Sarajewa, które się broni przed nimi. Ostatnio raniono dwu Polaków wiozących ciężarówkami pomoc. Amerykanie dostarczają żywność samolotami i tylko nocą, bo boją się zestrzelenia. Politycy radzą, dyskutują, klepią się po plecach, a biedni ludzie giną, kobiety są gwałcone, a bezprawie nazywa się prawem. Żaden kraj nie chce angażować się militarnie.

10 marca (środa).
Dzisiaj w Katowicach rozpoczyna się proces sprawców śmierci dziewięciu górników z kopalni „Wujek” w grudniu 1981 roku podczas stanu wojennego. Czesław Kiszczak z powodu choroby serca nie stanie jednak przed sądem, a był wtedy ministrem spraw wewnętrznych i jako taki ma z tą zbrodnią wiele wspólnego.

13 marca (sobota).
Dzisiaj widziałem w polu czajki, czaple i dzikie gęsi szybujące po niebie. Pogoda poprawia się.

21 marca (niedziela).
Przed chwilą wróciliśmy z żoną z bardzo długiej pieszej wycieczki po borach. Już dostrzega się wiosenną krzątaninę mrówek, przyleciały ptaki leśne. Wczoraj mieliśmy w domu gości z okazji moich imienin. Było wesoło i przyjemnie. Zbyszek przechodził samego siebie, opowiadając zabawne historie. W Rosji może dojść do poważnych niepokojów, które politycy porównują do rewolucji z 1917 roku. Zatarg o kompetencje między tamtejszym parlamentem a prezydentem Jelcynem urasta właśnie do takich rozmiarów. Ostatnio Jelcyn wprowadził rządy prezydenckie, na co nie zgadza się rosyjskie Zgromadzenie Narodowe.

3 kwietnia (sobota).
Dzisiaj widziałem bociana. Podobno, gdy go się zobaczy w locie, to oznacza pomyślną wróżbę. Ale ja widziałem bociana szukającego pożywienia na łące.

9 kwietnia (piątek).
Wiosna nie może znaleźć do nas drogi. Jest chłodno, pochmurno, prószy śnieg. Gdzieniegdzie spotyka się żółte kwiaty podbiału. Zarząd Główny STL przysłał zawiadomienie o konkursie Pocka. Coś poślę.

11 kwietnia (niedziela, Wielkanoc).
Byłem na rezurekcji. Od dzieciństwa pamiętam podniosły nastrój tej wielkanocnej mszy. Ale dzisiaj nie doświadczyłem doznanych ongiś przeżyć. W kościele naszym brak bowiem wciąż organisty, który grą na organach przywróciłby dawny nastrój.

17 kwietnia (sobota).
Cudowny, słoneczny i ciepły dzień. Lasy są jeszcze szare. Siedzę w słońcu i słucham dzwonienia ciszy. Uciekłem od prozy życia. Rzecznik praw obywatelskich – Tadeusz Zieliński zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego sposób wprowadzenia religii do szkół. Prymas w kazaniu skrytykował za to rzecznika, nazywając jego działania walką z krzyżem. Z kolei Zieliński odpłacił prymasowi oświadczeniem, oskarżającym Kościół o przemienianie Polski w państwo wyznaniowe. W odpowiedzi 80 posłów złożyło wniosek o odwołanie rzecznika. Taką mamy demokrację. Wewnętrzna cenzura nie pozwala mi napisać więcej.

22 kwietnia (czwartek).
Nasza przeurocza wnuczka Natalia przysłała z Hanoweru list do babci. Chyba to pierwszy list w jej życiu. Niezmiernie nas to cieszy, chociaż został napisany po niemiecku. Na odwrocie kartki synowa Ewa przetłumaczyła natomiast go na polski. Nasze hanowerskie wnuki mówią czystą polszczyzną, ale pisać w języku polskim nie potrafią. Wałęsa przebywa w Stanach Zjednoczonych. Rozmawia z prezydentem Clintonem i uczestniczy w otwarciu muzeum holokaustu. Warto napisać, że w czasie okupacji niemieckiej Żydzi pracowali przy budowie nasypu kolejowego pod tor łączący Warszawę z Poznaniem. Starzy mieszkańcy Gułtów wspominali, że wielu z nich znalazło grób pod tutejszym piachem.

