Zastałem piękny świat. Dzienniki 1991 – 2000

Rok 1995

1 stycznia (niedziela).
To już kolejny rok, od 1985, odkąd piszę ten pamiętnik. Popadłem w to jak w nieuleczalną chorobę. Ostatnio napisałem też parę wierszy. Od połowy grudnia siedzę w domu i mam na to czas. Ciepło dzisiaj, 5 stopni. Niekiedy popada, to znów słońce do pokoju zajrzy. Nowy Rok przychylny nam. Oby cały taki był.

4 stycznia (środa).
Z Wałęsą naprawdę dzieje się coś złego i wszystko w Polsce może się zdarzyć. Ostatnio każdą ustawę sejmową wetuje bądź przekazuje do Trybunału Konstytucyjnego, a kiedy ten się zbiera, nie posyła swego przedstawiciela i sprawa jest odraczana. Rząd nie może normalnie pracować. W Czeczenii trwają walki. Czeczenia chce się oderwać od Rosji. Niewielki, półtoramilionowy naród odpiera ataki wojsk rosyjskich. Przedwczoraj okolice Groźnego zaatakowały czołgi i wozy pancerne. Czeczeńcy zniszczyli wiele pojazdów. Matki żołnierzy rosyjskich demonstrują przed Kremlem. Ich synowie giną. Telewizja pokazuje okropne sceny.

9 stycznia (poniedziałek).
Czeczenia jeszcze walczy, ale doborowe jednostki rosyjskie są już w pobliżu pałacu prezydenckiego. Finał wojny z Goliatem jest łatwy do przewidzenia. Wałęsa oświadczył, że premier Pawlak nie radzi sobie z problemami i powinien odejść na urlop.

15 stycznia (niedziela).
Biedni Czeczeńcy jeszcze się bronią w stolicy. Rosjanie ostrzeliwują pałac, gdzie z prezydentem Dudajewem broni się garstka żołnierzy. Miasto jest już niemal w rękach Rosjan. Minister spraw zagranicznych Olechowski podał się do dymisji, nie mamy już ministra obrony narodowej, gotowość odejścia zgłosił minister spraw wewnętrznych. Wszystkie te stanowiska Lech Wałęsa obsadził swymi ludźmi, a teraz destabilizuje rząd i koalicję.

23 stycznia (poniedziałek).
Rozpuścił swe zagony w głąb kraju całkiem „wiosenny” wiatr i niemal roztopił śnieg. Rano było 8 stopni ciepła. Nie mam pracy, siedzę w domu, przepisuję swe opowiadania. Zdaję sobie sprawę z ich niewielkiej wartości, lecz coś tam przedstawiają, szczególnie te wzięte z życia.

27 stycznia (piątek).
Wczoraj Ministerstwo Kultury zaprosiło mnie na spotkanie w Warszawie, gdzie będzie się omawiać sposoby ratowania ginących zawodów. Nic nie piszą o zwrocie kosztów podróży, dlatego odpowiedziałem, że właśnie z tego powodu nie wezmę udziału w naradzie. Obchodzona jest 50. rocznica wyzwolenia niemieckich nazistowskich obozów zagłady w Oświęcimiu i Brzezince. Żydzi nie chcą uroczystości religijnych odprawiać z katolikami. Już wczoraj swoje odprawili. Protestują też przeciwko kościołowi, który po wojnie wybudowano na terenie obozu. Siostry karmelitanki w 1993 roku wyprowadziły się po ostrym proteście jakiegoś rabina. Hierarchowie naszego Kościoła czują się niezręcznie i nie wypowiadają się w tej sprawie.

30 stycznia (poniedziałek).
W Czeczenii nadal trwają walki. Wojska rosyjskie nie zdobyły ostatecznie Groźnego, chociaż zaangażowały samoloty i helikoptery. Część wojsk czeczeńskich wycofała się w góry i stamtąd atakuje Rosjan.

5 lutego (niedziela).
Wczoraj sejm wydał oświadczenie, że rozwiązanie parlamentu nie ma podstaw prawnych i za ten czyn Wałęsa będzie odpowiadał przed Trybunałem Stanu. Wałęsa zaś odparł, że dla dobra ojczyzny nie cofnie się przed niczym i mogą go zabić, ale nie pokonają. Prezydenta popiera prymas oraz Krzaklewski i Moczulski z KPN, którego posłowie proponują samorozwiązanie się sejmu.

7 lutego (wtorek).
Wczoraj telewizja transmitowała na żywo spotkanie Wałęsy z Konwentem Seniorów. Prezydent zażądał w ostrych słowach zmiany rządu. Zbeształ przy tym wicemarszałka sejmu Małachowskiego za to, że ten w wywiadzie dla radia oskarżył go o prowadzenie rozmów z generałem Wileckim w sprawie objęcia przez niego urzędu premiera. Wałęsa temu zaprzeczył, a na dowód prawdziwości swoich słów przeżegnał się. Zapowiada też, że może wprowadzić wariant Jelcyna. Przedstawicielka grupy kobiet w sejmie ostrzegła, że jej grupa może wystąpić o cofnięcie Wałęsie Pokojowej Nagrody Nobla. PSL prowadzi rozmowy z SLD i jeśli dojdą do porozumienia, losy Polski mogą potoczyć się drogą demokratyczną.