27 kwietnia (wtorek).
Od kilku dni mamy niezwykłe jak na tę porę roku upały. W cieniu temperatura sięga 27 stopni. Brak wilgoci w glebie. Czyżby powtarzał się rok ubiegły? W naszym kombinacie PGR dotychczasowi zarządzający stali się dzierżawcami, czyli zostali uwłaszczeni. Nie stała im się krzywda, wręcz przeciwnie. Robotnicy dostali natomiast figę z makiem. Część posłano na przymusowe emerytury, innych zatrudnili dzierżawcy.

28 kwietnia (środa).
Program III Polskiego Radia zorganizował plebiscyt „Srebrne usta” i przyznał dziwne nagrody. I tak, Wałęsa otrzymał nagrodę za wypowiedź: Nie można mieć pretensji do słońca, że kręci się wokół ziemi. Wicepremier Henryk Goryszewski za: Nieważne, czy Polska będzie bogata, czy biedna – ważne, żeby była katolicka. Janusz Korwin-Mikke za powiedzenie: Rząd rżnie głupa. A wicemarszałek sejmu Andrzej Kern za oświadczenie: Narzędzie gwałtu noszę przy sobie. Wychodzący w Poznaniu „Tygodnik Ludowy” zamieścił mój wiersz Nie wierzę. Szkoda jednak, że usunęli z mojego wiersza jeden wers i w ten sposób go okaleczyli, zachwiali wewnętrzny ład emocjonalny.

30 kwietnia (piątek).
Kiedy tak szedłem wczoraj polną drogą, skrajem lasu, myślałem sobie, jaka szczodra jest przyroda. Jakim niezwykłym pięknem przenika do ludzkich serc. Drzewa i krzewy po obu stronach drogi okryły się białymi kwiatami. Zakwitły grusze, czeremchy, dzikie czereśnie, śliwy i tarniny. Pod moje nogi sypały się białe płatki, ich zapach odurzał. Idąc, czułem się jak królewicz z bajki w cudownym kraju. Słowami nie obejmę tych pięknych dni wiosennych. To trzeba widzieć, powąchać, dotknąć. Lekarze ostrzegają przed dziurą ozonową nad Polską, wskutek czego dociera do ziemi dużo szkodliwych dla zdrowia promieni. Litościwy Bóg ciągle doświadcza nas jakąś klęską, bez względu na modlitwy i msze.

5 maja (środa).
Przeminęły upały. Dzisiaj otrzymaliśmy listy z Niemiec od Ewy i Janusza. Ewa zaprasza nas na sześć tygodni podczas wakacji. Mówi wprost, że będą mieli kłopoty z dziećmi i pragnie, byśmy się nimi zajęli. Z zaproszenia nie skorzystamy, a dziećmi chętnie zajmiemy się tutaj.

12 maja (środa).
Strajki w służbie zdrowia, szkolnictwie i regionie wałbrzyskim nie ustają. W wielu szkołach nie przystąpiono do egzaminów maturalnych. Młodzież solidaryzuje się z nauczycielami. W homilii prymas skrytykował strajki. Wałęsa stwierdził, że nauczyciele dają zły przykład młodzieży. Wczoraj górnicy spontanicznie poszli pod Urząd Wojewódzki w Wałbrzychu. Jeden z nich powiedział, że do rozmów z nimi posyłają gamoni, a Wałęsa boi się przyjechać. Drugi dodał, że może by przyjechał, gdyby wybudowali mu „kapliczkę”. I wszyscy wybuchnęli śmiechem. A z „kapliczką” to było tak. Zimą Wałęsa z rodziną wybierał się w góry, lecz zanim pojechał, zażyczył sobie, aby urządzono mu tam „kapliczkę”. Kaplicę urządzono wcześniej w belwederskich piwnicach, a ostatnio dla posłów w sejmie.

13 maja (czwartek).
Prezydent Wałęsa modli się w Portugalii do Matki Boskiej Fatimskiej. A co na to Matka Boska Częstochowska, którą nosi w klapie marynarki? Susza daje się we znaki. Co jest tego powodem? Nikt nie wie! Wygląda na to, że rok będzie bardziej suchy niż ubiegły.

15 maja (sobota).
Idąc w lesie duktem zauważyłem sarnę, przy której niecierpliwiło się jej dziecko. Sarna błyskawicznie uciekła. Sarniątko leżało przytulone do ziemi i patrzyło na mnie dużymi, przerażonymi oczami. Pogłaskałem je po głowie. Zapewne nie spodobało się to spoufalenie, bo zwierzę poderwało się i pobiegło za swoją mamą. Czytam pamiętnik Władysława Broniewskiego z lat 1919-1922. Opisuje w nim swe rozterki twórcze, sukcesy i porażki na froncie polsko-sowieckim i polsko-litewskim oraz miłosne podboje. Podziwiam lekkość jego pióra. Gdyby nie był wspaniałym poetą, to – jak sądzę – byłby dobrym prozaikiem. Według mnie nazbyt jednak śmiało odsłania intymne przeżycia, chociaż może ktoś powiedzieć, iż pamiętnik bez szczerości jest nic niewart.

16 maja (niedziela).
Wnuk Filip przystąpił do I Komunii Świętej. Byliśmy z żoną we Wrześni na uroczystości.

19 maja (środa).
Nasz rząd przeżywa ciężkie dni. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby upadł. Związki zawodowe rozrabiają. A wszystko zaczęła służba zdrowia i nauczyciele. Dzisiaj Komisja Krajowa NSZZ „Solidarność” składa wniosek o odwołanie rządu.

27 maja (czwartek).
Od rana pada deszcz, co ucieszyło rolników, bo opady rzadko tej wiosny się pojawiają. Zboża jare, ziemniaki, buraki cukrowe nabiorą chęci do życia. Gdzieś daleko słychać grzmot. Jutro jedziemy do Swarzędza, gdzie Mirek rozpoczyna budowę domu.

29 maja (sobota).
Rząd Suchockiej upadł, gdyż sejm na wniosek „Solidarności” nie udzielił mu wotum zaufania. Wałęsa z kolei rozwiązał parlament. Znowu będą przepychanki w Warszawie. Nieoficjalnie wybory planuje się na jesień.

13 czerwca (niedziela).
Wczorajszy dzień jest dla mnie dniem wielce znaczącym. Oto, na zjeździe członków Oddziału Wielkopolskiego STL wybrano mnie na prezesa zarządu. Wiceprezesem został Henryk Hagel, skarbnikiem Gertruda Kubicka, członkiem zarządu Ludwik Oleksy. Z przykrością muszę zauważyć, że w zjeździe na 44 członków udział wzięło tylko sześciu. Wystarczyło zaledwie na wybranie zarządu. Zastanawiamy się, jak zaktywizować nasze środowisko. Postanowiliśmy wszystkich członków poprosić o większą aktywność twórczą i organizacyjną oraz zacieśnienie współpracy z ośrodkami kultury i szkołami. Z Lublina przyjechał dyrektor Biura ZG STL mgr inż. Andrzej Ciota. Powiedział, że w tym roku wydadzą 8 tomików poezji w nakładzie 300 egzemplarzy każdy. Ministerstwo przyznało bowiem na ten cel 88 milionów złotych.

20 czerwca (niedziela).
W konkursie Pocka moje „muzyczne” wiersze zdobyły wyróżnienie. Tylko wyróżnienie. Zostałem zaproszony po odbiór dyplomu i nagrody (250 tysięcy złotych) do Kazimierza nad Wisłą, gdzie przy końcu czerwca odbędzie się Ogólnopolski Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych. Żona koniecznie chce jechać ze mną, a więc jedziemy „maluchem”. Daleka to droga jak na mój sfatygowany samochód. Zamierzam w liście do „Tygodnika Ludowego” przedstawić sytuację członków STL w nowej strukturze podatkowej państwa. Za czasów PZPR twórca ludowy mógł swoje dzieło sprzedać na targu czy odpuście. Dzisiaj nie może tego zrobić. Wymaga się od niego prowadzenia księgi rachunkowej, a on nie prowadzi przecież działalności gospodarczej. Jeśli kozikiem wyrzeźbi Frasobliwego i go sprzeda, to starczy mu zaledwie na nowy kozik. Nie wiem, dlaczego tak traktuje się kulturę ludową i twórców.