9 lutego (czwartek).
Wyjrzało słońce, za oknem piękny, lutowy poranek. Premiera Pawlaka spisano na straty. Nowym premierem zostanie Józef Oleksy – dotychczasowy marszałek sejmu, zaś marszałkiem Józef Zych z PSL. Wałęsa wstępnie zgodził się na Oleksego, chociaż ich poglądy często bywały rozbieżne. Dodam za niektórymi politykami, że na dziś Wałęsa jest największym zagrożeniem dla kraju. Wczoraj mieliśmy proboszcza w domu. Porozmawialiśmy. Był w niezłym humorze, co rzadko mu się zdarza.

11 lutego (sobota).
Biedny Jelcyn. Wczoraj oglądaliśmy go w telewizji w stanie sporego upojenia alkoholowego. Upił się z okazji podpisania umowy o współpracy pomiędzy Rosją, Kazachstanem, Ukrainą i Białorusią. Pijak zawsze okazję do wypicia znajdzie. Jak długo jeszcze taki człowiek będzie miał w ręku atomowe guziki. Wczoraj przy pięknej pogodzie odbyłem długi spacer. Uderzył mnie prawie zupełny brak w lesie śladów zajęcy. Gdyby nie stado saren, las byłby wymarły.

26 lutego (niedziela).
Oleksy ma już kandydatów na ministrów. Jutro przedstawi ich Wałęsie, który podobno dzisiaj wraca, jak mówią złośliwi, z wycieczki do Ameryki Południowej. Tę wizytę w Brazylii, Argentynie i Chile można nazwać wycieczką, bo to odległe kraje i handel z nimi mamy szczątkowy, ale dług i tam potrafiliśmy zrobić. Odległość nam nie przeszkadzała. Waldemar Pawlak mało się pokazuje, zaś wicepremier Kołodko jest niezwykle aktywny. Pożyczył sto milionów dolarów z banku paryskiego, ponieważ nie ma pieniędzy na wypłacenie pracownikom budżetowym tzw. trzynastki. Decyzję swoją uzasadnił tym, że prezydent nie podpisał ustawy budżetowej i Narodowy Bank Polski blokuje fundusze. A teraz parę słów z życia wioski. Przedwczoraj na zebraniu wiejskim omawiano sprawę telefonizacji wsi. W ciągu roku zdaniem przedstawiciela gminy telefony staną się rzeczywistością. Cóż, pozostaje wierzyć i czekać. Złożyłem wniosek o telefon jako jeden z pięćdziesięciu. Od rana siąpi drobny deszcz. Niebo zalegają ciężkie chmury. Mamy 4 stopnie ciepła. Pracuję, mało piszę.

2 marca (czwartek).
Zima wyraźnie skapitulowała. Pędzące od zachodu chmury raz po raz moczą i tak błotnistą ziemię. Sejm odwołał rząd Pawlaka. Nowy premier Oleksy jeździ do Wałęsy, ten go zbywa jak dzieciaka, a rzecznik prezydenta mówi, że Oleksy nie był przygotowany do rozmowy. Wałęsa gra na zwłokę. Jego dążenie do rozwiązania parlamentu jest aż nadto widoczne.

17 marca (piątek).
Oleksy rządzi. Za jaką cenę? Jeszcze nie wiemy do końca. Pierwszą jaskółką jest niestwierdzenie przez komisję parlamentarną niezgodności konkordatu z konstytucją. Co za olśnienie! Pilnie byłaby potrzebna druga, silna telewizja. Polsat raczkuje, ma stację o krótkim zasięgu. Zresztą, musi uważać, aby nie narazić się władzy. Drugi dzień siedzę w domu, bo brakuje części zamiennych do naprawy. Odpoczynek jest mi na rękę, gdyż przeziębiłem się. Mogę też to i owo napisać. Choćby do pani Ireny z Dusznik, która przesłała mi do oceny sporo swoich wierszy. Oględnie wytknąłem jej niektóre błędy.

26 marca (niedziela).
Ciężko rodzi się tegoroczna wiosna, jakoś nie może się zdecydować. Zimne wiatry pędzą chmury od zachodu i północy. Siedzę w domu, spoglądam przez okno, słucham wiatru, który zawodzi w nagich konarach i piszę. Nie skończyłem roboty. Będzie jej jeszcze na tydzień, a potem się zobaczy. Może pojadę do Mirka robić pustaki.

2 kwietnia (niedziela).
Dnie mijają, a wiosny nie widać. Zima też nie zaznaczyła się zbytnio. Pory roku zatracają odrębność. Ekolodzy biją na alarm. Twierdzą, że te anomalie są skutkiem efektu cieplarnianego. Gdzieś na Antarktydzie odrywają się wielkie góry lodowe i dryfują w stronę Argentyny. A są to góry nie byle jakie. Liczą sobie nawet 70 km2 i zawierają 500 km3 lodu.

5 kwietnia (środa).
Wczoraj wydarzył się we wsi śmiertelny wypadek drogowy. Młody chłopak z drogi podporządkowanej wjechał motorowerem wprost pod jadący szosą samochód osobowy.