28 czerwca (poniedziałek).
Wróciliśmy z Kazimierza. Boże, czy są słowa, który najtrafniej ukażą to miasto, zespoły taneczne, muzyczne, śpiewacze i atmosferę tam panującą. Miasto założone przez Kazimierza Wielkiego nosi jego imię [Nazwę łączy się też z Kazimierzem Sprawiedliwym – D.N.]. Wiele domów jest z drewna, dużo wąskich uliczek. Zwiedziliśmy dwa kościoły. W kościele św. Anny byliśmy na mszy. Brukowany rynek był pełen gwaru, śpiewu i twórców sprzedających swoje rękodzieła. Na estradzie festiwalowej wręczono mi dyplom. Spotkałem dyrektora Ciotę. Z prezesem STL Władkiem Sitkowskim ze Zwierzyńca wypiliśmy po małej wódce, gdyż było bardzo zimno. Udzieliłem wywiadów dla Radia Lublin i dla pani Teresy Łozińskiej z Programu I Polskiego Radia. Parę słów powiedziała też żona. Konferansjer Stanisław Jaskułka (świetnie to robił) przedstawiając pewną kapelę powiedział, że ich liczący 17 roków bębenek jest nie byle jaki, bo zrobiony ze skóry suki, która się goniła. I że bębenek z takiej skóry ma „piykny” głos i daleko go słychać. Po drodze zwiedziliśmy muzeum Kochanowskiego w Czarnolesie. Tam usiadłem na ławie kamiennej przy symbolicznym sarkofagu Urszulki. Podobno, kto tam usiądzie, zostanie poetą. Dotknąłem też spiżowej szaty Kochanowskiego. „Maluch” spisał się świetnie.

4 lipca (niedziela).
W radiowym „Kiermaszu pod kogutkiem” wyemitowano nagrany w Kazimierzu przez red. Łozińską mój wiersz pt. Pieśni ludowa. Powiedziałem go płasko, monotonnie, ale poprawnie. Pogoda nie jest nam zbyt przychylna. Prawie cały czerwiec był chłodny, ale teraz trzy dni były ciepłe, słoneczne, bez opadów.

6 lipca (wtorek).
„Tygodnik Ludowy”, pismo PSL wychodzące w Poznaniu, wydrukował mi trzy kolejne wiersze.

11 lipca (niedziela).
Dzisiaj rano z radia dowiedziałem się, że 5 lipca zmarł Władysław Kuchta – pisarz chłopski z Mołodutyna. Miał 82 lata. Kilka razy spotykałem się z nim, mam jego tomik, wpisałem się do kroniki, którą od wielu lat skrzętnie prowadził. Początkowo była to kronika Ochotniczej Straży Pożarnej, a potem stała się kroniką jego życia. Z „Twórczości Ludowej” dowiedziałem się z kolei, że w ubiegłym roku zmarł pisarz ludowy Feliks Rak. Z panem Feliksem też się spotkałem i rozmawiałem. Niech im ziemia lekką będzie. Odeszli z grona twórców ludowych zasłużeni koledzy, którzy byli filarami naszego STL-u.

18 lipca (niedziela).
Wczoraj przeszła nad nami burza z niezwykle obfitym deszczem. Czas, żeby niebo się ustatkowało. Nie tak dawno w maju gospodarze z pewnej wioski dali na mszę z prośbą o deszcz. Teraz mają deszczu do przesytu i tylko patrzeć, jak będzie msza o pogodę. Niedługo żniwa.

25 lipca (niedziela).
Dzisiaj odjechały nasze dzieci do Niemiec. Ewa ze swymi pociechami była w Polsce dwa tygodnie, w tym tydzień u nas. Janusz przyjechał wczoraj samochodem, załadował dzisiaj rodzinę i pojechali. W „Tygodniku Ludowym” ukazał się mój wiersz W polu. Wyraźnie faworyzuje mnie to pismo. A może moje wiersze na to zasługują?

31 lipca (sobota).
Wczoraj w Londynie zmarł niemal w wieku 102 lat polityk, dyplomata, prezydent RP na uchodźstwie Edward Raczyński – właściciel Rogalina. Jego ostatnim życzeniem było, by mógł spocząć w tamtejszym kościele. Z prawa własności zrezygnował natomiast już dawno, przeznaczając państwu polskiemu swoje rogalińskie dobra. Wałęsa odwiedził Wrześnię, gdzie mają się odbyć prawybory. Oprócz rzęsistych oklasków powitały go gwizdy, co czynili sprawnie młodzi ludzie spoza Wrześni.

22 sierpnia (niedziela).
Długo nie pisałem, a powodem była praca na budowie u Mirka w Swarzędzu.

23 sierpnia (poniedziałek).
Wczoraj we Wrześni odbyły się prawybory, w których zwyciężyli komuniści. Oto mamy przedsmak tego, co będzie 19 września.

1 września (środa).
We wczorajszym numerze „Tygodnika Ludowego” wydrukowano mój wiersz Odchodzi lato. To mój piąty wiersz opublikowany w tym piśmie. W czwartek (26 sierpnia) byliśmy z żoną na wycieczce w Toruniu i Ciechocinku. Byłem w Toruniu wcześniej, ale dopiero teraz odkryłem to miasto. Zobaczyłem pięknie zachowane mury obronne, baszty, tzw. Krzywą Wieżę, bramy, ratusz, Starówkę. W Ciechocinku weszliśmy na tężnię, gdzie wdychaliśmy powietrze przesycone jodem. Mirek gromadzi pieniądze na dalszą budowę. Przyszedł list od Janusza z Niemiec. Janusz zwykle pisze w chwilach, kiedy jest mu ciężko. Widać to między wierszami. Odpisując, zaleciłem mu upór. Nie wolno mu się załamywać wśród nieprzyjaznych sobie ludzi.

5 września (niedziela).
Po wczorajszych obfitych opadach dzisiaj świeci słońce. Niestety, złote, jesienne. Piszę „niestety”, gdyż myślę o uciekającym czasie, a nie o tej pięknej porze roku, którą podziwiam w swoich wierszach. Papież jest po raz pierwszy na Litwie. „Nie” publikuje fotokopię dokumentu, według którego polski rząd przekazuje pięć miliardów złotych na obsługę tej wizyty. Co sądzić o tym, że do znienawidzonego Urbana docierają fotokopie poufnych dokumentów rządowych. W piątek naprawiałem ciągnik w moim dawnym warsztacie, należącym teraz do spółki pracowniczej. Jakże to pięknie znaleźć się znów w starych murach. Mój były warsztat opuścili wszyscy dobrzy mechanicy, dlatego sięgają po mnie. Chętnie idę. Pieniądze są mi potrzebne w sytuacji, kiedy emerytur się nie podnosi, a podnosi się ceny. A nam z żoną wypadło w dodatku żyć z jednej emerytury.

19 września (niedziela).
Dziś wybory do sejmu i senatu. Będziemy głosować w ośrodku zdrowia. Wiem, na kogo oddam głos. Najbliższe moim poglądom jest Polskie Stronnictwo Ludowe. Pewnie, że nie wszystko w ich programie akceptuję. Bliski jest też mi program Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Unii Pracy. Ale przezwyciężyło, że PSL jest partią wiejską i wypada mi się z nią solidaryzować. I to przecież jej „Tygodnik Ludowy” wydrukował pięć moich wierszy. Ślicznie dzisiaj za oknem. Jesienne słońce złoci i tak złote już klony. Niebieskie niebo zdobią białe obłoczki. Kasztany gubią liście, a wokół nich unosi się niepowtarzalny zapach, który tylko jesień przynosi.