9 kwietnia (niedziela).
Mamy w kraju takie polityczne zawirowanie, że nie nadążam z notowaniem. Unia Wolności wybrała kandydata na prezydenta. Jest nim Jacek Kuroń. Suchocka z UW przeżywa w związku z tym duże rozczarowanie, czemu daje wyraz w swoich wypowiedziach. To dla niej poniżenie, którego przyczyną jest wybór Balcerowicza na przewodniczącego UW. Zastąpił on popierającego Suchocką pomnikowego Mazowieckiego. Socjaldemokracja z kolei ogłosiła, że jej kandydatem będzie Aleksander Kwaśniewski. Ponadto już zgłosili swoje kandydatury: sędzia Adam Strzembosz, Gawronik i Korwin-Mikke. Przed nami wielkie obrzucanie błotem, plucie na siebie i mącenie ludziom w głowach. W piątek byliśmy we Wrześni na przeglądzie rejestracyjnym naszego „malucha”, ale też u syna Zbyszka, który nagle znalazł się w tamtejszym szpitalu. Chyba też w piątek ruszyło w Warszawie metro, co dla miasta jest z pewnością wydarzeniem historycznym. Nadal nie ma prawdziwej wiosny. Dzisiaj rano były tylko dwa stopnie ciepła. Z gałązkami palmy idą ludzie do kościoła, opatuleni, zasłaniający się od wiatru. Przyroda czeka. I my czekamy na wybuch zieleni i kwiaty.

15 kwietnia (sobota).
Siedzę i oglądam telewizję. Jest audycja o aktorce Mai Komorowskiej z Komorowa. Wspomina swoje dzieciństwo sielskie, anielskie, szczęśliwe. Wspomina ojca, matkę. Poznaje stare drzewa, wśród których się bawiła. A ja sobie myślę. Byłaś Maju radosna, bawiłaś się we własnym parku obok własnego pałacu, a czy pomyślałaś, że za ogrodzeniem głodne folwarczne dzieci nie znają radości. Zazdroszczą Ci tych wybuchów śmiechu. Czy o tym Maju pomyślałaś? Dzisiaj telewizja mówi o Twoim dzieciństwie, a nie o dzieciństwie dzieci biedaków, pracujących za bochenek chleba, abyś Ty miała dzieciństwo szczęśliwe. Mówię to, bo jednym z takich dzieci byłem i ja. I bardzo mnie radość dziedzicowej córki bolała. Oczywiście, działo się to w innej części Polski. Był inny dziedzic, inna córka, ale sytuacja taka sama. Program ten sprawił mi ogromny ból.

17 kwietnia (Poniedziałek Wielkanocny).
Wczoraj byliśmy w kościele na rezurekcji. Daremnie poszukiwałem dawnej atmosfery, którą tworzyły organy, pieśni i moja młodość. No właśnie, może jako dziecko bardziej na święta czekałem, a potem przeżywałem na swój sposób niezwykle głęboko. Nie bez znaczenia była moja dziecięca wyobraźnia, całkowite zjednoczenie z Chrystusem cierpiącym i zmartwychwstałym. Pochmurno i chłodno dzisiaj, tylko 2 stopnie. Pogoda przypomina raczej październik niż wiosnę. Na drzewach nabrzmiałe pąki czekają na ciepło. Ale trochę zieleni już widać, bo niecierpliwa trawa na przekór chłodom gdzieniegdzie wychyla się i raduje wzrok. Kwitną też forsycje i białym kwieciem okrywają się z wolna mirabelki. Był wczoraj z rodziną Zbyszek. Na święta wypuścili go ze szpitala. Wieczorem tam wraca. Narzeka na złą opiekę. Kilkakrotnie robili mu urografię i nic im nie wychodzi. Schudł pięć kilogramów. Nadal źle się czuje. Daliśmy trochę pieniędzy, aby więcej czasu mu poświęcono. Po południu byliśmy u syna Mirka w Swarzędzu. Janusz przysłał im z Niemiec paczkę ze słodyczami. Siedzę przy moich papierach, trochę piszę, czytam, słucham radia. Telewizji nie włączam, bo mam tylko dwa kanały, a na obu leci coś, czego nie da się oglądać.

23 kwietnia (niedziela).
Wczoraj przy pięknej, słonecznej pogodzie odbyłem długi spacer na rowerze. Ruszyłem o godz. 15 do opuszczonej leśniczówki, potem między Ługowinami a Węgierskiem przekroczyłem szosę i udałem się wzdłuż miedzy do mojej gruszy, do stawu na polu, do wierzby, której już nie ma, ale noszę ją w swoich wspomnieniach i dalej, znów przez szosę między Ługowinami a Klonami, z powrotem do leśniczówki i do domu. Wróciłem niesamowicie zmęczony po godz. 18. Pogoda była ładna, ale dął silny wiatr. Dzisiaj pogoda piękna, w cieniu 24 stopnie. Już zakwitają brzoskwinie, lada dzień zakwitną tarniny i wtedy znowu pojadę wczorajszą trasą, by uradować się pięknem rodzimego krajobrazu.

30 kwietnia (niedziela).
Pomimo niesprzyjającej aury przyroda obudziła się. Drzewa okrywają się zielenią, żółcą się rzepaki. W ogródku wzeszła sałata, marchew, rzodkiewka i cebula. Posadziliśmy kapustę, pory i selerę. Piszę „selerę”, a nie selery, bo tak powszechnie u nas się mówi. Jutro 1 Maja. Nic o tym święcie się nie mówi. Nie wiem, czy SdRP zorganizuje pochód, czy w ogóle odważy się coś zorganizować. Pan Joachim M. przysłał mi kilka wierszy. Prosi o pomoc w zabiegach o przyjęcie do STL. Używa całkiem ładnych, odkrywczych metafor, ale to nie wystarczy, by dany wiersz nazwać udanym. Wiersz musi mieć początek i uderzający koniec, czyli musi stanowić zwartą konstrukcję. A on robi wiele błędów konstrukcyjnych. Po południu odwiedziłem brata Stefana w szpitalu w Środzie. Jest już po operacji. Chodzi, czuje się dobrze, ale rana mu dokucza.

4 maja (czwartek).
Coś dużo świąt mamy w maju. Oprócz corocznych dojdzie Dzień Zwycięstwa, który tego roku jest wolny od pracy, ponieważ obchodzimy 50. rocznicę zakończenia II wojny światowej.

7 maja (niedziela).
Wykorzystałem wolny czas na rowerową wycieczkę w moje rodzinne strony. Zmierzyłem obwód gruszy, której zawdzięczam kilka swoich wierszy. Na wysokości metra mierzy sobie ponad trzy metry. A topola, którą jako strażniczkę swej parceli posadził w 1945 roku pewien kowal z Klon, ma na wysokości metra 3.70 metra obwodu. Kowal umarł, ziemię zabrały pegeery, a grusza i topola przypominają mi dawne lata.

20 maja (sobota).
Mam wolny dzień, dlatego mogłem odwiedzić moją okolicę, leśniczówkę, nazrywać konwalii i kwiatów głogu, który w tym roku kwitnie późno ze względu na chłody, oraz naciąć pokrzywy dla kur na zimę. W Warszawie strajkują robotnicy Ursusa. Żądają podwyżki, oddłużenia zakładu i tanich kredytów. Strajkujący nie są przy tym bezczynni, petardami atakują Urząd Rady Ministrów, a wczoraj wstrzymali ruch pociągów. Zatarasowali tory złomem i palili na torach opony.

22 maja (poniedziałek).
Nocny przymrozek zwarzył plantacje wczesnych ziemniaków. Nam w ogródku zniszczył sadzonki pomidorów. I znów pracuję. A wczoraj był Roman G. z zapytaniem, czy przyjadę naprawić jego ciągnik. Obiecałem, licząc na kupno u niego jesienią ziemniaków. Tu, gdzie teraz pracuję, roboty jest na długo. Muszę przerwać i pojechać do Romana. Papież odwiedził dziś Polskę. Jeśli dobrze zrozumiałem, dziś też opuszcza nasz kraj. Pokazują rynek w Żywcu, ale papieża nie ma. Czekają. W Żywcu będzie 45 minut. Po rozmowie z premierem Czech odleci do Rzymu [64. pielgrzymka Jana Pawła II do Czech i Polski (Skoczów, Bielsko-Biała, Żywiec), 20-22 maja – D.N.].

23 maja (wtorek).
W Ursusie nadal strajkują. Dzisiaj przewodniczący tamtejszej „Solidarności” Zygmunt Wrzodak powiedział, że jeśli rząd się nie ugnie, będzie niebezpiecznie. Może Urząd Rady Ministrów obrzucą granatami?

1 czerwca (czwartek).
We wtorek byłem u lekarza. Zapisał mi leki, które kosztowały 240 tysięcy. Teraz siedzę w domu, chociaż obiecałem, że we wtorek albo w środę wezmę się za naprawę kolejnych ciągników. Niestety, moje zdrowie już nie pozwala mi na to i trzeba odpocząć. Długą wycieczkę zafundowałem sobie dzisiaj. Szedłem polnymi drogami. Mój Boże, jaki ten czerwiec jest rozkoszny, ile wyzwolił zapachów. Jeszcze nie przekwitły bzy, kasztany, głogi, a już kwitną akacje, a nade wszystko żyta. Kto odda urok dni wczesnego czerwca? Piszę te słowa, ale ani w części nie obrazują one mych doznań, gdy przemierzałem drogę z Węgierskiego do Czerlejna. Pisząc, zastanawiam się też, kto to będzie czytał? Piszę z uporem Syzyfa, któremu Bóg odebrał rozum. Już tyle lat prowadzę te zapiski, chyba od maja 1985 roku. Początkowo nawet daty nie pisałem. A przy tym były to brudnopisy, które potem przepisywałem. Niszczyłem dużo papieru i marnowałem czas. Teraz robię to szybciej. Jak zapiszę, tak pozostaje.