23 września (czwartek).
I już po wyborach. Jak przewidywało wielu prostych ludzi, wygrała lewica, tj. SLD. Zdobyła 171 mandatów poselskich na 460. PSL ma 132 mandaty. Posłów ma też Unia Demokratyczna (74), Unia Pracy (41) oraz Konfederacja Polski Niepodległej (22) i prezydencki Bezpartyjny Blok Wspierania Reform (16). Nie weszło do sejmu Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe (w ramach koalicji Ojczyzna), które w poprzedniej kadencji na siłę uszczęśliwiało ludzi. Chciało wsadzać kobiety za przerywanie ciąży do więzień. Teraz członkowie ZChN protestują, szukają w ordynacji wyborczej przepisu, który umożliwiłby im wejście do sejmu. Sprawę oddali do Sądu Najwyższego. Mamy piękne dni. Wczoraj zbieraliśmy ziemniaki naszych teściów. Był Zbyszek, synowa Danka, a po południu ku zdumieniu wszystkich przyjechał Filip na rowerze z Wrześni. Spocony, skonany, ale szczęśliwy, że do nas trafił.

24 września (piątek).
W Rosji niepokoje. Jelcyn rozwiązał parlament, do czego nie upoważnia go konstytucja. Rzekomo rozwiązany parlament zwolnił natomiast Jelcyna i powołał nowego prezydenta. W Rosji jest zatem dwuwładza. Po ulicach krążą jelcynowskie patrole w kuloodpornych kamizelkach. Wielcy tego świata poparli Jelcyna.

4 października (poniedziałek).
Trwają walki w Moskwie. Czołgi i pojazdy opancerzone stanęły wokół parlamentu. Słychać strzały z czołgów i broni maszynowej.

10 października (niedziela).
Jelcyn przejął władzę w Rosji. Przewodniczący parlamentu Rusłan Chasbułatow i nowo mianowany prezydent Aleksandr Ruckoj zostali aresztowani. Grozi im kara śmierci [W 1994 roku Jelcyn ich ułaskawił – D.N.]. Na ulicach Moskwy zginęło wielu ludzi. A w Polsce powstała parlamentarna koalicja, złożona z SLD i PSL-u. Wałęsa okazuje tej koalicji wyraźną niechęć. Unia Pracy nie dołączyła do partii opozycyjnych, ale też nie dołączyła do koalicji, chociaż koalicjantom przygląda się z sympatią. Pomagam murarzowi przy budowie domu Mirka.

22 października (piątek).
Od poniedziałku naprawiałem ciągnik w moim dawnym warsztacie. Dzisiaj siedzę w domu i piszę. Waldemar Pawlak z PSL-u tworzy rząd. Podobno jednym z ministrów ma być Leszek Miller – sekretarz dawnej PZPR. Rosja sprzeciwia się przyjęciu Polski, Czech, Słowacji i Węgier do NATO. I NATO posłusznie odmawia przyjęcia nas do swego grona. Pożyjemy, zobaczymy, co będzie dalej.

10 listopada (środa).
Dyrektor GOK zaprosił nas na inaugurację Roku Kulturalnego. Przy okazji spotkaliśmy się z dziennikarzami „Głosu Wielkopolskiego”. Pewna pani chce zrobić ze mną wywiad do gazety kostrzyńskiej. Chętnie z nią porozmawiam. Zabetonowaliśmy dach w domu Mirka. Pogoda mokra do przesady, od jutra zapowiadają przymrozki, a potem mrozy. Beton na dachu jeszcze nie bardzo twardy, dlatego lepiej, żeby mróz się trochę spóźnił. Żona od paru dni jeździ do pracy u pewnego rolnika. Zarabia 10 000 złotych na godzinę. Mało, ale na pierwsze potrzeby starcza. W piątek jedzie ostatni raz.