16 czerwca (piątek).
W środę, 14 czerwca, byliśmy z żoną w Poznaniu w Centrum Kultury Zamek (dawny Pałac Kultury) na posiedzeniu Zarządu i Rady Programowej naszego Oddziału Wielkopolskiego STL. Z zarządu byłem tylko ja i pani Kubicka, radę reprezentowała piątka członków. Ucieszyło mnie, że członek rady -dyrektor Muzeum Etnograficznego był 2 lutego w Warszawie, dokąd ja nie pojechałem. Przedstawił nam obszernie temat warszawskiego spotkania, dotyczący ginących zawodów. Posiedzenie nasze podbudowało mnie. Widzę, że niektórzy członkowie rady okazują zaangażowanie, poszukują sposobów zaktywizowania Oddziału Wielkopolskiego. Do domu wróciliśmy z przygodami. Musieliśmy jechać taksówką. Powróciliśmy ubożsi o 400 tysięcy. Tyle mam profitów z prezesowania oddziałowi. W Czeczenii wojna nie ustaje. Rosjanie wdzierają się w góry. Czeczeńscy desperaci uwięzili 1500 mieszkańców rosyjskiego Budionnowska, grożą wysadzeniem szpitala. Żądają wycofania wojsk rosyjskich z ich kraju. Miasto otaczają doborowe jednostki rosyjskie.

20 czerwca (wtorek).
A jednak Czeczeńcy osiągnęli to, czego żądali – rozmów pokojowych, zawieszenia działań wojennych, dostarczenia pod szpital autokarów. Ze 140 zakładnikami przekroczyli granicę swego kraju.

25 czerwca (niedziela).
Wczoraj mieliśmy w domu uroczystość – imieniny żony. Przyjechali synowie z rodzinami i było wesoło. Dzisiaj od rana pojechałem na grzyby. Przywiozłem trochę, głównie kurek.

30 czerwca (piątek).
Po robocie w Sokolnikach już drugi dzień odpoczywam. W poniedziałek znów jadę. Na wytężonej pracy (nie przesadzam) mija mi czerwiec. Jestem więc wyzbyty – że użyję tych wielkich słów – wszelkich aspiracji twórczych. Ale co zrobić, pieniądze są potrzebne. Kilka milionów zamierzamy włożyć w łazienkę. W „Głosie Wielkopolskim” z 16 lutego tego roku ukazała się wzmianka Gułtowy dla UAM. Dowiedziałem się, że posiadłości poznańskiego uniwersytetu poszerzyły się o zespół pałacowy w Gułtowach, w tym 16 ha parku, wozownię i inne zabudowania. Z USA przyleciał bowiem z darowizną Wacław Bniński, reprezentujący Marię Bnińską-Harrison. Pani Maria mieszka na Florydzie, jest córką Adolfa Bnińskiego – właściciela Gułtów. Po uregulowaniu stosunków własnościowych uniwersytetowi zostanie jeszcze przekazane 900 ha gruntów, które były własnością Bnińskich.

9 lipca (niedziela).
Jutro jadę od nowa robić ciągnik, który niedawno naprawiałem. Właściciel ma sporo uwag. A to skrzynia zbyt głośno pracuje, a to gdzieś tam stuknie. Skrzynię biegów robiłem już sto razy i nigdy nie poprawiałem. Tu moja robota będzie daremna. Część kół zębatych jest stara, część nowa, więc trochę je słychać, ale to zwykła rzecz. Na to nikt nigdy nie zwracał uwagi. Po pewnym czasie docierały się. Wcale nie jestem pewien, czy po drugiej naprawie będzie lepiej. Raczej będzie tak samo. A może koła zębate, które kupił, to podróbki. Ale ja modułu nie zmierzę. Sprawienie mu satysfakcji to dla mnie ogromny wysiłek w pełnym słońcu. Już nie podejmę się u tego faceta żadnej naprawy. Rano pojechałem na grzyby i znów znalazłem się na mojej „ścieżce zdrowia”. Pojechałem na grzyby, ale czy one są najważniejsze. Największą radość sprawia mi kontakt z przyrodą, czego brakuje mi, gdy jestem zajęty pracą. Kwitną lipy. Zewsząd napływa ich miodny zapach. Mają tego roku wspaniałą pogodę. Piszę te słowa z dala od wioski, obok stawu z wyspą. Nie ma ani odrobiny wiatru. Młode słońce zrodziło niezwykle długie cienie.

13 sierpnia (niedziela).
Robota czyni ze mnie człowieka zaprogramowanego do wykonania określonych czynności. Nic więcej, żadnej myśli ubocznej, żadnej pogłębionej intelektualnie, żadnego polotu. Jestem stłamszony, po prostu pogryziony i wypluty. Dlatego moje ostatnie zapiski są z 9 lipca, a tyle przez ten czas się wydarzyło. Otóż, w lipcu byli u nas na wakacjach Janusz i Ewa z dziećmi. Potem był wnuk Filip. Wczoraj odjechał. A na samym początku wakacji była wnuczka Anita. Mieliśmy gwarno w domu, czego ja będąc w pracy tak bardzo nie odczuwałem. Za to żona miała pełne ręce roboty. Od kilkunastu dni nie pada. Księżyc dopiero wszedł w drugą kwadrę, a to wróży długą jeszcze pogodę. Dzisiaj jak zwykle mamy dzień słoneczny, suchy, a temperatura ma sięgnąć 30 stopni. Wybieramy się dzisiaj do Kórnika, by zwiedzić tamtejszy zamek i ogród dendrologiczny. Może uda mi się przywieźć trochę liści miłorzębu, który pomaga przy sklerozie.

27 sierpnia (niedziela).
Nareszcie spadł długo oczekiwany deszcz. Na trzy dni przerwałem pracę. Liczyłem na odpoczynek i regenerację sił, ale nie czuję poprawy. Przymierzam się do wykonania kanału w garażu. Wożę piasek i cegłę. Taki to mój odpoczynek. Po wypłacie kupię kilka worków cementu, zrobię pustaki i zacznę kopać, a potem murować. Wałęsa czyni pokerowe zagrywki. Zwolnił swego rzecznika prasowego Spalińskiego i szefa kancelarii Wachowskiego. Politycy ZChN twierdzą, że zrobił to dwa lata za późno i dlatego w wyborach poprą Hannę Gronkiewicz-Waltz. Wałęsa został bez politycznego zaplecza. Podpisy zbierane w jednostkach MSW o tym świadczą, a ta afera została wykryta przez Unię Pracy. Dla przeciwwagi w wojsku wykryto zbieranie podpisów dla Kwaśniewskiego.

31 sierpnia (czwartek).
Deszcz padał cały dzień. Wody mamy dostatek, bo pada już parę dni. Trudno pracować, traktory z pługami zjechały z pól. Syn Wałęsy Sławomir przed czterema laty spowodował po pijaku wypadek, za co odebrano mu prawo jazdy i zasądzono dwa lata więzienia w zawieszeniu na cztery. Tenże Sławomir wczoraj po pijanemu miał znów wypadek i prawie trzy promile we krwi. Można powiedzieć, że kampania wyborcza Wałęsy ruszyła.

24 września (niedziela).
Dzień pochmurny. Króluje jesień. Taki jestem zapracowany, że na dalszy plan zeszły moje zapiski. A szkoda, gdyż było o czym pisać. W dniu 12 września byliśmy na pogrzebie bratowej w Żarach. Pochowano ją obok brata. Miała 66 lat. Całe dorosłe życie chorowała. W niedzielę poprzedzającą wyjazd na pogrzeb nasz proboszcz czytał list biskupów do wiernych. Każdy ustęp tego tekstu opatrywał politycznym komentarzem, aż ktoś zawołał: Nie politykujmy. Módlmy się, bo to jest dom Boży. Dzisiaj po obiedzie jedziemy do Puszczykowa, odwiedzić leżącą tam po operacji siostrę żony Helenę.

27 września (środa).
Od soboty siedzę w domu. Siedzę, to znaczy nie pracuję. Za to w domu mam trochę roboty zaległej. Wczoraj żona zawiozła swoje prace malarskie i hafty na konkurs do Lednogóry. Wszystkie przyjęli. Grodzę ogródek warzywny.

1 października (niedziela).
Znów mam robotę. Zepsuły się ciągniki tak bardzo potrzebne jesienią. Jeden do siewnika, drugi do przedsiewnej uprawy roli. Wcześniej zepsuł się ten drugi. Liczy sobie dopiero dwa lata. Wczoraj byliśmy we Wrześni na imieninowym przyjęciu u synowej Danusi.

14 października (sobota).
Dzisiaj złożono obok naszego kościoła prochy ostatniej z rodu Bnińskich – hrabiny Marii, córki Adolfa, przedwojennego wojewody poznańskiego. Hrabina Bnińska mieszkała w USA. Pałac i park w Gułtowach podarowała Uniwersytetowi Adama Mickiewicza w Poznaniu. Ziemię też, ale pozaprawnie. Telewizja poznańska pokazała migawki z pogrzebu.

17 października (wtorek).
W niedzielę we Wrześni odbyły się tzw. prawybory. Zdecydowanie zwyciężył Kwaśniewski. Drugi był Wałęsa. Wczoraj w II Programie TVP dziennikarze spotkali się ze zwycięzcą prawyborów. Trzeba przyznać, że Kwaśniewski to niezwykle błyskotliwy facet. Dzisiaj jadę do Wielkopolskiego Parku Etnograficznego w Dziekanowicach, który jest oddziałem Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy z siedzibą w Lednogórze. Jako jeden z jurorów wezmę udział w posiedzeniu tego ciała z okazji zakończenia konkursu, którego moje stowarzyszenie jest współorganizatorem. Bardzo mnie ciekawi udział w tym gremium.

22 października (niedziela).
Za oknem pierwszy szron tej jesieni. Teraz obficiej polecą liście z drzew. Jesień stanie się bardziej jesienna. Na zorganizowany w Lednogórze i Dziekanowicach konkurs „Obraz wsi wielkopolskiej zapamiętany z dzieciństwa” nadesłano 18 prac, które podzielono na rzeźbę, malarstwo oraz inne. Właśnie w tej trzeciej kategorii żona otrzymała I nagrodę za wystrój kuchni. Niewiele też brakowało, aby w malarstwie przyznano jej III nagrodę. Byłem z żoną na pogrzebie sąsiada z naszej klatki schodowej. Przybyło dużo ludzi. Sąsiad był powszechnie lubiany.