20 listopada (sobota).
Wczoraj przyszła prawdziwa zima. Cały dzień padał śnieg. Pojechaliśmy z żoną do Kostrzyna na uroczyste obchody Dnia Seniora. Gmina przysłała autokar i nic nas ten wyjazd nie kosztował. W kawiarni przy Gminnym Ośrodku Kultury stoły zastawiono łakociami i przy wtórze chórów seniora z Kostrzyna i Środy upłynął nam wieczór.

22 listopada (poniedziałek).
Dwa słowa o mojej syrence. Można jej zarzucić wiele, ale na pewno nie to, że zimą była trudna do prowadzenia. W konkurencji z „maluchem” wygrywa. „Maluch” łatwo wpada w poślizg. Doświadczyłem tego dzisiaj.

30 listopada (wtorek).
Moja podróż do Lublina na IX Zjazd STL była wprost wymarzona. Z Poznania wyjechałem pociągiem ekspresowym o 7.10. W Lublinie byłem o 13.15. Jechałem zatem sześć godzin. Szybko, w cieple, z zapewnionym miejscem siedzącym. Jeszcze w piątek (26 listopada) rozpoczęło się posiedzenie, na którym prano brudy. Było sporo krytyki, kłótni, aby w sobotę na obradach plenarnych było cacy. I tak się stało. W sobotę (27 listopada) przybyło wielu gości, w tym wiceminister kultury Michał Jagiełło oraz nasz były dyrektor Zdzisław Podkański, który obecnie jest posłem i wiceprzewodniczącym Sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu. Przybyło też paru posłów, związanych z ruchem ludowym. Na zjazd zaproszono twórców wyróżnionych Nagrodą Oskara Kolberga. I tu ku mojemu zdziwieniu ujrzałem koleżankę z naszego wielkopolskiego zarządu – hafciarkę Gertrudę Kubicką. Złożyłem jej gratulacje. Obrady zdominowali zadziorni górale, oczekujący zbyt wiele od strony stowarzyszenia. Rozłożyli na łopatki stary zarząd, sponiewierali go w oczach zebranych i po trupach jego członków wdrapali się na uwolnione miejsca. Wybrano nowy Zarząd Główny. Biedny Sitkowski przegrał. Prezesem został Jan Kuruc, wiceprezesami: Julian Brzozowski, Maria Gleń i Janina Jarosz. Niezbyt angażowałem się w obrady, za to bardziej interesowali mnie ludzie, ceniący te same wartości co ja. Wanda Łomnicka-Dulak z Piwnicznej, gwiazda jasno błyszcząca na firmamencie poezji, zaskoczyła mnie nie tylko urodą i młodym wiekiem, ale i dwoma udanymi tomikami wierszy. Trzeci tomik wydaje jej teraz STL [Ścieżką zachodzącego słońca, Lublin 1994 – D.N.]. Ja nie liczę na wydanie czegokolwiek przez STL, bo – jak mówią – już mi wydali [Słowa słońcem wezbrane, Lublin 1988 – D.N.]. Dlatego też poprosiłem pana Donata Niewiadomskiego o opracowanie nowego tomiku. Obiecał, że to zrobi. Posłałem w sumie do druku 109 wierszy. Nie wiem, czy podobnie jak Łomnicka-Dulak znajdę wsparcie finansowe w gminie albo województwie. Spałem w jednym pokoju z poetą Władysławem Koczotem z Czarnegostoku na Zamojszczyźnie i pewnym rzeźbiarzem. Prowadziliśmy długie, nocne rozmowy. Z Lublina wróciłem w niedzielę (28 listopada), również ekspresem. Wróciłem wymęczony, bo wprawdzie podróże kształcą, ale i męczą, zwłaszcza w moim wieku.

7 grudnia (wtorek).
I już po zimie, 6 stopni ciepła. Wczoraj byłem u Mirka. Na dach położyliśmy papę, przedtem jednak zaprawą wyrównałem odpryski po mrozach. W ubiegłym tygodniu napisałem kilka wierszy. Jeden z nich to Uwierz mi. Dobry jest, chociaż tematyka nijaka. Pozostałe tworzą cykl Tobie Wielkopolsko. Myślę, że poradziłem sobie z tematem, który nie dawał mi spokoju od lat. Zawsze chodziło mi o to, żeby moje wiersze osadzić w realiach życia, w historii regionu. Wiem, że nie każdemu to się spodoba, ale taki los piszącego.