5 listopada (niedziela).
Dzisiaj oddam głos na swego kandydata na prezydenta. Nie jestem zdecydowany. Gdybym miał wybierać między Wałęsą a Kwaśniewskim, to dam głos na Kwaśniewskiego. A może dam trzeciemu, który nie jest komuchem ani klerykałem, czyli Kuroniowi. Zmarł mój były kierownik – Henryk Pietruszewski. Był głównym mechanikiem kombinatu PGR. Wczoraj go pochowano. Miał 67 lat. Już wróciliśmy z wyborów. Oddałem głos na Kuronia, podobnie żona. Tegoroczna jesień jest łaskawa dla prac polowych. W miarę mokra, co sprzyja pracy kombajnów buraczanych i orkom.

7 listopada (wtorek).
Dzisiaj jedziemy na wycieczkę, zorganizowaną przez Klub Seniora w Kostrzynie. W wyborach prezydenckich pierwszy był Kwaśniewski, drugi Wałęsa. Druga tura 19 listopada.

12 listopada (niedziela).
Ciekaw jestem, o czym mówiliby politycy w telewizji, gdyby w przeszłości nie było komuny. „Komuna” nie schodzi im z ust, a nienawiść wobec niej emanuje z niejednej postaci. Ładna dzisiaj pogoda. Słońce syci złotem jesienne liście. Po południu pojechaliśmy do leśniczówki w Drzązgowie. Weszliśmy do budynku. Ruina. Skradziono kaflowe piece i drzwi, zerwano na strychu podłogę. Na dachu brakuje dachówek. W takim samym stanie jest budynek gospodarczy. Spacerowaliśmy starymi ścieżkami. Ile z tą okolicą wiąże się moich wspomnień. Całe moje dzieciństwo, młodość. I teraz tutaj chodzę. Widać stąd jak na dłoni moją ukochaną wieś Ługowiny.

16 listopada (czwartek).
Wczoraj odbyło się drugie spotkanie przed kamerami TVP Kwaśniewskiego i Wałęsy. Tym razem Wałęsa niewiele ustępował Kwaśniewskiemu. Ale co zarobił w dyskusji, to stracił w ostatniej chwili, kiedy po wystąpieniu rywala powiedział: Podpisał towarzysz Kwaśniewski, sekretarz. A w niedzielę podczas spotkania Wałęsa zwierzył się, że na przywitanie to on Kwaśniewskiemu może podać tylko nogę. Bezstronna dotąd telewizja przypuściła atak na Kwaśniewskiego. Posądzono go o kłamstwo, podał bowiem, że ukończył studia z tytułem magistra. A tego nie zrobił! Dotarli nawet do prorektora Uniwersytetu Gdańskiego, który ujawnił, że Kwaśniewskiego skreślono z listy studentów, ponieważ nie zaliczył piątego roku studiów.

19 listopada (niedziela).
Dzisiaj druga tura wyborów. Oddam głos na Kwaśniewskiego. Właśnie na złość tym, którym się wydaje, że są najmądrzejsi.

21 listopada (wtorek).
Wczoraj wieczorem Wałęsa się ustosunkował do swojej przegranej w wyborach. Rzekł, że dostał kilka policzków, ale tak odda, że szczęka opadnie jego przeciwnikom. Nie odda też insygniów prezydenckich i nie spotka się z Kwaśniewskim, bo nie mają o czym rozmawiać. A więc agresja, odwet. Czy to przystoi?

22 listopada (środa).
Podobno dziś w Poznaniu odbyła się demonstracja przeciwko sfałszowaniu wyborów. A ja myślę, że przegrywać trzeba z klasą. W nocy z Kwaśniewskim i Wałęsą rozmawiał Clinton. Mówi się, że niebawem zostanie ratyfikowany konkordat.

26 listopada (niedziela).
Jest dużo niepokoju, spowodowanego „zalaniem” Sądu Najwyższego doniesieniami o sfałszowaniu wyborów i kłamstwie Kwaśniewskiego, czym miał wprowadzić wyborców w błąd. Kłamliwie mógł skłonić do oddania głosu na siebie. Kwaśniewski zrezygnował z członkostwa w SdRP. Zdał legitymację i niebawem wyjeżdża na wakacje. Wałęsa przycichł i odpoczywa. Odpoczynek nie przeszkodził mu jednak w zawetowaniu ustawy o podatkach. Ostatnio nie było ustawy, której by nie zawetował. Wczoraj byliśmy z żoną w wielkopolskim skansenie. Odbyło się tam uroczyste ogłoszenie konkursu o wsi wielkopolskiej, w którym żona otrzymała jedną z pierwszych nagród. Poznałem kilku twórców. Był Hagel.

2 grudnia (sobota).
Wczoraj wieczorem był u mnie mechanizator i zaproponował podjęcie pracy. Zgodziłem się od poniedziałku. Zaoferował mi robotę przez całą zimę. Zobaczymy. Najpierw muszę pójść do lekarza, który przyjmuje u nas co dwa tygodnie. Kwaśniewski wyjechał aż na Wyspy Kanaryjskie i odpoczywa. Poseł Krzysztof Król z KPN (zięć Moczulskiego) podsyca płomień protestu. Zwrócił się do sejmu, by Kwaśniewski oddał dodatek za wyższe wykształcenie, który na pewno pobierał, gdy był ministrem w okresie PRL-u. Prezydium Sejmu odrzuciło jednak ten wniosek.