14 grudnia (wtorek).
Kilka ostatnich dni spędziliśmy z żoną w Swarzędzu, betonując piwnicę w budowanym domu Mirka. Wczoraj skończyliśmy, solidnie obrywając od padającego deszczu i śniegu. Parowało ze mnie jak ze spoconego konia.

17 grudnia (piątek).
W czwartek spotkaliśmy się w Pałacu Kultury w Poznaniu. Złożyłem sprawozdanie z pobytu na zjeździe STL w Lublinie. Wyraziłem też swój pogląd na postawę członków wobec stowarzyszenia. Było dużo gadania ze strony członków naszego Oddziału Wielkopolskiego i Rady Programowej. Na koniec głos zabrał pewien pan, podobno profesor, który dotąd u nas nie bywał i stwierdził, że poezja zwana ludową to „dziedzina podejrzana”. Na to wybuchnąłem śmiechem. Kiedy skończył, powiedziałem natomiast, że chciałbym przeczytać kilka takich „podejrzanych” wierszy, czym rozśmieszyłem zebranych. Przeczytałem wiersze z cyklu Tobie Wielkopolsko, za co otrzymałem oklaski. Były różne sugestie, co do dalszej działalności stowarzyszenia. Dyrektor Muzeum Etnograficznego obiecał urządzać małe wystawy rzeźby. Padła także propozycja zorganizowania przeglądu twórczości ludowej ze wszystkich dziedzin. Ale gdzie to zrobić?

25 grudnia (sobota).
Od wczesnego rana pada. Chyba słońce dzisiaj nie zaświeci. Wczoraj byliśmy w Swarzędzu u Mirka. Żona przebrała się za gwiazdora i dała podarki Anitce i reszcie rodziny. Kiedy odjeżdżaliśmy, wnuczka przybiegła i powiedziała, że gwiazdor miał głos i oczy babci. Już trudno ją oszukać. Wieczorem przyjechał do nas Zbyszek z rodziną.

28 grudnia (wtorek).
Wczoraj pomimo opadów śniegu poszedłem na bory i lasy moją „ścieżką zdrowia”. Zbliża się koniec roku. Czas na podsumowania. A więc jaki on był? Niczym szczególnym mnie nie zaskoczył. Ot, przybyło trochę dni życia, ubyło zdrowia. W kraju panuje jako taka równowaga. Strajkują tylko górnicy z kopalni barytu. Wałęsa przycichł. Na pewno coś przygotowuje, bo on nie może żyć bez swarów. Zawsze musi kogoś atakować, niszczyć. Poza tym mieni się człowiekiem głęboko wierzącym, co jedno drugiemu przeczy, bo jak pogodzić jego agresję z nauką Chrystusa. Ale dajmy spokój ludziom pełnym sprzeczności i zajmijmy się czymś poważniejszym. Jeszcze w zimie napisałem kilka wierszy o muzyce. Chociaż pisałem na zamówienie, to kilka powstało udanych. Potem napisałem jeszcze inne, mniej udane. W pierwszych dniach grudnia znów napisałem parę niezłych. Pan Donat Niewiadomski opracowuje mój kolejny tomik. Otrzymałem wyróżnienie w konkursie Pocka, byłem w Kazimierzu na festiwalu, w Lublinie na Zjeździe STL, wybrano mnie prezesem Zarządu Oddziału Wielkopolskiego STL, czyli coś w moim życiu się działo. Nie były to wydarzenia wielkie, ale nie było też życiowej stagnacji. Czuję w sobie potrzebę napisania jakiegoś opowiadania. Wiem, że tylko tak opanowuje się warsztat. Trzeba pisać, szlifować pióro, jeśli chce się czegoś dokonać. Szkoda, że świadomość tego przyszła u mnie tak późno. Trzydzieści lat za późno!