9 grudnia (sobota).
Sąd Najwyższy stwierdził, że Aleksander Kwaśniewski zwyciężył w wyborach i aktualnie jest prezydentem elektem. Przed sądem demonstrowała grupa niezadowolonych. Wołali: Precz z komuną! W latach komuny chodzili do przedszkola, potem po kątach spiskowali, a dzisiaj udają mędrców.

13 grudnia (środa).
Wróciliśmy właśnie z Poznania, gdy w wielkiej kopercie przysłano mi z Lublina dyplom i egzemplarz „Twórczości Ludowej”, a na przekazie pocztowym milion złotych za wyróżnienie w konkursie Pocka. Sądziłem, że moje wiersze zostały przez jurorów ocenione nisko. Tymczasem okazuje się, że nie jest źle. W Poznaniu omawialiśmy problemy STL-u, czyli jak naszą organizację wyprowadzić na prostą. Uczestniczyli członkowie Rady Programowej, przybyło też kilku gości i stawił się niepełny zarząd. W sumie, 17 osób. Podano kawę, herbatę, ciasto, był opłatek i dużo świątecznych życzeń. Zaplanowaliśmy spotkanie z kimś z władz województwa. Wypada wierzyć, że ten ktoś zechce z nami rozmawiać. Czekam na wiadomość od pani Aleksandry Wojciechowskiej, która to spotkanie ma zorganizować.

16 grudnia (sobota).
Siedzę w domu, w cieple, bo centralne ogrzewanie w tym roku grzeje lepiej niż w ubiegłym. Gdybym na obecną porę roku spojrzał okiem rolnika, to bym powiedział, że jest sucha. Śniegu leży niewiele, skiby czernią się na polach.

21 grudnia (czwartek).
Afera szpiegowska w Warszawie, rozpętana przez ministra Milczanowskiego i Wałęsę, uderza w premiera Oleksego. Ten odpiera ataki ze spokojem, pomimo że minister złożył doniesienie do prokuratury wojskowej. Oskarża go też przed sejmem. Padło przy tym podejrzenie, że Wałęsa zamierza wprowadzić stan wyjątkowy, by przedłużyć sobie prezydenturę. Marszałek sejmu Zych zapewnia, że będzie stał na straży ładu w kraju i życzył wszystkim spokojnych świąt.

23 grudnia (sobota).
Prezydent elekt po złożeniu przysięgi przed parlamentem pojechał do jednostki wojsk lotniczych, gdzie przejął dowództwo nad siłami zbrojnymi kraju. W ceremonii uczestniczył pupil Wałęsy – szef sztabu, gen. Wilecki. Przed sejmem przeciwko Kwaśniewskiemu manifestowały leciwe panie i panowie przywiedzeni przez Czarneckiego z ZChN. Najwyraźniej sprzyja im zdrowie i wysokie emerytury, skoro mają siłę stać w deszczu i na zimnie. A co z Oleksym? Prokuratura odesłała dokumenty do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w celu uzupełnienia. Wygląda na to, że Wałęsa i Milczanowski rzucili na odchodne Oleksemu świnię pod nogi.

24 grudnia (niedziela).
W dniu 22 grudnia minęło mi 60 lat. To dużo. Nigdy nie liczyłem, że tylu lat doczekam. Ojciec mój żył bardzo krótko. Zmarł na raka w wieku 46 lat. Matka zmarła na zawał w wieku 74 lat. Za to moja babcia po kądzieli żyła 84 lata, a dziadek 78 lat. Nie wiem, w jakim wieku zmarli rodzice ojca. Moje rodzeństwo to już też starsi ludzie: siostra Zosia ma 73 lata, Władzia 70, Leosia 66, a brat Stefan 55. Pochmurno dzisiaj, leży trochę śniegu, termometr wskazuje dwa stopnie.

30 grudnia (sobota).
Grudzień tego roku jest łaskawy, jeśli za łaskawość uważać dni wolne od pracy. Ale mrozem to nam doskwiera. Mój termometr pobił rekord grudnia, wskazuje dziś rano 15 stopni zimna. Oleksy nadal jest premierem, chociaż zapowiedział, że pójdzie na zaległy urlop. Coraz częściej mówi się, że oskarżenie Oleksego jest potrzebne Rosji, by skompromitować nasz kraj. Pokazać Zachodowi, jakim niepewnym partnerem jest Polska i uniemożliwić przyjęcie nas do NATO.

31 grudnia (niedziela).
Mróz trzyma. Dzisiaj też był niemały, sięgnął 14 stopni. Boję się o ziemniaki moich synów. Jeśli zmarzną, będą musieli jeść słodkie. Pojechałem „maluchem” do Drzązgowa i przywiozłem w workach słomę. Przykryłem wszystkie ziemniaki. Kończy się stary rok. Program telewizyjny jest tak płytki, że nie można go bez niesmaku oglądać. O dwudziestej poszedłem więc spać. Nie słuchałem pierwszego orędzia noworocznego prezydenta, który niebawem pojawił się na ekranie.